Notowania spadają, ryzyko wciąż rośnie
AKCJE EUROPEJSKICH BANKÓW są najniższe od 15 lat. Na razie nic nie wskazuje na to, by sytuacja miała się szybko poprawić
Spekulacje na temat kryzysu dłużnego w Hiszpanii i Włoszech nakładają się na obawy inwestorów, jak wielkie będą straty banków w związku z restrukturyzacją zadłużenia Grecji.
Od początku lipca kursy włoskich banków Intesa Sanpaolo i UniCredit zjechały odpowiednio o 28 i 25 proc., a hiszpańskiego Santandera o 18 proc. Huw van Steenis, analityk sektora bankowego w Morgan Stanley, twierdzi, że koniec spadku kursów akcji banków zależy od tego, jak liderzy strefy euro poradzą sobie z narastającymi obawami o kryzys w Hiszpanii i we Włoszech. Analitycy mówią, że wiele banków z południa Europy ma problemy z dostępem do finansowania, co przekłada się na spadek ich kursów.
Gra pomiędzy rządami i bankami stanowi powód do niepokoju dla inwestorów, od kiedy w ubiegłym roku wybuchł kryzys dłużny w strefie euro. We Włoszech banki przeszły przez kryzys kredytowy w stosunkowo dobrej formie i same zdołały się dokapitalizować, po części w obawie przed kryzysem dłużnym państwa. Inwestorzy we włoskich bankach obawiają się przede wszystkim zadłużenia rządu i niepewnej sytuacji politycznej. W Hiszpanii problem jest odwrotny; rząd jest w lepszej sytuacji fiskalnej niż banki. - Ścieżki są różne, ale kierunek ten sam: oba kraje mają problemy - mówi jeden z dużych europejskich inwestorów.
Niektórzy inwestorzy twierdzą, że hiszpańskie banki są przeszacowane. Np. analitycy z UBS wskazują na rozbieżność w wycenach pomiędzy hiszpańskimi bankami a wieloma ich europejskimi odpowiednikami. UniCredit jest wyceniany zaledwie na 0,5 swojej wartości księgowej, Intesa i Barclays na 0,6, a SocGen na 0,7. Dla odmiany BBVA i Santander, dwa największe hiszpańskie banki, są wyceniane odpowiednio na 1,1 i 1,2.
Drugim problemem dla europejskich banków są postulaty europejskich polityków, by wzięły one na siebie część kosztów programu pomocowego dla Grecji.
Niektórzy inwestorzy niepokoją się, że banki mogą potrzebować świeżego kapitału w sytuacji, gdy rynki są zamknięte. Larry Fink z Blackrock i Ed Yardeni sugerują, że Europa potrzebuje własnej wersji TARP, amerykańskiego programu dokapitalizowania banków. Duże nadzieje są w związku z tym pokładane w Europejskim Funduszu Stabilności Finansowej. Jednak niektórzy analitycy bankowi uważają, że cena za państwowe wsparcie odbije się inwestorom czkawką.
Richard Batty z brytyjskiego Standard Life Investments zwraca uwagę, że podupadłe banki będą musiały spełnić nowe wymagania kapitałowe, ale nie wiadomo jeszcze, ile będą potrzebowały na to pieniędzy. Ten czynnik, wg niego, jeszcze nie znalazł swojego odbicia w wycenach. - Wciąż znajdujemy się w okresie przejściowym - mówi.
Richard Milne
"Financial Times"
Tłum. TK
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu