Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Na inwestycjach w wino trudno stracić

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Ostatnie lata w gospodarce światowej obfitowały w przypadki różnorodnych baniek. Od największej, najbardziej napompowanej internetowej, przez rynek nieruchomości (szczególnie w Hiszpanii), aż po chiński czosnek

Ostatnio uwagę inwestujących w aktywa alternatywne zaprząta pytanie o możliwość wystąpienia bańki na rynku złota czy wina. Rynki te notowały silne wzrosty w roku 2010 i pierwszej części 2011 r. w końcówce minionego roku indeksy notowały spadki. Chcąc bardziej szczegółowo przyjrzeć się w tym aspekcie rynkowi win inwestycyjnych, warto najpierw zadać sobie pytanie, czym de facto jest bańka spekulacyjna. Najkrócej mówiąc to sytuacja, gdy (w pierwszej fazie - pompowanie bańki) transakcyjna wycena danego aktywa (np. skrzynki wina) systematycznie rośnie, podgrzewając oczekiwania i przyciągając coraz to nowych chętnych nabywców.

W niedługim czasie cena odrywa się od wycen fundamentalnych, uzasadnionych realną użytecznością - kupuje się tylko po to, aby znaleźć kolejnego zainteresowanego i odsprzedać mu fant z zyskiem.

W pewnym momencie (w zasadzie możliwym do zidentyfikowania jedynie post factum) liczba chętnych sprzedających staje się większa od liczby potencjalnych nabywców, a ceny zaczynają coraz gwałtowniej spadać. Bańka pęka. Wielu nieostrożnych nabywców ponosi duże straty.

Rynek konsumentów

Można zidentyfikować dwa kluczowe czynniki definiujące wystąpienie: bańki cenowej - to oderwanie cen transakcyjnych od fundamentalnej wartości aktywa, od jego ekonomicznie uzasadnionej użyteczności. Po drugie - zjawisko to związane jest z proporcjonalną dominacją transakcji na rynku dokonywanych przez osoby zainteresowane wyłącznie aspektem inwestycyjnym posiadania aktywa, a nie jego użytkowaniem (sprowadzając przykład do rynku nieruchomości, można by powiedzieć: dominacja kamieniczników nad mieszkańcami). Warto także czytelnie wskazać, że nie każdy wzrost cen jest spekulacyjną bańką, a nie każdy spadek cen - pęknięciem bańki! Całkiem często mamy do czynienia z sytuacją, gdy efekty te są skutkiem absolutnie normalnych, w pełni ekonomicznie uzasadnionych fluktuacji podaży i popytu.

Przechodząc do rynku win inwestycyjnych - powiedzieć można, że występujące tam zjawiska rynkowe na pewno nie uzasadniają opinii o występowaniu jakichkolwiek baniek cenowych. Przede wszystkim poziom cen cały czas ustawiany jest nie przez spekulantów, lecz przez konsumentów. Konsumentów, którzy codziennie testują realizm wyceny poszczególnych trunków, kupując je i - w zazwyczaj dość przyjemny sposób - nieodwracalnie transformując wartość materialną w wartość czysto emocjonalną. Kupują i wypijają wino... Każda butelka wina skończy swój los właśnie w taki sposób! Szacować można, że popyt bezpośrednio i pośrednio konsumpcyjny (konsumenci i podmioty zajmujące się dystrybucją, jak sklepy czy restauracje) stanowi około 75 proc. transakcji na rynku topowych win. Tylko około 20 proc. transakcji dokonywanych jest przez podmioty związane z inwestowaniem w wina - niezainteresowane jego finalną konsumpcją. To dokładnie odwrotna proporcja od tej, która występuje na rynku złota...

Nie dla spekulantów

Rynek win inwestycyjnych ma jeszcze kilka innych unikatowych i specyficznych cech, które odróżniają go od innych kategorii aktywów alternatywnych.

Najważniejszą jest absolutny brak możliwości wykonywania krótkoterminowych spekulacji, ponieważ koszty transakcyjne są zbyt wysokie, a płynność (z punktu widzenia spekulanta) zbyt niska.

Z kolei brak instrumentów pochodnych opartych na indeksach rynku wina uniemożliwia zabezpieczanie pozycji, co stanowi przeszkodę dla inwestorów typu fundusze hedge.

Nie działają (tak jak na rynku złota na przykład) fundusze ETF, w stosunku do których (chyba słusznie) ma się wiele wątpliwości w związku z fizycznym pokryciem ich kapitałowego zaangażowania w cenny kruszec.

Wino inwestycyjne jest więc - i jeszcze przez co najmniej kilka lat pozostanie - dość bezpieczną przystanią dla inwestorów chcących oprzeć swoje zyski na strategicznej nierównowadze stale rosnącego popytu bogacących się konsumentów i ograniczonej prawnie podaży. A występujących wahań cen Chateau Lafite, będących oznaką zdrowych podstaw i ekonomiki działania rynku, nie należy nazywać ani pompowaniem bańki, ani jej pęknięciem.

@RY1@i02/2012/018/i02.2012.018.13000060t.803.jpg@RY2@

Shutterstock

Wino jeszcze przez wiele lat będzie bezpieczną przystanią dla inwestorów

@RY1@i02/2012/018/i02.2012.018.13000060t.804.jpg@RY2@

Indeks Liv-ex Fine Wine 100

DS

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.