Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Przeczytać o chacie za wsią, brzozowym lesie, panience z okienka

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Rozmowa z Ewą Barlik, dyrektorem biura Stowarzyszenia Gazet Lokalnych

Czy niezależna prasa lokalna jest czytana. Czy to jest oferta interesująca społeczność w małych ośrodkach samorządowych?

To zainteresowanie jest stałe, ale na dużym poziomie. Co najmniej połowa mieszkańców danej okolicy, w której ukazuje się tygodnik lokalny, czyta go regularnie. Jak wynika z ostatnich Polskich Badań Czytelnictwa przeprowadzonych przez SMG/KRC , w których uczestniczyło kilka największych tytułów, "Tygodnik Siedlecki" uplasował się na pierwszym miejscu w swoim regionie. Poziom czytelnictwa wyniósł 31 proc., podczas gdy np. ogólnopolskiej "Gazety Wyborczej" - tylko nieco ponad 6 proc, a "Rzeczpospolitej", niespełna 4 proc. Takie wyniki najlepiej obrazują skalę zjawiska czytelnictwa prasy lokalnej.

Może mieszkańcy woleliby zajrzeć do internetu i z niego dowiedzieć się, co dzieje się w gminie?

Co do stron internetowych, to oczywiście zainteresowanie nimi rośnie, ale to nie jest, moim zdaniem, przyszłościowy kierunek w segmencie informacji lokalnych. Mieszkańcy cenią sobie formę papierową gazety, nawet jeśli są użytkownikami internetu. Zdarza się nawet, że mają pretensję do wydawcy, kiedy np. jakaś relacja ze zdjęciami znalazła się w internecie, a nie było jej w gazecie. W dodatku mają skłonność do płacenia wyłącznie za gazetę papierową. Sprzedaż wersji elektronicznych gazet lokalnych jest śladowa i nigdy nie zapewni wydawcy pokrycia kosztów utrzymania redakcji. Przykład: "Tygodnik Pałuki" (ze Żnina) sprzedaje 12 tys. egz. gazety co tydzień i tylko 5 e-wydań.

I nie jest to polska specyfika. Wydawcy lokalni na świecie też mówią, że 95 proc. przychodów generuje gazeta papierowa, a tylko 5 proc. internet.

O czym piszą lokalni dziennikarze? Czy zamieszczają suche informacje z własnego podwórka, czy raczej szukają gminnych sensacji? A może przetwarzają też dane ogólnopolskie?

Spraw trudnych, interwencyjnych, śledczych nie brakuje. Są to jednak wyłącznie sprawy z własnego podwórka. Serwisem informacji krajowych i zagranicznych gazety lokalne nie są wcale zainteresowane. One są przecież wszędzie. Cechą wyróżniającą prasę lokalna jest koncentrowanie się wyłącznie na sprawach miasta, gminy, nawet wsi. Jest to trudne, zwłaszcza w przypadku podejmowania tematów kontrowersyjnych. Dla dziennikarzy to dodatkowy dyskomfort, bo najczęściej muszą pisać o osobach, które znają, np. o nauczycielach własnych dzieci. Mimo to piszą prawdę, nawet jeśli to dla nich stanowi osobisty problem. Często dziennikarze lokalni są oskarżani przez miejscowych włodarzy, urzędników i polityków, wchodzą z nimi w spór, stają przed sądem. Najczęściej wygrywają. Jeśli nie w Polsce, to dopiero przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu. Nie mają łatwo, bo narażają się lokalnym układom. Piszą np. teksty o łapówkach wręczanych gminnym urzędnikom, o konkursach na stanowiska przeprowadzanych z naruszeniem prawa, o zatajaniu ważnych informacji przez osoby zatrudniane w urzędzie gminy czy sołectwie czy o ustawianych przetargach na lokalne inwestycje. Skala może wydawać się niewielka, ale to problemy, które interesują zwykłego Kowalskiego w miejscu, w którym mieszka, pracuje.

Jak jest z finansami lokalnej prasy?

Gazety utrzymują się zazwyczaj ze sprzedaży egzemplarzowej oraz z reklam pozyskiwanych w 98 proc. z rynku lokalnego. Ze względu na wysoką cenę egzemplarzową - ok. 2.5-3 zł - przy stosunkowo niskich kosztach druku i własnym kolportażu, najlepsi wydawcy są praktycznie gotowi osiągnąć opłacalność ekonomiczną nawet bez sprzedaży powierzchni reklamowej. Jednym słowem - sytuacja ich jest dobra. Budują nawet własne siedziby, zatrudniają na stałe pracowników. W redakcji średniej wielkości może pracować 20-30 osób.

Ale są też gazety bezpłatne.

Tak, ich głównym źródłem przychodów jest reklama. Ale siłą rzeczy te tytuły są bardziej narażone na wpływy i naciski ze strony reklamodawców. Moje spostrzeżenie jest takie: czy tytuł jest płatny, czy bezpłatny, zależy od specyfiki rynku. W dużych miastach wojewódzkich króluje rozdawnictwo. W miastach i miasteczkach o silnej tradycji i historii, z którymi mieszkańcy czują się mocno związani, dominuje model gazet płatnych: Tak jest np. w Wielkopolsce, na Śląsku, Lubelszczyźnie, w Małopolsce i na Podkarpaciu.

Ze względu na bardzo wysokie marże kolporterów wydawcy lokalni tworzą własne sieci kolportażu. Ci, którzy zaufali tylko Ruchowi albo poczcie, teraz mają kłopoty, bo kolporterzy kasują kioski na prowincji, w wioskach. Szacujemy, że wydawcy skupieni w SGL dysponują w tej chwili ok. 20 tys. własnych punktów sprzedaży. Są to zazwyczaj małe sklepiki, do których dostarczają gazety własnym transportem).

Jaki jest odzew czytelników?

Według badań czytelnictwa prasy lokalnej realizowanych od 7 lat na zlecenie Stowarzyszenia Gazet Lokalnych czytelnictwo tego typu prasy rośnie. Charakterystyczny jest wysoki wskaźnik lojalności. Stali czytelnicy sięgają po coraz więcej numerów, coraz bardziej systematycznie czytają gazetę lokalną.

Może więc to właśnie w tego typu prasie jest przyszłość? Może bardziej niż wielką polityką i rządem w Warszawie interesujemy się małą ojczyzną?

Zacytuję prezesa SGL, Dominika Księskiego: "Jak już cała prasa centralna przejdzie na tablety, zrzucimy się i kupimy przedostatnią czynną drukarnię prasową w Polsce".

To może żart, ale tak naprawdę globalna tendencja. Wielka popularność i dostępność treści przekazywanych online powoduje też coraz większe zainteresowanie sprawami, które bezpośrednio nas dotyczą. A to są właśnie tematy lokalne: mój dom, moja ulica, nasze przedszkole, nawet historia mojej miejscowości itp. Ludzie chcą się utożsamiać z czymś realnym. A tym jest ta mała ojczyzna. Wyjątek od tej reguły stanowią anonimowe skupiska osób nastawionych na sukcesy zawodowe. To wielkie aglomeracje miejskie, ośrodki przemysłowe, tzw. sypialnie.

I dlatego swoistego uroku w tym pędzie współczesności nabiera prowincja z benefitami wynikającymi z zupełnie innego stylu życia. I uroku nabiera lokalna prasa.

@RY1@i02/2013/046/i02.2013.046.08800070o.802.jpg@RY2@

Ewa Barlik, dyrektor biura Stowarzyszenia Gazet Lokalnych

Rozmawiała Monika Górecka-Czuryłło

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.