Młokos z Warszawy rządzi w Niemczech
Najmłodszy prezes w branży budowlanej Piotr Kledzik jest otwarty na propozycje, ale bezkompromisowy, kiedy decyzje już zapadną. Właśnie awansował na CEO w niemieckiej centrali Bilfinger Berger
Pracownicy w firmie nazywają go wodzem. Rzadko chodzi w krawacie, a kawę lubi robić sobie sam, mimo to wzbudza powszechny respekt w biurze i na boisku, gdzie często spotyka się z kolegami z pracy.
Piotr Kledzik, rocznik 1972, prezes zarządu Bilfinger Berger Budownictwo. Gdy został szefem, miał zaledwie 35 lat, a jeszcze przed czterdziestką został mianowany szefem wszystkich projektów infrastrukturalnymi całego niemieckiego koncernu Bilfinger Berger SE (BB SE), którego rocznie kontrakty budowlane na całym świecie warte są 10 mld euro.
Po szczeblach drabiny
Studiował na Wydziale Budownictwa Lądowego Politechniki Gdańskiej. Karierę zawodową rozpoczął w 1997 roku. Przeszedł cały szlak bojowy, od machania łopatą po fotel dyrektorski. Zaczynał na budowie słynnego ropociągu Przyjaźń, najpierw jako stażysta po obronionym dyplomie inżynierskim u profesora Jerzego Ziółko (guru konstrukcji stalowych). Szybko został majstrem w Hydrobudowie 6 (spółka należąca do BB). Następnie był kierownikiem robót, kierownikiem budowy, kierownikiem grupy budów.
Po kilku latach spędzonych na budowach w całej Polsce w połowie minionej dekady powrócił do rodzinnego Gdańska na dyrektorski fotel oddziału budownictwa przemysłowego w Hydrobudowie Gdańsk. Nim minął rok, kierował oddziałem budownictwa hydrotechnicznego tej firmy. Kilka miesięcy później awansował na stanowisko dyrektora technicznego i członka zarządu. W 2007 roku powierzono mu zadanie skonsolidowania polskich spółek budowlanych koncernu BB w ramach nowo tworzonej firmy Bilfinger Berger Budownictwo Polska. Został prezesem jej zarządu. Jednocześnie jest prezesem zarządu Hydrobudowy 6.
Konsolidacja spółek wiązała się z restrukturyzacją firmy, w tym zatrudnienia. To w tym okresie poszerzył grono swoich zwolenników, ale i wrogów - mówią przyjaciele prezesa. Poszło mu gładko, bo budownictwo było w okresie prosperity i każdy pracownik był cenny dla firmy. - Wówczas jednym z najważniejszych moich celów było nie stracić naszego potencjału - mówi Kledzik. Chciałem połączyć młodzieńczy zapał do pracy z doświadczeniem starszych pracowników na wszystkich poziomach firmy. Musiałem przekonać całą załogę, że jest to konieczne, jeśli chcemy być konkurencyjni. - dodaje. - Były takie sytuacje, że nie wszyscy chcieli bądź umieli to zaakceptować. To psuło atmosferę w firmie - mówi krótko. - A ci, którzy torpedowali nasze pomysły, musieli się rozstać z firmą. Na szczęście były to jednostkowe przypadki - dodaje, jakby usprawiedliwiając się.
Nie jestem omnibusem
Kledzik wyróżnia się wśród branżowych prezesów nie tylko wiekiem, lecz także stylem życia i zarządzania. Lubi sport, pływa, chodzi na siłownię i regularnie gra w kosza. Na domiar złego z własnymi pracownikami. Ale na boisku nie jest prezesem, tylko Piotrem, który jak przegrywa, potrafi siarczyście zakląć.
- Sportowe porażki znosi dzielnie, zawodowe trochę gorzej - mówi bliski współpracownik prezesa. Do tej pory nie odżałował przegranego przetargu na budowę mostu Północnego w Warszawie, choć logo Bilfingera wisi jak Polska długa i szeroka na prestiżowych inwestycjach, jak tunel kolejowy na warszawskie Okęcie, obwodnica Gdańska czy Kędzierzyna-Koźla wraz z mostem na Odrze.
Jego sposób zarządzania też jest niecodzienny. - Nie gra omnibusa. Jak czegoś nie wie, pyta - mówi Mateusz Gdowski, firmowy specjalista od komunikacji. - Osobiście się o tym przekonałem - dodaje. - Nie mówi nam też, jak mamy pracować - opowiada Gdowski. - Po prostu wyznacza cel i każe wybrać najlepszą dla firmy drogę dotarcia do niego. Lubi powtarzać przy tym za Wayne’em Gretzkym, słynnym kanadyjskim hokeistą: "Nie myśl, gdzie w tym momencie znajduje się krążek, tylko gdzie będzie za chwilę". Owszem, takie podejście ma swoje wady, bo odpowiedzialność spada na pracownika, za to jest bardzo mobilizujące - kwituje Gdowski.
Piotr Kledzik nie znosi pracy po godzinach i w weekendy, wtedy ma czas dla rodziny. Tak stara się wynagrodzić żonie i trójce dzieci przeprowadzkę z ukochanego Gdańska do Warszawy. Obiecał już, że do Mannheim, gdzie mieści się centrala BB, nie będą musieli się przenosić.
Miłośnik chaosu
Nierzadko prezesa można spotkać na budowie. Lubi wpaść niezapowiedziany, zobaczyć na własne oczy, jak idzie robota, w myśl zasady "pańskie oko konia tuczy". To stare przyzwyczajenie jeszcze z czasów przeddyrektorskich. - Budowa to fajne miejsce, które na pierwszy rzut oka jest jednym wielkim chaosem, za to twórczym - mówi. Wciąż mnie ekscytuje obserwowanie jak coś z tego chaosu powstaje - dodaje z entuzjazmem młodzieńca. - Jestem fanem prostych i płaskich struktur w firmie. Irytuje mnie piętrzenie struktury kontaktów, wtedy zwykle piętrzą się też problemy, dlatego lubię pogadać bezpośrednio z pracownikami budowy.
Tak samo płaską strukturę polski prezes planuje wprowadzić w całym koncernie. Łatwo nie będzie, bo Niemcy czy Skandynawowie mają swoje stare przyzwyczajenia. Ale Kledzik nie traci animuszu. Pierwsza próba prawie się powiodła. Z wizyty na budowie obwodnicy Hamburga polski szef wrócił zadowolony.
@RY1@i02/2011/247/i02.2011.247.00000160b.805.jpg@RY2@
Grzegorz Kawecki/PulsBiznesu/fORUm
Piotr Kledzik krawat nosi rzadko, za to często można go spotkać na budowie
Longina Grzegórska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu