Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Łódź jeszcze sobie polata

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Michał Marzec wrócił z Warszawy do rodzinnego miasta i przekonuje linie lotnicze, że nie tylko z Okęcia warto startować w świat. Jego doświadczenie mówi mu, że będzie to opłacalny biznes

Na podłódzkim porcie w Lublinku od początku ciążyła klątwa stolicy. Od kiedy obydwa miasta połączyła autostrada, sens istnienia portu stał się jeszcze bardziej wątpliwy, a gdy ruszył jeszcze Modlin, mało kto daje tej inwestycji szanse na przetrwanie. Michał Marzec myśli inaczej. - Łódź ma szansę być regionalnym portem lotniczym. Bliskość Warszawy to raczej problem mentalny, a nie rzeczywisty - uważa szef Portu Lotniczego Łódź.

Wie, co mówi, bo od podszewki zna nie tylko swoje miasto, ale też stolicę. W łódzkim porcie przed 20 laty tworzył wszystko od podstaw, a w Warszawie spędził sześć lat. Na początku tego roku ówczesna minister rozwoju i infrastruktury Elżbieta Bieńkowska, odpowiedzialna za Porty Lotnicze, nieoczekiwanie zrezygnowała z jego usług. Branża lotnicza była zaskoczona. Przez sześć lat jego dyrektorowania na Okęciu raz po raz pojawiała się plotka o rychłej dymisji, jednak do marca tego roku okazywała się nieprawdziwa. Uważany był za człowieka Cezarego Grabarczyka. Obaj są z Łodzi.

- No cóż, nie zmusicie mnie do tego, żebym się wyparł, że jestem łodzianinem. Bardzo chętnie za to stanę w szranki z każdym, by wykazać swoje kompetencje w branży lotniczej - oświadcza Marzec. - Choć to zabrzmi nieskromnie, ale o moich kompetencjach niech świadczy fakt, że za mojej kadencji port doścignął pod względem liczby obsłużonych pasażerów Pragę, no i udało się ściągnąć do Warszawy Emirates i Qatar Airways. Dobra kondycja finansowa firmy pozwoliła też na to, że przeprowadziłem niemal do końca program inwestycyjny wart 1,5 mld zł - wylicza Marzec. Nie zna motywów byłej już minister rozwoju i infrastruktury, która nieoczekiwanie zwolniła go z pracy. - Nigdy nie usłyszałem uzasadnienia tej decyzji - zaznacza.

Marzec jest absolwentem Politechniki Łódzkiej i Warszawskiej. Posiada m.in. uprawnienia instruktora z zakresu ochrony lotnictwa cywilnego oraz uprawnienia do certyfikowania lotnisk wydane przez ICAO. Uważa, że o wejściu do branży lotniczej zadecydowało przeznaczenie. Jego ojciec w czasie wojny był pilotem nawigatorem w armii Berlinga, nie wahał się więc nawet przez chwilę, gdy prawie 20 lat temu ówczesny prezydent Łodzi Grzegorz Palka zaproponował mu posadę prezesa tamtejszego lotniska, choć portu wtedy jeszcze nie było. To on miał dopiero stworzyć to lotnisko. Sam wynajął pomieszczenia na biuro, dopiero kilka dni później pojawiła się sekretarka i zamontowano pierwsze telefony.

- Jestem pewien, że tak duża aglomeracja jak Łódź jest w stanie zapewnić nie tylko wystarczającą dla linii liczbę pasażerów, ale też ładunków. Mam nadzieję, że w ciągu kilku tygodni znajdę sposób, by przekonać do tego linie lotnicze - mówi Marzec.

Znajomi szefa łódzkiego portu opowiadają, że Michał Marzec ma wiele pasji. On sam nie ukrywa, że miłością jego życia jest siatkówka. W przeszłości w drużynie Politechniki Łódzkiej rozegrał setki meczów, także o najwyższą, pierwszoligową stawkę. Z czynnego uprawiania sportu pozostała mu do dziś dbałość o kondycję fizyczną. Wyczynowo pochłania go teraz żeglarstwo.

@RY1@i02/2014/219/i02.2014.219.000001600.802.jpg@RY2@

MICHAŁ DYJUK/REPORTER

Michał Marzec przez sześć lat był dyrektorem Okęcia

Cezary Pytlos

cezary.pytlos@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.