Oddłużył serialowych Mostowiaków
Kruk, windykacyjna firma Piotra Krupy, wpadła na pomysł, aby przedstawić product placement w popularnej telenoweli. Pomogli filmowym bohaterom wyjść z kłopotów finansowych. To był strzał w dziesiątkę
Nie lubi blasków fleszy, rzadko daje się fotografować, więc nie ma wielu zdjęć prezesa największej firmy windykacyjnej, ale te, które krążą w sieci, są o 30 kilogramów nieaktualne. Prezes Krupa trenuje biegi, pływanie i jazdę na rowerze. - Intensywnie przygotowuję się do kwietniowego triatlonu w Bostonie, w maju zaś startuję w Lanzarote - mówi. Treningi to jego nowa życiowa pasja, druga po biznesie windykacyjnym, którym zajął się przypadkiem.
Pieniądze z wesela
Był rok 1996. Świeżo upieczeni magistrzy prawa i aplikanci sędziowscy Piotr Krupa i Wojciech Kuźnicki wpadli na pomysł, że będą świadczyć usługi - pisać opinie i pozwy - na rzecz kancelarii prawniczych jako spółka cywilna Kuźnicki i Krupa.
- Pierwsze poważne zlecenie dotyczyło przygotowania opinii zakładów pracy chronionej, w tamtych czasach polskich rajów podatkowych. Wtedy wpadliśmy na pomysł, że to my napiszemy taki komentarz i opublikujemy go - wspomina Krupa. Kilka tygodni później komentarz był gotowy. Żeby było taniej, korektę przed złożeniem do druku zrobiła młoda pani Krupa, sam druk kosztował 10 tys. zł. - Wszystkie pieniądze z wesela zainwestowaliśmy w wydanie naszej pierwszej książki - wspomina Krupa. Było to całe 5 tys. zł. - Resztę Wojtek pożyczył od ojca i uzbieraliśmy całą potrzebną kwotę na druk - wylicza. Drugie tyle musieli dostarczyć wydawnictwu za dwa tygodnie.
Ale młodzi przedsiębiorcy, nim oddali książkę do druku, rozesłali dziesiątki ofert do firm, kancelarii, uczelni z dołączonym gotowym wypełnionym już formularzem zamówienia. - Kiedy po kilku dniach zjawiliśmy się w banku, żeby sprawdzić, czy ktokolwiek kupił nasz komentarz, pani nie znalazła w kasie nawet jednego przekazu. Byliśmy załamani - mówi Krupa.
Wtedy nie było komputerowego wykazu transakcji bankowych, tylko papierowe. - Przekonani o kompletnym fiasku oswajaliśmy się z pierwszym bankructwem. Wychodząc z banku, usłyszeliśmy inną pracownicę, która przepraszając, oznajmiła, że do naszego konta jest tyle przekazów, że nie zmieściły się w szufladzie, wiec trzyma je w kartonie obok biurka - opowiada Piotr Krupa. Okazało się, że cały nakład został wykupiony na pniu, a wspólnicy mieli pieniądze na kolejne wydanie. Założyli wydawnictwo Kruk, którego nazwa później stała się też nazwą firmy windykacyjnej.
Sukces komentarza zaowocował serią ofert od firm o doradztwo i prowadzenie szkoleń w zakresie prawa pracy osób niepełnosprawnych. - W latach 90. chyba każda chciała być zakładem pracy chronionej, bo korzystała z przywilejów podatkowych - mówi Krupa. Jednym z pierwszych zleceniodawców była firma Ireny Eris. Szybko pojawiły się następne: leasingowe, sprzedaży ratalnej etc. Biznes doradczo-szkoleniowy kwitł kilka lat, aż Leszek Balcerowicz, ówczesny minister finansów, zapowiedział likwidację przywilejów podatkowych dla firm zatrudniających niepełnosprawnych.
Niespłacone lodówki
- Windykacją zajęliśmy się przypadkiem - przyznaje Krupa. Właściciel pewnej firmy sprzedaży ratalnej, która jednocześnie była zakładem pracy chronionej, pożalił się, że choć sprzedaż lodówek idzie mu świetnie, przybywa klientów, którzy nie spłacają należnych rat. - Zapytał, czy moglibyśmy mu pomóc. Mogliśmy - mówi Krupa.
Wspólnicy postanowili sprawdzić się w windykowaniu. - Ostatecznie z tamtą firmą nie doszliśmy do porozumienia, ale złożyliśmy ofertę znanemu operatorowi telefonii komórkowej. Zaproponowaliśmy, że przeprowadzimy windykację bez opłat wstępnych, ryczałtowych. On daje nam sprawy, my windykujemy na jego konto, a po trzech miesiącach zgłosimy się po zapłatę - opowiada Krupa. Operator niczego nie ryzykował. Dostali 532 sprawy. Wysłali 532 listy z wezwaniem i wypełnionymi gotowymi przekazami. - Po trzech miesiącach z wynikiem 40 proc. skuteczności dostaliśmy ustaloną prowizję i pakiet 17,5 tys. spraw. Wtedy już zainwestowaliśmy w drukarki i zatrudniliśmy 30 osób, studentów lub absolwentów. Wielu jest z nami do dziś - twierdzi Krupa.
Choć rynek windykacyjny w Polsce dopiero raczkował, biznesmeni mieli dwóch dużych konkurentów. Szwedzką spółkę Intrum (80 lat doświadczenia) i niemiecką EOS z Otto Group. Te firmy przy podpisywaniu umów kazały płacić sobie ryczałt. Młodzi biznesmeni oferowali, że zapłatę wezmą po wykonaniu zadania.
Po dwóch latach mieli 12 klientów, w tym wszystkich operatorów telekomunikacyjnych, i 200 osób na pokładzie. - Wtedy trzeba było już zorganizować struktury firmy, żeby opanować rozprzestrzeniający się chaos - wspomina Krupa. Wraz ze stworzeniem struktur Kruk postanowił poszukać inwestorów. Zainteresowani szybko się znaleźli, m.in. fundusze private equity z Irlandii, Izraela i Nowego Jorku.
- Irlandczycy byli gotowi zapłacić nam 1 mln dol. za udziały w naszej niewielkiej firmie. To był szok, nie mieliśmy trzydziestki i byliśmy kandydatami na milionerów - śmieje się Krupa. Wycena firmy dobiła do 20 mln dol. - W 2003 r. zrobiliśmy deal z Enterprise Investors, kupili 70 proc. udziałów za niespełna 14 mln dol. - mówi Krupa. Dziś fundusz EI ma tylko 25 proc. udziałów, reszta rozeszła się na giełdzie.
Wizerunek
Tak jak w większości firm windykacyjnych w Kruku panowało przekonanie, że dłużnik to cwaniak, który miga się od płacenia długów. W 2006 r. Krupa wpadł na pomysł, żeby zrobić badanie rynku, które pozwoli stworzyć portret klienta i zbudować strategię firmy. Wynik był zaskakujący. Okazało się, że ludzie nie płacą rachunków, rat, bo nie mają pieniędzy z różnych powodów, nie dlatego, że są nieuczciwi. Takich jest góra 5 - 10 proc.
- Postanowiliśmy wykorzystać tę wiedzę i stworzyć narzędzia do spłaty wierzytelności w dogodnych ratach. Wyszliśmy do ludzi z takim przekazem: dług to nic złego, można go spłacić w dogodnych ratach - opowiada Iwona Słomska, członek zarządu Kruka. - My im w tym pomagamy - recytuje jak w reklamie. - Wpadliśmy na pomysł, żeby przedstawić product placement w najpopularniejszym serialu. Zadłużyliśmy Mostowiaków i zaprosiliśmy ich do firmy. To był strzał w dziesiątkę. Nasze listy do dłużników przestały do nas wracać. Dziś wiemy, że 85 proc. dłużników może spłacić swój dług, wystarczy rozłożyć go na wygodne raty. My takie dajemy - chwali się Słomska. Strategię widać w wynikach firmy. Po 13 latach działalności Kruk jest posiadaczem 20 proc. rynku wierzytelności w Polsce wartego 35 - 40 mld zł.
@RY1@i02/2012/019/i02.2012.019.000001600.802.jpg@RY2@
Firma Krupy ma ok. 20 proc. polskiego rynku wierzytelności
Longina Grzegórska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu