Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Rynek czeka na zmiany prowizji

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 81 minut

Debata DGP: Jak zwiększyć liczbę punktów akceptujących karty płatnicze i transakcji kartami

Czy dobrowolne obniżki prowizji na rynku kart płatniczych, są możliwe, czy konieczna jest regulacja administracyjna?

Proces samoregulacji w dużej mierze już się rozpoczął. Od stycznia tego roku opłata interchange została obniżona nie w sposób administracyjny, ale rynkowy. Mamy więc za sobą pierwszy etap samoregulacji, który spowodował obniżkę stawek, niekiedy radykalnie, w niektórych przypadkach o 40 proc. Mam wrażenie, że ta historyczna obniżka nie jest doceniana.

Sytuacja na rynku kart jest trochę bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać przeciętnemu obserwatorowi. To nie jest wolny rynek. Występują tu niemal wszystkie powszechnie opisywane przyczyny zawodności rynku: siła rynkowa (duopol organizacji płatniczych, efekty zewnętrzne, czyli uczestnicy rynku kartowego, nie zawsze ponoszą ekonomiczne konsekwencje, tak negatywne, jak i pozytywne, swoich działań) oraz asymetria informacji (ten, kto płaci, nie do końca wie, za co, a nawet że w ogóle płaci). W takich warunkach oczekiwanie, że rynek sam doprowadzi do najlepszego rozwiązania, jest nie do końca uzasadnione. Sądzę, że akurat w tym przypadku tak się nie stanie. UOKiK jest bardzo wolnorynkowy, czasami zarzuca się nam, że jesteśmy nawet za bardzo wolnorynkowi. Ale w tym przypadku widzimy problem, z którym sam rynek sobie nie poradzi. Ostatnie obniżki opłaty interchange przez Visę i MasterCarda wyglądają mi bardziej na sukces regulacji, której jeszcze nie ma, niż sukces samoregulacji jako takiej. Stąd uważam, że w tym konkretnym przypadku regulacja jest uzasadniona. Jeszcze przed swoim wejściem w życie osiąga rezultaty. To najlepszy dowód.

W ubiegłym roku MasterCard nie podpisał się pod kompromisem w sprawie obniżek interchange. Argumentowano, że to może być niezgodne z prawem...

Nasze stanowisko jest następujące: jakiekolwiek by to porozumienie nie było, jego celem jest obniżka stawki interchange. W efekcie zmniejsza więc ograniczenie konkurencji. Nie mamy jednak narzędzi, żeby z góry zagwarantować jakiemukolwiek konkretnemu porozumieniu immunitet, jak chciałby tego MasterCard.

Czy rozwój obrotu bezgotówkowego jest uzależniony od wysokości prowizji?

Nie ma co do tego żadnych wątpliwości, ale jeżeli ktoś potrzebowałby w tym zakresie empirycznych i namacalnych dowodów, to wystarczy wziąć dwa badania przeprowadzone na ten temat w ubiegłym roku. Pierwsze z nich dotyczyło zwyczajów płatniczych Polaków, z którego wynika, że płatności gotówkowe stanowią nadal przeważającą część wszystkich płatności detalicznych (około 82 proc.). Gdyby te 82 proc. podzielić na mniejsze grupy, to większość z nich jest dokonywana w sklepach, które nie przyjmują kart płatniczych. Niemal 1/3 to transakcje wykonywane przez użytkowników kart w placówkach, które kart nie akceptują. Czyli ktoś, kto ma kartę i chciałby z niej skorzystać, nie robi tego, bo druga strona nie chce akceptować takich płatności. Pojawia się więc pytanie, dlaczego tak się dzieje. Odpowiada na nie drugie badanie przeprowadzone przez doktora Jakuba Górkę na zlecenie Fundacji Rozwoju Obrotu Bezgotówkowego i przy patronacie Narodowego Banku Polskiego, a dotyczące kosztów instrumentów płatniczych stosowanych u przedsiębiorców, w tym w punktach handlowo-usługowych. Wynika z niego, że wraz ze stopniowym obniżeniem opłaty interchange coraz większa liczba placówek handlowych jest w stanie akceptować karty płatnicze. Obecnie sieć akceptacji w Polsce jest niewielka, szacuje się, że tylko około 19 proc. punktów handlowo-usługowych ma terminal POS. Uważamy więc, że to największa bariera rozwoju obrotu bezgotówkowego, bo konto w banku ma około 77 proc. naszych rodaków, kartę płatniczą - 66 proc. Nie mają jednak gdzie z tych kart korzystać, bo tylko co piąty sklep przyjmuje płatności kartą. Decyzje o obniżkach interchange, które weszły w tym roku w życie, to krok w dobrym kierunku. Ale jak porównamy Polskę z innymi krajami, to nadal w większości przypadków jesteśmy na najwyższym poziomie w Europie i zdaniem NBP pole do dalszych obniżek tej prowizji istnieje.

Czy tylko wysokość prowizji interchange decyduje o nieakceptowaniu kart?

Na pewno jest wiele czynników, ale najważniejszym z nich jest koszt obsługi kart płatniczych, który jest 30 razy wyższy w porównaniu do kosztów gotówki. Z tego punktu widzenia ostatnie obniżki prowizji interchange nie są aż tak istotne.

Rozumiem stanowisko akceptantów, którzy chcieliby płacić mniej i mieć niższe koszty. To naturalne. Pytanie tylko, czy wysokość tych kosztów wpływa na to, że rozwój obrotu bezgotówkowego jest szybszy lub wolniejszy. Można to sprawdzić na przykładach krajów, w których obniżki zastosowano w postaci regulacji ustawowej i samoregulacji. Wystarczy zajrzeć do danych z rynku hiszpańskiego czy australijskiego. Tam po wprowadzeniu obniżek interchange tempo wzrostu obrotu bezgotówkowego nie zmieniło się znacząco. Uzasadnione jest więc stawianie pytania, czy wysoki poziom prowizji faktycznie jest blokerem tego obrotu czy nie. Na bazie doświadczeń innych krajów można stwierdzić, że na pewno nie jest jedynym czynnikiem. Jestem otwarty na sprawdzenie tej tezy na polskim rynku, zresztą to przecież się już dzieje. W danych NBP za pierwszy kwartał będzie już pewnie widać, czy po wprowadzonych w tym roku obniżkach interchange więcej akceptantów decyduje się na przyjmowanie kart. Cieszę się, że zdecydowały się na to ostatnio dwie duże sieci hurtowe, ale pamietajmy że dedykowane stawki interchange fee dla handlu hurtowego zostały wprowadzone w 2009 roku. Obniżki interchange wprowadzone przez MasterCarda to oczywiście wpływ wolnego rynku, ale również realizacja strategii naszej firmy. Polega ona na dopasowywaniu stawek do modelu ekonomicznego poszczególnych segmentów rynku. Wprowadzenie niskich stawek prowizyjnych na mikropłatności to był pierwszy krok, podjęty już w 2008 roku. Kolejnym było zastosowanie stawek dla handlu hurtowego, rachunków, płatności publiczno-prawnych. Następnie obniżone również zostały stawki bazowe. Jeżeli to będzie wpływało pozytywnie na rozwój obrotu bezgotówkowego, tzn. przyśpieszało jego wzrost, jesteśmy w stanie przyjąć zobowiązanie do kolejnych kroków w tym zakresie.

Ocena sytuacji po obniżce interchange w innych krajach nie jest jednoznaczna.

Z danych banku centralnego Australii wynika, że dynamika rozwoju obrotu bezgotówkowego w tym kraju zwiększyła się po zastosowaniu obniżek. Jeśli dla MasterCard przypadek ten nie jest wystarczająco przekonujący, to powinien posłuchać wypowiedzi przedstawicieli największej sieci handlowej w Polsce działającej pod marką Biedronka. Deklarują oni jednoznacznie, że nie rozpoczną akceptacji kart, jeżeli nie zostaną radykalnie obniżone związane z nią koszty. Obecny poziom prowizji wciąż należy u nas do najwyższych w Europie. Zauważamy dotychczasowe obniżki i je doceniamy, ale nie zapominajmy, że ostatnio wprowadzono także podwyżki. W listopadzie ubiegłego roku MasterCard podwyższył interchange dla kart biznesowych. Pamiętajmy też, że bardzo kłopotliwe dla handlowców jest przyjmowanie płatności za wyroby wysokoakcyzowe. Jeżeli marże dla nich wahają się od 3 do 5 proc., to te 2 proc., które trzeba uiścić na rzecz organizacji płatniczych i banków za płatność kartą, jest nie do zaakceptowania dla mniejszych przedsiębiorców. A to przede wszystkim w nich widzimy potencjał rozwoju rynku płatności bezgotówkowych, ponieważ spośród największych sieci już jedynie Biedronka nie akceptuje kart. Dostępne analizy potwierdzają, że przedsiębiorcy czekają na niższe opłaty. Wyniki badań doktora Górki wskazują, że jeżeli interchange osiągnie poziom niższy niż 0,5 proc., połowa z nieakceptujących dziś kart zdecyduje się na instalację terminali. Nie możemy więc szukać pełnej analogii w porównywaniu naszego rynku z innym krajami.

Przypadkiem hiszpańskim zajmowali się naukowcy pod egidą EBC. W 2009 roku przedstawili studium, z którego wynikało, że obniżki opłaty interchange wpłynęły pozytywnie na rynek. Nie jest więc tak, że z przykładu hiszpańskiego płyną jednoznacznie negatywne wnioski. Chciałbym przestrzec przed bezkontekstową oceną sytuacji jedynie na podstawie trendów w liczbie punktów akceptujących karty płatnicze. Na rozwój obrotu bezgotówkowego wpływa bardzo wiele czynników. Na przykład w Hiszpanii, bezpośrednio po obniżkach interchange i w trakcie nich, mieliśmy ogromny kryzys, który na pewno pozostaje z dużo większym wpływem na zachowania ekonomiczne banków i konsumentów niż zmiany opłaty interchange. Analiza samych liczb bez kontekstu wiele nam nie powie, a może nawet wprowadzić w błąd. Wyłuskanie wpływu zmian opłaty interchange na zmienne opisujące rozwój płatności bezgotówkowych jest nierzadko metodologicznie bardzo skomplikowane.

Prawdą jest, że należy zachować ostrożność przy ocenie wpływu regulacji opłat interchange na rozwój sieci akceptacji. Przykładowo, nawet z badań FROB, na które powoływał się pan Łaniewski, wynika, że handlowcy są świadomi, że obsługa transakcji kartowych powoduje wzrost obrotów sklepów (53 proc. respondentów). W przypadku Polski wartość transakcji realizowanych kartami jest o 40-65 zł wyższa niż w przypadku płatności gotówkowych i to jest ważny czynnik rozwoju rynku bezgotówkowego, tak w Polsce, jak i w Hiszpanii. Zarazem jeśli pan Stec mówi, ze po wprowadzeniu regulacji liczba terminali w Hiszpanii wzrosła o 25 proc. w ciągu pięciu lat, to oznacza to średni roczny przyrost o mniej niż 5 proc., czyli niższy niż obecne tempo rozwoju sieci akceptacji w Polsce, czyli na rynku nieregulowanym! Trudno w takim kontekście jednoznacznie pozytywnie ocenić efekty regulacji.

Przytoczony uprzednio przykład dużej sieci handlowej pośrednio ilustruje moją uwagę, że wysokość opłat interchange nie jest jedynym czynnikiem wpływającym na akceptację kart. Sieć ta wprowadziła płatności mobilne ze względu na zapotrzebowanie ze strony klientów - to oni skłaniają akceptanta do podjęcia takiej decyzji, także przez to, że zostawiają w sklepie więcej. Trzeba też wziąć pod uwagę, że opłata interchange stanowi tylko część kosztów ponoszonych przez akceptanta: im mniejszy punkt usługowo-handlowy, tym ponosi większe opłaty na rzecz agentów rozliczeniowych i tym mniejszą część całkowitych kosztów obsługi kart stanowi dla niego opłata interchange. Nie wierzę, aby nawet największy rozważany spadek wysokości opłat interchange (czyli o 0,7 pkt proc.) wpłynął na koszty sklepików osiedlowych w ten sposób, aby przyczynić się do masowej instalacji przez nie terminali.

Nie chciałbym odnosić się do zagadnienia stawek dla kart biznesowych, bowiem problematyka ta nie była analizowana przez NBP jako zagadnienie marginalne z punktu widzenia wagi dla rozwoju płatności bezgotówkowych w Polsce. Bardziej istotny wydaje mi się wpływ ustawowej regulacji na klientów indywidualnych (ponad 95 proc.), bo regulacja na rynku hiszpańskim czy amerykańskim (tzw. poprawka Durbina) przyniosła wzrost kosztów kart dla konsumentów i spowolnienie wzrostu wartości transakcji. Pan Łaniewski powołuje się na przykład australijski, ale nie wspomina, że odnosi się jedynie do liczby terminali, a nie do tempa wzrostu wartości transakcji po regulacji. Ten ostatni wskaźnik nie poprawił się, bo koszty obsługi kart dla konsumentów wzrosły w tym okresie o 22-77 proc. Nie chodzi nam przecież o to, żeby sklepy instalowały terminale, z których klienci nie korzystają, bo rezygnują z kart.

Jeżeli chodzi o Hiszpanię, to mamy do czynienia z krajem, który jest w kryzysie, na granicy niewypłacalności, także sektora bankowego. Trudno porównywać do polskiego rynku sytuację państwa, które choć jest rozwinięte, to w sytuacji gwałtownych zmian. W Hiszpanii w latach 2006-2010, dzięki obniżce interchange z 1,55 proc. do 0,64 proc., liczba terminali POS wzrosła o 25 proc., liczba posiadaczy kart o 10 proc., zaś liczba transakcji dokonywanych kartami o 36 proc. Jest to znakomity przykład rozwoju rynku obrotu bezgotówkowego, szczególnie biorąc pod uwagę skalę kryzysu gospodarczego na tamtym rynku.

Panuje obawa, że jeżeli organizacje płatnicze obniżą interchange, to banki zrekompensują sobie spadek przychodów podwyżkami innych opłat.

O ile z punktu widzenia organizacji płatniczych obniżka interchange ma małe znaczenie, to z punktu widzenia banku jest to istotna zmiana. Skutki takiej decyzji mogą być wielopoziomowe. Na pewno mniejsze przychody mogą spowodować, że niektóre banki podniosą inne opłaty. Ale nie musi to być regułą. Pamiętajmy również o tym, że opłata interchange nie stanowi z punktu widzenia banku czystego zysku. Środki są inwestowane w rozwój sieci akceptacji i technologii. Niskie wpływy z interchange mogą spowodować zahamowanie działań innowacyjnych. Tymczasem obecnie Polska jest pod tym względem wiodącym rynkiem w Europie. Zapewne wszyscy chcielibyśmy, żeby tak pozostało.

Opłata interchange nie może być traktowana tylko jako dochód banków. Przedstawiciel ZBP mówi o tym, że jest ona przeznaczana na inwestycje i technologie, ale w zasadzie każdy dochód banku jest przeznaczany na wzmacnianie jego pozycji rynkowej. Nie można więc przeceniać wpływu wysokości interchange na poziom inwestycji na danym rynku. Interchange nie jest elementem dochodów systemu płatniczego, ale jest elementem zachęcania banków przez systemy płatnicze do wydawania ich kart. Banki, decydując się na wydawanie kart jednego lub drugiego systemu, wiedzą, jak wpływa to na ich dochody z interchange.

Jaki wg Federacji Konsumentów będzie wpływ na zachowania konsumentów ewentualnego rekompensowania spadku interchange podwyżkami innych opłat?

Prawdopodobnie reakcja będzie negatywna. Z naszych badań wynika, że około 80 proc. ankietowanych deklaruje, że albo przejdzie wprost na gotówkę, albo zrezygnuje z części bezgotówkowych instrumentów płatniczych. To bardzo duża skala i przypomina mi reakcję konsumentów na opłaty pobierane w bankomatach. Konsumenci po prostu rezygnowali z usług bankomatowych, w których były naliczane jakiekolwiek opłaty, a starali się korzystać z takich bankomatów, gdzie opłat nie było. Tu może być podobnie. Z kolei regulacji ustawowej obawiam się dlatego, że regulacje nie są zbyt dobre dla rynku. Kiedy naciskamy w jednym miejscu, to wypływa w drugim, niekoniecznie korzystnym. Nakłaniam więc do samoregulacji i mam nadzieję, że obecne rozmowy na ten temat nie są jedynie jakąś próbą odwleczenia w czasie pozytywnych zmian. Mam nadzieję, że dyskusja doprowadzi do zmian korzystnych na tyle, że ustawa w tej sprawie nie będzie potrzebna. Pamiętajmy, że jeżeli celem regulacji jest rozwój systemu płatności bezgotówkowych, to zmiany wprowadzić należy tak, żeby nie odstraszyć konsumentów od korzystania z instrumentów płatniczych, np.: opłatą surcharge czy likwidacją zasady "Honor all cards".

Jeżeli prześledzicie państwo notatki prasowe, to zauważycie, że we wrześniu i październiku 2012 roku wiele banków ogłosiło redukcje programów lojalnościowych lub zmianę/podwyżkę opłat zwiazanych z kartami czy rachunkami. To były działania przygotowujące do obniżek interchange fee. Najwięcej zyskają na tym akceptanci, nieco stracą banki. Ale najgorzej wyjdą na tym konsumenci, bo banki przeniosą spadek dochodów z tej opłaty na klientów.

Przypomina mi się hałas związany z tzw. ustawą antyspreadową. Także obawiano się, że instytucje podniosą inne opłaty, by odrobić ubytek przychodów ze spreadu. Zapytany o to prezes NBP Marek Belka odpowiedział bardzo prosto: a niech podwyższają. Działają na wolnym rynku, jeżeli klientowi nie będzie się to podobało, to pójdzie sobie do innego banku. Tak samo powinniśmy traktować kwestie rekompensowania spadku interchange. Rozwiązanie tego dylematu można znaleźć, odpowiadając sobie na pytanie: czy wolimy, by banki miały zagwarantowane niepodlegające konkurencji źródło przychodów w postaci interchange, czy żeby na wolnym rynku walczyły o to, jak w najbardziej korzystny dla swoich klientów sposób pokryć koszty działalności. Moim zdaniem ta druga opcja jest lepsza.

Planuje się objąć regulacją tylko interchange, a pozostałe składniki opłaty ponoszonej przez punkty handlowo-usługowe nie. Skąd taka koncepcja?

Opłata akceptanta składa się z trzech części. Interchange stanowi około 85 proc. całej tej opłaty. Dodatkowo są jeszcze inne opłaty dla organizacji płatniczych oraz marża agenta rozliczeniowego. Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest możliwe do uregulowania z punktu widzenia konstytucyjnego. Zasadę swobody działalności gospodarczej można ograniczać w drodze ustawy tylko wtedy, gdy przemawia za tym istotny interes publiczny. W przypadku kart mamy do czynienia z duopolem organizacji płatniczych. Visa i MasterCard mają ponad 97 proc. rynku. Pozostała część to systemy trójstronne, w których nie występuje opłata interchange i które mają nieco inną specyfikę działania. Z kolei marże agenta rozliczeniowego podlegają regulacjom rynkowym. Lista agentów liczy w sumie kilkanaście podmiotów. Koncentracja nie jest tu tak wysoka jak w przypadku organizacji płatniczych. Po ostatniej obniżce interchange część akceptantów odczuła spadek kosztów obsługi kart automatycznie, bo ich opłaty akceptanta bezpośrednio zależały od poziomu interchange. W innych przypadkach trzeba to zbadać. Niestety, nie mamy takich danych. Jednak nawet jeżeli jakiś agent rozliczeniowy nie dostosował cen do nowych warunków, łatwo może zostać skarcony przez konkurencję. Dlatego wydaje się, że marża agenta nie powinna być poddana regulacji ustawowej.

Pozostaje pytanie, czy regulacji powinny być poddane inne opłaty na rzecz organizacji płatniczych. Bank centralny jest zdania, że tak. Może się to odbywać poprzez określenie stawek albo poprzez inne zapisy, które zmniejszą ryzyko rekompensowania spadku interchange innymi opłatami. Ta dyskusja jest jeszcze przed nami. Myślę, że Ministerstwo Finansów też ma w tym zakresie jakieś przemyślenia. Ten problem na pewno powinien zostać przedyskutowany.

W senackim projekcie ustawy znalazł się zapis, który definiuje kartę jako każdy niegotówkowy instrument płatniczy. Moim zdaniem jest to niewłaściwy zapis, bowiem bierze pod uwagę także innowacyjne instrumenty płatnicze, np. płatności mobilne. W segmencie innowacyjnych płatności mobilnych nie widać rynkowej nierównowagi, jak na rynku kartowym, gdzie występuje duopol, zatem nie mamy tu do czynienia z sytuacją istotnego interesu publicznego, który wymagałby ingerencji ustawodawcy. Regulacja powinna się więc ograniczać stricte do kart płatniczych.

Nie widzę potrzeby regulowania marży agentów rozliczeniowych. Tu działa konkurencja, a gdyby nie działała, to przedstawiciele sektora handlowego głośno by o tym informowali i domagali się interwencji. Z tego co wiem nie proszą o to.

Definicja rynku prezentowana przez UOKiK odbiega od rzeczywistości. Urząd odnosi się wyłącznie do kart płatniczych i tam wskazuje na duopol. Nie uwzględnia zaś systemów płatności mobilnych, w tym najnowszych projektów konkurencyjnych dla kart ogłoszonych m.in. przez PKO BP czy Biedronkę. Regulacja najczęściej polega na tym, że regulator jednym coś daje, a innym odbiera. W tym przypadku odbiera się możliwość konkurowania nowych graczom.

Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha twierdzi, że spadek interchange zahamuje rozwój płatności mobilnych. To możliwe?

W ciągu dwóch ostatnich lat na rynku nastąpiło bardzo dużo zmian. Przede wszystkim zmieniła się definicja rynku. Nie ogranicza się ona już do systemu kartowego, ale obejmuje wielu nowych inicjatyw płatności mobilnych, które są alternatywnym systemem dla kart. Płatności mobilne są w większości poza systemem interchange i są realną konkurencją dla dwóch największych graczy. Jeżeli teraz będziemy regulować poziom interchange, ograniczymy konkurencję dla nowych graczy na rynku i uniemożliwimy im skuteczne wejście na rynek. Sprowadzi się to do tego, że de facto scementujemy obecny system.

Ale z punktu widzenia firm oferujących rozwiązania płatności mobilnych najlepszym źródłem pieniądza pozostaje karta płatnicza. Budując alternatywny system płatniczy, chętnie sięgamy do kart, bo są najbardziej płynnym źródłem pieniędzy i większość naszych rodaków ich używa. Sięgnięcie do kont bankowych jest już trudniejsze, ponieważ wymaga skomplikowanej integracji technicznej z każdym bankiem. Z tego punktu widzenia obniżka interchange jest obojętna. Aby to zmienić, trzeba znaleźć alternatywę dla konta bankowego. Może nią zostać na przykład rachunek płatniczy prowadzony przez inną niż bank instytucję płatniczą. Dzięki ustawie o usługach płatniczych i toczących się w krajach UE dyskusjach nad dostępem do środków zgromadzonych na kontach bankowych dla innych podmiotów, taką alternatywą może się stać w przyszłości rachunek płatniczy w instytucji płatniczej, który umożliwi dostęp do pieniędzy bez udziału karty i konta w banku.

Wszyscy się zgadzamy co do konieczności obniżek interchange. Jak to robić?

Regulacje w kształcie wypracowanym przez Senat nie dają pewności, że firmy z sektora małych i średnich przedsiębiorstw je odczują. Senacki projekt nie reguluje bowiem całości opłaty ponoszonej przez akceptantów, a jedynie jeden jej element, jakim jest interchange. To daje bankom i agentom rozliczeniowym duże pole do podwyższenia innych opłat. Tymczasem pozycja negocjacyjna małej firmy w zderzeniu z dużym agentem jest bardzo słaba. Nie wierzę, że sektor MSP zdoła odnieść korzyści z obniżki interchange, bo redukcja zostanie skonsumowana przez agenta rozliczeniowego bądź banki przez wyższe opłaty narzucane konsumentom oraz małemu biznesowi.

Potrzebna jest regulacja ustawowa uwalniająca mechanizmy rynkowe, które są blokowane przez organizacje płatnicze. W dużej nowelizacji ustawy o usługach płatniczych zawarliśmy kilka przepisów, które podążały wyłącznie w tym kierunku. Nasza propozycja nie obejmowała ingerencji w interchange. Uznaliśmy jednak, że są projekty zawierające takie przepisy, które ministerstwo jest w stanie poprzeć. Zdecydowaliśmy więc, że nie należy blokować dużej nowelizacji, bo jej celem jest implementacja dyrektywy o pieniądzu elektronicznym, a jej przyjęcie jest opóźnione. W związku z tym zrezygnowaliśmy z budzących kontrowersje zapisów dotyczących kart, takich jak surcharge na bankomaty czy możliwość selektywnej akceptacji kart. Uważamy też, że istnieje potrzeba uprzedniej skutecznej obniżki interchange w celu uczynienia mniej dotkliwymi mechanizmów rynkowych dla konsumentów. Pierwsza jej obniżka jest potrzebna, aby mechanizmy rynkowe nie zniechęciły ich do obrotu bezgotówkowego. Będziemy obserwować prace parlamentarne i zgłaszać poprawki ulepszające, np. projekt senacki.

W czasie prac zespołu roboczego przy NBP banki były dobrym partnerem do rozmów i chciały obniżki interchange. Świadczy to o tym, że również widzą potrzebę tej obniżki, ale samoregulacja się nie udała na skutek obaw jednej z organizacji płatniczych. Organizacje płatnicze od 20 lat miały szansę udowodnić, że obrót bezgotówkowy może się szybko rozwijać przy wysokich prowizjach. Tymczasem rozwój sieci akceptacji uległ zahamowaniu. Wskaźniki NBP pokazują, że jesteśmy pod tym względem w ogonie Unii.

Jeżeli wszystkim zależy na wzroście obrotu bezgotówkowego, to jest bardzo prosty sposób. Chodzi o pewnego rodzaju renesans obowiązku obrotu bezgotówkowego między przedsiębiorcami. Obecnie dotyczy on transakcji powyżej 15 tys. euro. Kiedyś ten poziom był o wiele niższy i można by do tego powrócić. W przyszłości można by podobne zasady wprowadzić dla konsumentów.

Czy to dobry pomysł?

Trzeba rozgraniczyć płatności między przedsiębiorcami i między firmami a konsumentami. Limit 15 tys. euro dla transakcji między firmami istnieje od dłuższego czasu. Można go zmniejszyć. Osiągnięto by przy okazji cel, jakim jest zmniejszenie szarej strefy oraz powiększono by wpływy do budżetu. W przypadku płatności między przedsiębiorstwami a konsumentami nie jest zasadne wprowadzenie takiego obowiązku. Nie każdy konsument ma konto bankowe i trudno byłoby taki obowiązek uzasadnić.

Jeżeli w regulacji ustawowej pojawi się maksymalny limit na interchange, to są potrzebne dodatkowe regulacje, np. w postaci dopuszczania dodatkowych prowizji surcharge?

Wprowadzenie surcharge czy większych wymogów informacyjnych wobec agentów rozliczeniowych to działania, które pomogłyby urynkowić warunki funkcjonowania obrotu bezgotówkowego. Mówimy o tych elementach jako o możliwości, a nie obowiązku. W moim przekonaniu nie będą one nadużywane przez małych przedsiębiorców czy duże sieci. To jest oczywiste, że jeżeli klient będzie miał odczucie, że w którymś sklepie ceny są za wysokie albo koszty obsługi kart niewiarygodne, to zrezygnuje z kupowania tutaj i pójdzie gdzie indziej. Taką możliwość dają mu zasady działania wolnej konkurencji, które niestety nie obowiązują obecnie na rynku kart płatniczych.

Nie zapominajmy, że nadrzędnym celem obniżki interchange jest zwiększenie punktów akceptujących karty płatnicze, a co za tym idzie wzrost liczby transakcji dokonywanych kartami. Chodzi tutaj głównie o małe sklepy, jako że większość dużych sieci karty już dawno akceptuje. Małe sklepy mają mniejsze możliwości negocjacyjne w starciu z dużym agentem rozliczeniowym. Dlatego w ich ręce powinny trafić dodatkowe narzędzia. W projekcie senackim, podobnie jak w porozumieniu wypracowanym w ubiegłym roku przez NBP, takie dodatkowe elementy się znalazły.

Uwolnienie mechanizmów rynkowych mimo obniżki samoregulacyjnej czy regulacyjnej interchange wydaje się nadal potrzebne w celu zapewnienia możliwości dalszych rynkowych obniżek kosztów obrotu bezgotówkowego oraz zabezpieczenia przed kompensacją obniżki interchange - czyli wzrostem opłat dodatkowych pobieranych przez organizacje płatnicze, a więc dla zapewnienia skuteczności działań.

@RY1@i02/2013/071/i02.2013.071.21400020e.802.jpg@RY2@

prezes Polskiej Organizacji Niebankowych Instytucji Płatniczych, prezes Fundacji Rozwoju Obrotu Bezgotówkowego, departament prawny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, dyrektor Zespołu Systemu Płatniczego i Bankowości Elektronicznej Związku Banków Polskich, dyrektor departamentu systemu płatniczego w Narodowym Banku Polskim, naczelnik wydziału w Departamencie Rozwoju Rynku Finansowego Ministerstwa Finansów, , dziennikarz DGP, zastępca dyrektora departamentu analiz rynku w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów, departament prawny Federacji Konsumentów, dyrektor ds. relacji publicznych Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, dyrektor MasterCard w Polsce

Debatę prowadził i relację przygotował Jacek Uryniuk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.