Upadłości. Teraz przyszła pora na dużych
Rośnie liczba wniosków o ogłoszenie niewypłacalności. Często jest to karta przetargowa wierzycieli w sporach z dłużnikami
DSS, PBG, Bomi - to tylko najgłośniejsze przypadki firm, które czekają na decyzje sądów o upadłości. Ekonomiści uważają, że podobnych przypadków będzie przybywać z każdym miesiącem. W I półroczu liczba wniosków o upadłość firm wzrosła bowiem o jedną trzecią. W największych aglomeracjach jest jeszcze gorsza sytuacja. We Wrocławiu czy Olsztynie procentowo wzrost liczby składanych wniosków przekracza 100 proc.
- W biznesie panuje wielka trwoga - przyznaje Konrad Jaskóła, szef Polimeksu-Mostostalu, który sam ma problemy z płynnością. Jednak nie podejmuje się typować, kto będzie następny.
Robi to jednak Witold Jesionowski, prezes Bomi, sieci delikatesów, która oczekuje w gdańskim sądzie na werdykt w sprawie wniosku o upadłość układową. - Po budowlance przyjdzie czas na handel spożywczy - przewiduje. Według niego kłopoty Bomi to tylko wierzchołek góry lodowej. - Obecnie poza Biedronką i Lidlem chyba żadna z sieci nie zarabia na siebie - ocenia.
Wniosek o upadłość pełni też często funkcję straszaka na niesolidnego płatnika. W ten sposób środki próbowali odzyskać np. wierzyciele DSS, PBG czy ostatnio Bomi. Przed złożeniem wniosku o upadłość układową przez zarząd Bomi wniosek o upadłość likwidacyjną złożyła spółka Brand Distribution, której sieć delikatesów zalegała 100 tys. zł. Po kilku dniach Brand wycofał wniosek.
Jak wynika z raportu Forum Obywatelskiego Rozwoju, w 2011 r. tylko niewiele ponad 20 proc. z ponad 3,3 tys. spraw w sądach zakończyło się ogłoszeniem upadłości. Prawie 60 proc. wniosków zaś oddalono, nie znajdując podstaw do takiej decyzji.
Agnieszka Marcinkowska z zespołu analiz makroekonomicznych KUKE jako branże wysokiego ryzyka także wskazuje budowlankę i handel. Ale uważa, że nie tyle branża jest ważna, ile wielkość firmy. Według niej najtrudniej teraz utrzymać się na powierzchni małym firmom, a to dlatego, że nie posiadają wystarczającej ilości gotówki. A to właśnie gotówka w kasie pozwala przejść przez spowolnienie gospodarcze suchą nogą.
Problem w tym, że często powodzenie małych zależy od dużych. A ci zawodzą coraz częściej. Konrad Jaskóła tłumaczy, że kłopoty branży budowlanej pojawiły się, gdy zawiódł system płatności przy realizacji dużych kontraktów. - Czekając na zapłatę od zleceniodawcy, musimy wspierać się kredytem bankowym. Kredyt obniża zaś opłacalność projektu, który już na samym starcie jest mało rentowny - opowiada.
Eksperci dodają do tego jeszcze przeinwestowanie. - Niespotykane wcześniej problemy z płynnością nawet największych spółek budowlanych spowodowała wysoka skala inwestycji, która nie przełożyła się na zyski branży - mówi Tomasz Starus, dyrektor ds. oceny ryzyka w Euler Hermes.
Problem dotyczy głównie firm budujących drogi, autostrady i obiekty inżynieryjne, ale też specjalizujących się we wznoszeniu budynków mieszkalnych. Problemy mają już także m.in. przetwórcy mięsa. Przyczyną utraty płynności w tym segmencie są niskie (1 - 2 proc. ) marże w branży mięsnej jako efekt nadprodukcji oraz presji cenowej sieci handlowych. Z drugiej strony są zobowiązania zaciągnięte na modernizację i rozbudowę biznesu, trudne do udźwignięcia w okresie niskiej rentowności.
68 firm ogłosiło upadłość w czerwcu
472 ogłoszenia o upadłości polskich przedsiębiorstw opublikowano w I półroczu
26 proc. taki był wzrost liczby upadłości w I półroczu w stosunku do pierwszej połowy ubiegłego roku
@RY1@i02/2012/141/i02.2012.141.00000110c.805.jpg@RY2@
Liczba wniosków o upadłość w wybranych sądach rejonowych
Cezary Pytlos
Martyna Węglewska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu