Przetwórcy liczą, że rynek w końcu się odbije
Rybołówstwo
Branża rybna znalezła receptę na kryzys: postawiła na mniejsze opakowania. Nie ma zresztą innego wyjścia, bo ceny ryb rosną jak na drożdżach. W ciągu roku łosoś zdrożał aż o 50 proc., morszczuk o 20 proc., a panga o 12 proc. Producenci nie chcą podnosić cen, ale za to zmniejszają porcje. Według nich dla klientów jest to lepsze rozwiązanie niż galopujące podwyżki.
- O ile naszym standardowym produktem był do tej pory 800-gramowy słoik ze śledziami, obecnie dostarczamy sieciom handlowym opakowania o wadze 300 gramów - mówi DGP Kazimierz Kustra, prezes firmy Seko. Jaki jest efekt tej zmiany? Spółka nie chce podawać konkretów, ale twierdzi, że najbliższe miesiące będą kluczowe.
- Sieciom handlowym dajemy czytelną informację: taniej nie będzie - mówi Kustra. Na razie kulejący popyt Seko uzupełnia wzrostem eksportu. Firma szacuje, że w tym roku zwiększy się on z 8 proc. w 2011 r. do nawet 12 proc.
Przedsiębiorcy, walcząc o rentowność, nie tylko zmniejszają porcje, ale również ograniczają wykorzystanie mocy produkcyjnych. - Pracujemy na jedną zmianę, choć w lepszych czasach pracowaliśmy nawet na dwie lub trzy - przyznaje Kustra. Prezes Seko zapewnia, że spółka nie nosi się z zamiarem redukcji zatrudnienia. - Pracuje u nas ok. 500 osób, nie rezygnujemy z nich - mówi.
Jeżeli jednak rynek rybny nie nabierze wiatru w żagle, z branżą może być krucho. Choć oficjalnych wyników za cały ubiegły rok ciągle nie ma, zdaniem Jerzego Safadera, prezesa Polskiego Stowarzyszenia Producentów Ryb, sukcesem będzie, jeśli przetwórcy zanotują rentowność na poziomie 0,5 - 1 proc. To o wiele mniej od 3 - 3,7 proc., jakie branża notowała przed kryzysem.
Zdaniem Jerzego Safadera w tym roku kilka firm może nie utrzymać się na rynku.
Radosław Miętus
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu