Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

System kontroli unijnych dotacji świadczy o braku zaufania do przedsiębiorców

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Gierwatowski: W naszej firmie nad realizacją projektów unijnych pracuje 100 osób. Tymczasem dostęp do konkursów o wsparcie powinny mieć małe firmy

Jak się pozyskuje 132,5 mln zł środków z UE z PO KL? To najwyższa kwota, jaką otrzymała prywatna firma.

Bardzo trudno. Jest duża konkurencja, a cały system dystrybucji środków pomocowych premiuje mocne organizacje. Uważam tak, mimo że odnieśliśmy sukces. Bardzo duży strumień środków dystrybuowany jest w systemie konkursowym. Zbyt duży. Stawiane są wygórowane wymogi dotyczące uczestnictwa w tych konkursach. Procedury są bardzo trudne do spełnienia. W efekcie wygrywają firmy, które stać na zatrudnienie doradców, prawników i osób rozliczających projekty. A powinny mieć do nich dostęp małe, regionalne fundacje i stowarzyszenia, które z imienia i nazwiska znają swoich beneficjentów. A taka firma jak nasza mogłaby ich w tych procesach wspierać, doradzać im.

Co w tych konkursach jest trudnego?

By otrzymać wsparcie, trzeba mieć referencje - zrealizowanych już ileś projektów szkoleniowych, z wysokimi budżetami. Organizacja, która wystartuje po środki z PO KL bez takich doświadczeń, nie jest w stanie złożyć dobrego wniosku.

Jeśli szkoleniami chcemy np. wesprzeć procesy restrukturyzacyjne w jakimś regionie i przygotowujemy szkolenia wspomagające powtórne zatrudnienie, to musimy zrobić badania wśród pracodawców, jakie planują zwolnienia, w jakim okresie, jakiej wielkości, z jakich stanowisk oraz kto i kogo zamierza zatrudnić. I taką informację należy umieścić we wniosku. Jak to może zrobić mała organizacja? Nie zawsze posiada na to pieniądze ani nie dysponuje odpowiednim zapleczem.

W końcu wydaje mi się, że już utarł się sposób konstrukcji tych wniosków. Dobre oceny uzyskują aplikacje, w których użyto odpowiedniego żargonu, a nie te, które dotykają istoty rzeczy.

Ile osób w pana firmie zatrudnionych jest do przygotowania i obsługi projektu?

Wnioski przygotowuje 10 osób, to 5 proc. załogi. Znają procedury aplikacji, system realizacji i rozliczeń. Później dochodzi do procesu realizacji, kiedy włączają się prawnicy, księgowi, szkoleniowcy - w sumie kolejnych 100 osób. Korzystamy też z pomocy prawnej.

Co się powinno zmienić w redystrybucji środków w nowej perspektywie unijnej?

Zgodnie z planami więcej środków ma być do podziału w regionach. Jest to dobre, bo gospodarze regionalni wiedzą lepiej, jak je wydawać. Ale niektóre kierunki redystrybucji powinny być zarządzane centralnie - np. dotyczące rynku pracy. To państwo decyduje o budowie elektrowni czy prowadzeniu dużych inwestycji. Te z kolei wymagają zatrudnienia kilku, kilkudziesięciu tysięcy osób o różnej specjalizacji, które z całego kraju przyjadą do pracy w takim miejscu i będą poszukiwały tam mieszkania. Takie inwestycje mają wpływ na zmianę charakteru regionów - np. z rolnych na przemysłowe. Władze regionalne powinny zaś prowadzić np. kształcenie zawodowe, bo tam można lepiej skorelować je z lokalnym rynkiem pracy.

Nie obawia się pan, że władze regionalne nie będą umiały dobrze redystrybuować tych środków?

Oczywiście. I obawiam się, że w związku z tym znów większość pieniędzy będą dystrybuowały w drodze konkursów, czyli ponownie skorzystają ci sami gracze na rynku. A konkursy nie są dobre, bo przyjmuje się w nich w 100 proc. propozycję tego, który składa aplikację - jego cenę, jego widzenie problemu, jego strategię.

W przetargu zaś liczy się tylko cena.

Ale określa się w nim starannie przedmiot zamówienia. Ma on trafiać w cel, jaki wyznaczony jest w ramach jakiejś polityki.

Co jeszcze powinno się zmienić w nowej perspektywie?

Zastanawiam się, czy system musi być tak kosztowny na etapie realizacji. Przecież projekty są kontrolowane nie raz, ale po kilka razy w trakcie realizacji. Dzieje się tak, mimo że beneficjenci co dwa miesiące składają sprawozdania z informacjami o realizacji i wszystkimi wyciągami z kont oraz płatnościami. Świadczy to o kompletnym braku zaufania do przedsiębiorców. Nierzadko kontrole paraliżują działalność firmy, bo trwają po kilka dni. Dotacje są też obłożone wieloma obwarowaniami. I mimo że projekty realizują politykę państwa, to całość ryzyka przeniesiona jest na wykonawcę.

Proszę o przykład.

Zamawianie usług w ramach projektów czy zakup produktów dokonuje się na pełną odpowiedzialność realizatora projektu. Po fakcie przychodzi kontrola i mówi, że zakup został dokonany niewłaściwie. I zabierają nam część środków. Przecież żeby otrzymać dotację, przedsiębiorcy muszą najpierw wyłożyć własne środki. Może gdyby wiedzieli, że część wsparcia zostanie im odebrana, spożytkowaliby je na inny cel. Dlatego konieczne jest ustalenie jasnych reguł gry.

@RY1@i02/2013/087/i02.2013.087.000001100.802.jpg@RY2@

materiały prasowe

Tomasz Gierwatowski, dyrektor zarządzający WYG International

Rozmawiała Beata Tomaszkiewicz

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.