Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Tradycja i historia zobowiązują, ale współczesny rynek stawia wyzwania

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 46 minut

Polska bankowość spółdzielcza staje przed wyzwaniem: konkurencja banków komercyjnych na obszarach tradycyjnie obsługiwanych przez banki spółdzielcze rośnie. Czy wystarczy bronić stanu posiadania, czy trzeba ekspansywnie rozwijać działalność, żeby nie stracić? - zastanawiali się uczestnicy debaty "Dziennika Gazety Prawnej". Jakimi działaniami przyciągnąć młodych klientów i środowisko wielkomiejskie?

Jak silny jest sektor polskiej bankowości spółdzielczej?

Dariusz Twardowski: Ocenić siłę sektora można między innymi przez pryzmat udziału w całym systemie. Od jakiegoś czasu, z niewielkimi wahaniami, bankowość spółdzielcza ma 6-proc. udział w sumie bilansowej systemu bankowego, udziela około 7 proc. kredytów i pożyczek, gromadzi 7,45 proc. depozytów. Zatrudnia 18,55 proc. pracowników banków w Polsce i ma 31,95 proc. placówek. Jeśli dodać do tego banki zrzeszające, to zatrudnienie wyniesie 19,76 proc, a liczba placówek - 32,3 proc. Gdyby wyobrazić sobie, że wszystkie banki spółdzielcze występują pod jednym logo, byłoby ono najczęściej widywanym znakiem pośród marek wszystkich banków w Polsce. Dysproporcja między potencjałem a faktycznym udziałem w rynku jest znacząca... Dynamika wzrostu banków spółdzielczych jest niezła, ale tzw. banki komercyjne wykazują wyższą.

Jerzy Różyński: Te dane, czyli 6 - 8 proc. udziału w rynku, to poziom, który banki spółdzielcze utrzymują od lat. Mają 4,2 tys. placówek, 32 tys. pracowników. Nie można się nie zgodzić, że powinniśmy zwiększyć udział w rynku. Myślę, że zaletami, jakie posiadają banki spółdzielcze, są przede wszystkim znajomość klienta i tradycja. Najstarszy bank spółdzielczy w Polsce w tym roku skończy 150 lat. Na plus działa również polski kapitał, a pieniądze wracają z powrotem na nasz rynek.

Wydaje się, że ta dysproporcja, o której mówiliśmy, wynika z modelu bankowości spółdzielczej. Nie jesteśmy generalnie nastawieni na maksymalizację zysku, ale przede wszystkim na rozwój biznesu na rynku lokalnym. To oznacza z kolei rozwój rynku, na którym działamy, co przynosi korzyści całej gospodarce. W okresie zawirowań finansowych, kiedy banki komercyjne przykręcały kurek z kredytami, banki spółdzielcze udzielały kredytów swoim klientom. W tym czasie banki spółdzielcze odnotowały przypływ klientów. To nie jest stan zadawalający, bo chcielibyśmy, by nasz udział w rynku osiągnął poziom dwucyfrowy, tak jak jest w wielu krajach Unii Europejskiej. Okres zawirowań finansowych może być szansą na budowanie coraz bardziej efektywnego modelu bankowości spółdzielczej. Powstał w tym celu specjalny Zespół ds. prac nad zmianami regulacji prawnych dot. sektora bankowości spółdzielczej, w pracach którego bierze udział także KNF. Wspólnie pracujemy, aby wzmocnić sektor bankowości spółdzielczej.

Paweł Pawłowski: Z liczbami się nie dyskutuje. Udział w rynku jest, jaki jest. Oznacza to jednak, że utrzymujemy stały poziom mimo krytycznych uwag. Trzeba uwzględnić jeszcze to, że cały sektor bankowości rozwijał się w ostatnich latach głównie w sektorze kredytów hipotecznych, a my mamy na nim mniejsze możliwości choćby dlatego, że działamy na rynkach słabszych pod względem budowy mieszkań. Rekompensowaliśmy mniejszą dynamikę w tym sektorze zwiększeniem akcji kredytowej dla przedsiębiorstw.

Nasz sektor buduje - i to jest przyszłość bankowości spółdzielczej nie tylko w Polsce - bankowość relacyjną. Jedną z jej cech jest dostępność placówek, bo choć bankowości internetowej nie można lekceważyć, bliskość z klientem jest jednym z fundamentów, na których budujemy biznes. I banki komercyjne nas naśladują, choć u nich relacja z klientem oznacza np. 50 zł w prezencie. My budujemy długotrwałe związki z klientami, a społeczna odpowiedzialność jest od początku wpisana w filozofię banków spółdzielczych. Dla nas to nie jest moda. Nie lekceważę wskaźników ekonomicznych, ale jeśli się buduje biznes na takich fundamentach, to siłą rzeczy kosztuje on więcej. Za to daje siłę trwania i dzięki temu utrzymujemy udział w rynku.

Jan Grzesiek: Rynek banków spółdzielczych jest na tyle silny, na ile może. W założeniu banki spółdzielcze powstawały dla biednych, a nie bogatych, i musiały mieć dostosowane parametry, by móc funkcjonować w takich warunkach. Kolejny okres historyczny to czas gospodarki sterowanej, w której ważne były nie parametry ekonomiczne, tylko obsługa finansowa rzemiosła i rolnictwa. Do okresu transformacji banki podeszły pragmatycznie i dzięki temu uzyskały poziom, który mają. To naprawdę bardzo dobra pozycja, a banki spółdzielcze dobrze sobie poradziły w zderzeniu z komercyjnymi, które się pojawiły.

My patrzymy na gospodarkę pod kątem spółdzielczości w ogóle: po okresie transformacji zostało jej bardzo mało. Dlatego banki spółdzielcze są dla nas bardzo ważne. I trzeba podkreślić, że bankowość spółdzielcza często działa tam, gdzie banki komercyjne nie docierają, bo się im to nie opłaca. Jest też wielkim edukatorem w kwestiach finansowych, pokazuje pieniądz elektroniczny w środowiskach wiejskich. Stawia bankomaty nie tylko w miejscowościach wypoczynkowych. W sumie: siła sektora nie powinna być liczona tylko parametrami ekonomicznymi.

Mariusz Zygierewicz: W naszej ocenie bankowość spółdzielcza jest w dobrym stanie, jest właściwie zarządzana i bezpieczna, co ważne dla całego sektora bankowego. Dla uzupełnienia informacji o kredytach hipotecznych: proszę pamiętać o tym, że banki komercyjne udzielały ich w lwiej części w walutach obcych. Gdybyśmy wyeliminowali czynnik zmienności kursów walutowych, to dynamika tego sektora w bankowości komercyjnej wynosiłaby około 8 proc., a nie około 12 proc. To oznacza, że bankowość spółdzielcza wcale nie jest w tej dziedzinie tak daleko za komercyjną. Nie należy też przesadzać w krytycznej ocenie wyników finansowych banków spółdzielczych. Jeżeli uzyskują one 15 proc. zwrotu z kapitału, to jest już bardzo przyzwoity wynik.

Jeśli popatrzeć na historię, to okaże się, że bankowość spółdzielcza rozwija się lepiej w tych okresach, w których w gospodarce dzieje się gorzej. W takich momentach banki komercyjne wyhamowują akcję kredytową, a spółdzielcze nie wycofują się ze współpracy z klientami. W okresach lepszej koniunktury banki komercyjne nadrabiają i znowu spychają spółdzielcze.

Trzeba też powiedzieć, że w związku z dużą aktywnością kredytową jakość portfela kredytów w bankach spółdzielczych w ostatnich dwóch latach się pogorszyła. Nadal jest lepsza niż w komercyjnych, ale porównanie z sytuacją sprzed czterech lat wykazuje pogorszenie. To pokazuje, jak trudno jest zdobywać nowe rynki i pozyskiwać nowych klientów bez ponoszenia strat.

W bankowości spółdzielczej możemy mówić o niewykorzystanym potencjale. Wielkość depozytów nadal wyraźnie przerasta wielkość udzielonych kredytów. I choć kapitały są tu o wiele mniejsze niż w przypadku banków komercyjnych, widać, że są środki, że można rozwijać ofertę.

Sławomir Juszczyk: Podstawowe pytanie jest takie: po co są banki i jak służą gospodarce? Banki komercyjne uciekają od współfinansowania rozwoju gospodarczego, bo małe i średnie przedsiębiorstwa, które są kołem napędowym polskiej gospodarki, są bardziej ryzykowne niż duże. Banki wolą kupować obligacje, finansować klientów indywidualnych czy samorządy, a przedsiębiorcy zostają bez finansowania. Tę lukę wypełniają banki spółdzielcze, które w trudnych czasach bardzo dobrze współpracowały z MSP. Często był to jedyny sposób na finansowanie z zewnątrz dla tych firm.

Krzysztof Broda: To porównanie potencjału i wyników, którego wynik od lat jest stabilny, pokazuje, że banki spółdzielcze są na tyle silne, żeby utrzymywać udział w rynku. Kiedy mówimy o potencjale bankowości spółdzielczej, to najważniejsze wydaje mi się pytanie, czy jest właściwy dla wyzwań, które nas jeszcze czekają. Czy uda się utrzymać w przyszłości ten wynik? Funkcje społeczne są niezwykle istotne, ale nie będzie ich można realizować bez bazy ekonomicznej. Tempo, w jakim banki komercyjne rozwijają się w okresach lepszej koniunktury, może zagrozić pozycji bankowości spółdzielczej na rynku.

Duży, niewykorzystany potencjał będzie też użyteczny w przyszłości.

Helena Banaśkiewicz: W tym momencie, przy zmianach organizacyjno-prawnych, dla naszego sektora najważniejsze to utrzymać pozycję. W ostatnich 15 latach suma bilansowa banków spółdzielczych wzrosła siedmiokrotnie, kapitały ponad trzynastokrotnie, a my na nasze kapitały musimy ciężko pracować. Wynik finansowy w tym samym czasie wzrósł czterokrotnie, mimo że, jak to już zostało podkreślone, nie jesteśmy nastawieni głównie na zysk, tylko na służebność wobec społeczności lokalnych. Otworzyliśmy ponad 2 tys. placówek i ta sieć powinna w przyszłości przynieść wzrost udziału w rynku.

Rozwój widać przede wszystkim w terenie, choćby ogromne nakłady ponoszone na unowocześnianie technologii informatycznych, w które sektor komercyjny był wyposażony przez właścicieli natychmiast, a banki spółdzielcze do dziś muszą na to łożyć wielkie pieniądze.

Dariusz Twardowski: Stworzył się w naszej rozmowie swoisty front obrony bankowości spółdzielczej, a przecież moim celem nie było jej atakowanie. Kiedy przytaczałem liczby, chodziło mi przede wszystkim o pokazanie możliwości, jakie ma ten sektor. Zgadzam się z tym, co powiedziano o jego specyfice i misji. Jest naturalne, że z uwagi na odmienną formę prawną banki spółdzielcze działają inaczej niż komercyjne. Dla członków spółdzielni priorytetem nie jest podział - pomiędzy siebie - wyniku finansowego, tylko realizacja podstawowego celu spółdzielni jakim jest zaspokojenie potrzeb członków, w tym wypadku łatwy dostęp do usług finansowych. To skłania do mówienia bardziej o spółdzielczości bankowej niż o bankowości spółdzielczej. Banki spółdzielcze w Europie działają w myśl podobnych zasad, dlatego chciałbym zwrócić uwagę na kilka danych dotyczących najsilniejszych organizacji działających w Europie - austriacki Raiffeisen ma niemal 30-proc. udział w depozytach, a 25-proc. w kredytach, niemiecki (19 i 17 proc.), holenderski Rabobank (40 i 29 proc.). Jak na tym tle przedstawia się efektywność polskich banków spółdzielczych? Europejskie Stowarzyszenie Banków Spółdzielczych podaje, że w bankach austriackich wskaźnik ROA wynosi 0,6 proc., a ROE 10,5 proc. W Niemczech 0,81 i 13, w Rabobanku 0,4 i 8,6. W bankach polskich to odpowiednio 1,4 i 12. Oznacza to, że efektywność naszych banków spółdzielczych jest porównywalna lub lepsza, a mimo to udział europejskich organizacji w rynku jest znacznie większy. Inaczej przedstawia się wskaźnik kosztów do dochodów (C/I): w Austrii to 65,7, w Niemczech 63,3, w Rabobanku 64,5, a w Polsce to aż 69,2. Jeżeli więc efektywność tamtych banków jest na podobnym lub niższym poziomie, a wskaźnik C/I jest lepszy, to może odpowiedź, dlaczego mają wyższy udział w rynku, tkwi w ich organizacji? Jesteśmy w momencie, w którym trzeba przemyśleć, co zmienić w organizacji polskiej bankowości spółdzielczej, żeby wykorzystać ten niewątpliwy potencjał, który w niej tkwi, i nie ograniczać się do utrzymywania obecnego dystansu do banków komercyjnych.

Czy sektor banków spółdzielczych jest ryzykowny dla klientów? Czy te niewielkie banki mogą zagwarantować bezpieczeństwo oszczędności?

Dariusz Twardowski: Wszystkie banki posiadają licencję albo działają na prawach banków posiadających licencję. Wszystkie są nadzorowane przez Komisję Nadzoru Finansowego na takich samych zasadach. Wobec wszystkich banków zastosowanie mają te same normy i limity. Jeśli bezpieczeństwo mierzyć udziałem należności zagrożonych (5,4 proc.), to banki spółdzielcze są bezpieczną częścią systemu, co wynika ze znajomości klientów. Bankowość relacyjna to nie tylko przyjazne działanie banku wobec klienta, ale to również umiejętność oceny ryzyka finansowania jego przedsięwzięć, co dotyczy przede wszystkim działających lokalnie małych i średnich przedsiębiorstw.

Krzysztof Broda: Każdy bank krajowy jest uczestnikiem systemu gwarantowania i klient każdego z nich ma gwarantowany zwrot środków powierzonych do wysokości równowartości 100 tys. euro. Poziom ryzyka jest więc dokładnie taki sam.

Tam, gdzie bank zna rynek i klientów, i opiera na tym strategię oceny ryzyka, wie, z kim pracuje, działalność jest bezpieczna. To podstawy zarządzania ryzykiem. Banki nie mogą sobie pozwalać na bardziej agresywną politykę akceptacji ryzyka choćby dlatego, że kapitały, które musiałyby pokryć ewentualne straty, są budowane odmiennie niż w bankach komercyjnych. Jedynym elementem, który warto rozważyć w tym kontekście, jest kwestia poziomu rezerw na należności zagrożone. Nie widzę powodu, żeby w bankach spółdzielczych było pod tym względem inaczej niż w komercyjnych.

Jak zawsze w przypadku analizy kwestii bezpieczeństwa, trzeba wziąć pod uwagę sposób akceptowania ryzyka - czyli rozwagi, zawsze tańszej niż pokrywanie skutków.

Sławomir Juszczyk: Po wrześniu 2008 r., kiedy rynek międzybankowy praktycznie przestał istnieć, dużo podmiotów gospodarczych i klientów indywidualnych przeniosło się z banków komercyjnych do spółdzielczych. To oznacza, że klienci uważają polskie banki spółdzielcze za bardzie przewidywalne i stabilne.

Ryzyko kredytowe może rosnąć na skutek zwiększania akcji kredytowej. Wydaje się, że będzie konieczne zaostrzenie procedur udzielania kredytów, żeby ryzyko nie rosło.

Jerzy Różyński: Banki spółdzielcze prowadziły i prowadzą tradycyjną działalność bankową, czyli przede wszystkim działalność depozytowo-kredytową, a w mniejszym stopniu działalność bankową bardziej ryzykowną, np. bankowość inwestycyjną związaną z funduszami inwestycyjnymi, instrumentami pochodnymi itp. Widzimy to po wynikach grup bankowych w całej Europie: w czasie kryzysu wyniki banków komercyjnych spadły ze względu na odpisy rezerw na ryzyka, natomiast w bankach spółdzielczych spadły w mniejszym stopniu. Kluczowa dla bezpieczeństwa zdaje się przywoływana często znajomość klientów - często od pokoleń. Ważna jest też skala: banki spółdzielcze działają lokalnie, mają fundusze własne na poziomie 1 - 30 mln euro. Strategicznymi klientami banków spółdzielczych są małe i średnie przedsiębiorstwa, klienci indywidualni oraz samorządy. Stąd stosunkowo duża dywersyfikacja, a więc i mniejsze ryzyko. Wreszcie banki spółdzielcze są kontrolowane podwójnie - przez KNF i bank zrzeszający. Gdyby coś złego działo się w banku, najpierw zareaguje grupa. Z tego też powodu banki spółdzielcze rozwijają się w sposób bezpieczny i zrównoważony.

Paweł Pawłowski: Ryzyko w każdym banku, komercyjnym i spółdzielczym, jest takie samo. I kontrola jest taka sama. Tyle tylko, że poziom ryzyka płynnościowego i kredytowego wszędzie wzrasta.

Krzysztof Broda: Zgadzam się tylko częściowo z tym stwierdzeniem. Z przedmiotu działalności wynika, że w sporej części ryzyka są takie same. Jest jednak jeszcze indywidualne ryzyko każdego podmiotu, czy nazwać to ryzykiem biznesowym, czy strategicznym... Ten typ ryzyka wydaje mi się większym wyzwaniem niż zarządzanie ryzykiem kredytowym czy płynnościowym, bo do nich mamy dostosowane narzędzia wspólne dla wszystkich jednostek.

Jan Grzesiek: W działalności banku spółdzielczego występują, jak zawsze, ryzyka wewnętrzne i zewnętrzne. Te ostatnie to oczywiście te związane z klientami, konkurencją, a wewnętrzne to nieustające koszty inwestowania, żeby dojść do standardów dzisiaj już koniecznych do działania na rynku. Do ryzyk zewnętrznych wpisałbym również działalność regulacyjną, która narzuca limity czy pułapy wymagające większego wysiłku.

Mówiliśmy już o efektywności i ściganiu się z konkurencją. Jakie jeszcze są wyzwania dla bankowości spółdzielczej w Polsce?

Jerzy Różyński: Zawirowania na rynkach finansowych możemy wykorzystać jako szansę na zmianę i wzmocnienie modelu bankowości spółdzielczej. Powinno to pozwolić w sposób bezpieczny zaimplementować dyrektywę CRD IV i zwiększyć efektywność i konkurencyjność naszego sektora. Nowy model funkcjonowania banków spółdzielczych mógłby przyczynić się do lepszej integracji banków spółdzielczych oraz umożliwić im wykorzystanie efektu skali i zmniejszyć koszty działania. Przed nami stoi też wyzwanie poszerzenia grupy klientów. Teraz naszymi klientami strategicznymi są samorządy, małe i średnie przedsiębiorstwa oraz klienci indywidualni, głównie rolnicy. Nie wystarczy utrzymać udział w rynku, trzeba go powiększać. Żeby to zrobić, powinniśmy poszerzać grupę klientów o m.in. młodzież, mieszkańców większych miast. I to się już robi, w Warszawie oraz w innych miastach przybyło wiele oddziałów banków spółdzielczych. Trzeba też poszerzyć ofertę produktową i technologiczną, postawić na jakość obsługi i konkurencyjność. Przykładowo Bank Spółdzielczy w Sanoku wdrożył już sieć bankomatów biometrycznych, Bank Spółdzielczy we Wschowie stawiając na nowoczesność umożliwił dostęp do banku poprzez telefon komórkowy, a Bank Spółdzielczy w Ciechanowie we współpracy z Mennicą Polską poszerzył swoją ofertę o sprzedaż złota inwestycyjnego.

Sławomir Juszczyk: Moi doktoranci skończyli właśnie badanie na temat konkurencyjności banków spółdzielczych wobec banków komercyjnych. Ze wstępnych wyników wynika, że profil klienta banku spółdzielczego jest coraz bardzie zbieżny z profilem klienta banków komercyjnych. Dla obu grup najważniejsza jest cena produktów. Istotna jest również informatyzacja i dostępność bankomatów.

Paweł Pawłowski: Największą wagę przywiązywałbym do wyzwań rynkowych, choć teraz pojawia się także pytanie, czy uda się nam właściwie dostosować do wyzwań regulacyjnych. Regulator europejski po doświadczeniach kryzysu finansowego nie uznaje wzajemnych lokat międzybankowych jako instrumentów zabezpieczających płynność. Dotyczy to również zrzeszeniowych grup spółdzielczych. Warunkiem uznania naszych wzajemnych zobowiązań za stabilne i płynne jest przyjęcie rozwiązań, które wprowadzą większą spójność w działaniu grupy. Widzę w tym pewną szansę, choć banki spółdzielcze widzą w tym zagrożenie zmniejszenia samodzielności. Ja uważam, że zwiększy to efektywność. Jest taka szansa, ale pod warunkiem, że w tym nowym modelu nie zunifikujemy rozwiązań wewnątrz grup i pozostawimy podmiotowość i autonomię, która jest siłą obecnie funkcjonujących banków spółdzielczych. Krótko mówiąc: bank zrzeszający - grupa - nie powinna zarządzać biznesem, bo zarządzanie powinno się odbywać na poziomie lokalnym.

Mariusz Zygierewicz: Kwestia zarządzania płynnością jest istotna dla klientów, bo w zależności od tego, ile mamy środków płynnych, możemy - albo nie - zwiększać akcję kredytową. Drugim, równie ważnym elementem jest to, że w świetle propozycji dyrektywy fundusz udziałowy banków spółdzielczych przestanie być traktowany jak kapitał własny banku. Ma być rodzajem zobowiązania, co zmniejszy fundusze własne i może się okazać, że kilkadziesiąt podmiotów nie będzie miało wymaganych kapitałów własnych. Komisja Europejska nie rozumie naszego niepokoju, bo nie odróżnia polskiej bankowości spółdzielczej od francuskiej czy niemieckiej, gdzie system jest bardziej skonsolidowany. U nas banki spółdzielcze funkcjonują jako oddzielne byty prawne i finansowe. Nie uważam jednak, by ta regulacja była najważniejsza dla sektora, też wydaje mi się, że bardziej istotne są wyzwania rynkowe. Po prostu biznes.

Krzysztof Broda: W pełni podzielam diagnozę, że wyzwania rynkowe będą dla bankowości spółdzielczej ważniejsze niż regulacyjne. To na typowych dla niej terenach zachodzą olbrzymie zmiany: zwiększa się poziom edukacji, inne są sposoby komunikacji. Zmiany technologiczne pozwoliły na dostęp do bankowości przez internet, więc zmienia się rola placówek. Banki muszą to uwzględnić w strategii. Jeśli profil klienta się upodabnia, to konkurencja nie odbywa się już w jakiejś niszy. Do tej pory przewagę budowało się na znajomości rynku i klienta, relacyjności. Czy to się da utrzymać w nowych warunkach?

Regulacja CRD może być szansą, bo każe się zastanowić nad modelem. Nie mamy co liczyć na to, że stanowisko Unii Europejskiej się zmieni, bo jesteśmy sami i nie mamy wokół siebie grupy państw z tym samym problemem. Patrzmy pragmatycznie i zastanówmy się, jak wbudować wymogi w naszą strategię.

Dariusz Twardowski: Powtarzam wniosek, że istota tkwi w organizacji. Regulacja CRD może być katalizatorem zmian, które wyjdą polskiej bankowości spółdzielczej na dobre.

Wprowadzenie tzw. instytucjonalnych systemów ochrony (IPS) w zrzeszeniach należy postrzegać jako zespół rozwiązań prawnych i organizacyjnych stymulujący bliższą współpracę banków wchodzących w skład zrzeszeń. Dzięki temu każdy bank spółdzielczy może być postrzegany jako uczestnik silnej grupy, a nie jako indywidualny podmiot, którego nazwa (często egzotyczna) nic nie mówi klientowi wielkomiejskiemu.

Należy przy tym wyraźnie odróżnić zasady współpracy prowadzącej do zwiększenia bezpieczeństwa i efektywności działania banków od terminu konsolidacja, który odnosi się do konsolidacji sprawozdań finansowych, będącej tylko zewnętrznym wyrazem tej współpracy, dzięki czemu rynkowi i nadzorowi prezentowany jest finansowy obraz całości zrzeszenia. Zgodnie z projektem CRD/CRR konsolidacja nie jest zresztą konieczna. Zrzeszenia, które wprowadziły system IPS, mogą stosować agregację sprawozdań finansowych.

Działania regulatora wprowadzającego nowe rozwiązania zawarte w CRD/CRR są reakcją na to, co się działo w czasie kryzysu finansowego, w tym przede wszystkim na spadek zaufania pomiędzy instytucjami kredytowymi. Proponowane rozwiązania dają premię za zaufanie, wyrażającą się wspólnym działaniem. Przecież to jest właśnie istota spółdzielczości!

Helena Banaśkiewicz:

W ostatnich 15 latach suma bilansowa banków spółdzielczych wzrosła siedmiokrotnie, kapitały ponad trzynastokrotnie, a my na nasze kapitały musimy ciężko pracować. Rozwój widać przede wszystkim w terenie

Paweł Pawłowski:

Ryzyko w każdym banku, komercyjnym i spółdzielczym, jest takie samo. I kontrola jest taka sama. Tyle tylko, że poziom ryzyka płynnościowego i kredytowego wszędzie wzrasta

@RY1@i02/2012/072/i02.2012.072.21400020b.819.jpg@RY2@

Jerzy Różyński, prezes zarządu Krajowego Związku Banków Spółdzielczych

@RY1@i02/2012/072/i02.2012.072.21400020b.820.jpg@RY2@

Dariusz Twardowski, dyrektor Departamentu Bankowości Spółdzielczej Komisji Nadzoru Finansowego

@RY1@i02/2012/072/i02.2012.072.21400020b.821.jpg@RY2@

Helena Banaśkiewicz, dyrektor Departamentu Bankowości Spółdzielczej Banku Polskiej Spółdzielczości

@RY1@i02/2012/072/i02.2012.072.21400020b.822.jpg@RY2@

Paweł Pawłowski, prezes zarządu SGB Banku S.A. - Spółdzielczej Grupy Bankowej

@RY1@i02/2012/072/i02.2012.072.21400020b.823.jpg@RY2@

Sławomir Juszczyk, Wydział Nauk Ekonomicznych, Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego

@RY1@i02/2012/072/i02.2012.072.21400020b.824.jpg@RY2@

Jan Grzesiek, prezes zarządu Banku Spółdzielczego w Jarocinie, członek Zgromadzenia Ogólnego Krajowej Rady Spółdzielczej

@RY1@i02/2012/072/i02.2012.072.21400020b.825.jpg@RY2@

Krzysztof Broda, doradca zarządu Bankowego Funduszu Gwarancyjnego

@RY1@i02/2012/072/i02.2012.072.21400020b.826.jpg@RY2@

Mariusz Zygierewicz, dyrektor Zespołu Ekonomiczno-Regulacyjnego Związku Banków Polskich

Debatę prowadził Marcin Piasecki

wydawca DGP

Not. mww

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.