Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Nie ma darmowego doradztwa, tak jak nie ma darmowej zupy

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Nazwa Szkoła Inwestowania może sugerować, że mamy do czynienia z firmą, która rzeczywiście będzie chciała wyedukować obywateli w zakresie zarządzania kapitałem. O tym, jak duże mają oni zaległości, wiemy przecież doskonale, odkąd znane są szczegóły upadłości Amber Gold. Ale są i inne wskazówki: wystarczy sobie uświadomić, że większość oszczędzających Polaków trzyma swoje pieniądze na lokatach w największych bankach, które to lokaty nie wygrywają z inflacją.

Nazwa nazwą, ale już to, że pierwsze szkolenia, na które zaprasza Szkoła Inwestowania, są bezpłatne, każe podchodzić do firmy z rezerwą. Bo nie od dziś wiadomo, że za usługę czy towar na odpowiednio wysokim poziomie trzeba zapłacić. Parafrazując powiedzonko Miltona Friedmana o zupie: nie ma czegoś takiego jak darmowe doradztwo.

Co prawda od strony merytorycznej do oferty Szkoły Inwestowania nie można się przyczepić, ale prawdą jest też, że dla osoby posiadającej podstawową wiedzę o inwestowaniu będą to dwie stracone godziny. No i to zniechęcanie do lokowania kapitału w realne aktywa (nieruchomości, złoto) czy akcje, a podkreślanie, że dla początkującego inwestora idealne są fundusze, i to najlepiej opakowane w polisę... Czy możliwe, że to po prostu kolejny pośrednik, a nie firma doradcza z prawdziwego zdarzenia? Do końca nie tracę nadziei i udaję się na spotkanie z jej przedstawicielem do siedziby warszawskiego oddziału.

Zaczyna się od narzekań jej pracownika, jaki to polski rynek strasznie nierozwinięty, bo niemal wszystkie firmy doradztwa finansowego to pośrednicy realizujący twardo plany sprzedażowe. Potem zostają zaprezentowane szczegóły oferty. Szkoła produkuje newsletter dostępny tylko dla jej klientów. Wydaje w nim rekomendacje, kiedy wchodzić na rynek akcji, a kiedy z niego uciekać. Porady są dawane na podstawie sygnałów generowanych przez algorytm SISI. Firma nie zdradza zasad jego konstrukcji. Chwali się za to, że gdyby klienci słuchali wskazań SISI w latach 2000 - 2011, średniorocznie mogliby zarobić 18,7 proc. Problem w tym, że firma istnieje od 2007 r. Wyniki SISI z wcześniejszych lat to tylko obliczenia. Nie ma żadnej gwarancji, jak przyznaje przedstawiciel spółki, że podobne stopy zwrotu zostaną osiągnięte w przyszłości.

Czy firma żyje z opłat od klientów za sygnały SISI? Nie. By korzystać z dobrodziejstwa SISI, trzeba kupić za jej pośrednictwem polisę z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym jednego z trzech towarzystw. Przedstawiciel Szkoły Inwestowania otwarcie przyznaje, że firma żyje z prowizji od sprzedaży produktów finansowych. No i przeżywam rozczarowanie. A więc na polskim rynku wciąż nie ma firmy doradczej z prawdziwego zdarzenia, czyli takiej, która przychody czerpie z dobrego doradzania klientom, a nie z werbowania klientów instytucjom finansowym.

A może warto uwierzyć w skuteczność SISI? Nie wiem. Ale wiem, że w najgorszym razie, jeśli algorytm okaże się nieskuteczny, a firma za 2 - 3 lata zniknie (czego nie życzę), klienci zostaną sam na sam z rynkiem, z polisą w kieszeni, z której bez ponoszenia wysokich kosztów można się wycofać dopiero po 10 - 15 latach płacenia składek.

@RY1@i02/2012/204/i02.2012.204.00000040b.803.jpg@RY2@

Piotr Rosik, dziennikarz działu branże i firmy

Piotr Rosik

dziennikarz działu branże i firmy

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.