Biznes wymaga chłodnego podejścia
Szef SmartFrigo programował już w podstawówce. Na trzecim roku studiów zaczął tworzyć poważną firmę kojarzącą oferty przewozowe z firmami transportowymi. A teraz, w wieku 24 lat planuje ekspansję na Zachód
Z przewozowym biznesem związane jest pewne nieodłączne ryzyko. Powiedzmy, że właściciel ciężarówki otrzyma zlecenie na przewóz jakiegoś towaru za granicę, na przykład do Niemiec. Oczywiście po wykonaniu zlecenia będzie musiał wrócić do Polski. Z punktu widzenia amortyzacji ciężarówki najlepiej byłoby, żeby nie był to pusty przebieg, tylko kurs z ładunkiem. Trudno jednak, zwłaszcza mniejszym firmom, szybko znajdować kontrahentów za granicą. W razie niepowodzenia przewoźnikowi bardziej opłaca się pustą ciężarówką wrócić do kraju, niż czekać w nieskończoność na ładunek.
I tutaj na scenę wkraczają giełdy transportowe, czyli internetowe platformy kojarzące zleceniodawców oraz zleceniobiorców. Zasada działania takiego przedsięwzięcia jest bajecznie prosta. Przewoźnicy ogłaszają, kiedy i gdzie będą dostępne ich pojazdy. Zleceniobiorcy ogłaszają się, kiedy, skąd i dokąd będą mieli do przewiezienia ładunek. W taki właśnie sposób działa SmartFrigo, skoncentrowana na przewozach chłodniczych giełda stworzona przez Bartłomieja Lubikowskiego, rocznik 1988. - Takie przedsięwzięcie ma na celu ułatwienie komunikacji między potencjalnymi zleceniodawcami i przewoźnikami. Zaletami są dostęp do nowych zleceń i nowych kontrahentów, redukcja pustych przebiegów, a co za tym idzie, redukcja i optymalizacja kosztów - mówi Lubikowski, który jednocześnie jest prezesem zarządu SmartSCM sp. z o.o., właściciela platformy SmartFrigo.
Polska to dobry kraj na rozpoczęcie takiego biznesu. Po wejściu do Unii Europejskiej nasi przewoźnicy rozjechali się po całej Europie, odbierając niejednokrotnie zlecenia zachodnim konkurentom. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego dwa lata po akcesji w Polsce funkcjonowało 1,7 tys. przedsiębiorstw transportowych zatrudniających więcej niż 9 osób (nie daje to pełnego obrazu rynku, na którym działa również wielu przewoźników z kilkoma ciągnikami zatrudniających mniej niż 9 osób), zaś w 2012 r. było ich już 3,5 tys. Natomiast liczebność floty samochodów ciężarowych i ciągników siodłowych w firmach mających powyżej 9 pracowników zwiększyła się w tym czasie prawie dwukrotnie, z 35 do 64 tys. To gigantyczna baza, na której można zacząć budować potężną społeczność przewoźników i kontrahentów.
Jak zapewnia twórca giełdy, tego typu pośrednictwo nie jest łatwym kawałkiem chleba. - W większości krajów europejskich wygląda to w ten sposób, że na rynku jest jedna duża, ogólnobranżowa giełda, obsługująca różne typy przewozów - tłumaczy Lubikowski. W Polsce tego typu podmiotem jest Trans.eu. Dlatego założenie SmartFrigo od samego początku było takie, aby skupić się na wybranym wycinku przewozów, w tym przypadku - chłodniczych. Istnieją także inne giełdy skoncentrowane na swoich niszach, np. giełda dla przewozów ponadnormatywnych czy kontenerowa.
Jak wskazuje Lubikowski, każda taka giełda musi być zbudowana w oparciu o solidną wiedzę na temat rynku transportowego oraz proces weryfikacji firm, które odgrywają najistotniejszą rolę, pozwalając budować zaufanie wśród użytkowników giełdy. - Zachowanie maksimum bezpieczeństwa jest konieczne dla przeciwdziałania oszustom - wyjaśnia współzałożyciel SmartFrigo. Jest to konieczne, ponieważ bolączką wieku dziecięcego internetowych giełd były oszustwa (pisaliśmy o tym niedawno na łamach Magazynu DGP). Dla przykładu: złodzieje udając normalnych przewoźników, wystawiali na giełdach swoje oferty w nadziei, że trafi im się jakiś cenny ładunek. Szukający wolnej ciężarówki klient łapał się na to, zamawiał przewóz, podawał miejsce załadunku... i to był jego ostatni kontakt z towarem.
Dlatego w SmartFrigo wydzielony został dział, który zajmuje się tylko kompleksową weryfikacją firm m.in. na podstawie dokumentów, jakie po założeniu konta na giełdzie należy zeskanować i przesłać drogą elektroniczną do weryfikacji (m.in. jest to wpis do ewidencji działalności gospodarczej, pozwolenie na organizację przewozów i ubezpieczenie). Dopiero po tak przeprowadzonej kontroli konto nowego użytkownika jest aktywowane (najczęściej w 24-48 godz.) i dopiero wtedy może on zawierać transakcje z innymi użytkownikami.
- Dzięki zachowaniu najwyższej jakości od samego początku powstania na giełdzie SmartFrigo nie miało miejsca ani jedno oszustwo - zapewnia Lubikowski. Giełda utrzymuje się z opłacanego przez użytkowników abonamentu w wysokości 500 zł rocznie i wyświetlanych reklam adresowanych do branży.
Lubikowski, z pochodzenia szczecinianin, programować zaczął już w piątej klasie podstawówki. Jak sam mówi, pisał wtedy proste gry 2D. Wraz z upływem lat umiejętności rosły, a pierwsze pieniądze na programowaniu zarobił w liceum. Stworzył wtedy stronę internetową dla jednego z zachodniopomorskich deweloperów.
Na studia trafił na Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu i - jak zapewnia - jest to wybór, którego nie żałuje. Na trzecim roku znajomy ze studiów skontaktował go z przyszłymi wspólnikami, którzy poszukiwali kogoś biegłego w tworzeniu witryn internetowych. Dlaczego właściwie zgłosili się do Lubikowskiego, a nie do kogoś innego? - Bo po trzecim roku jeszcze mało kto potrafi wystarczająco dobrze programować - śmieje się współzałożyciel SmartFrigo. Wspólnikom, po trzydziestce, związanym wcześniej z branżą transportową, marzyła się internetowa giełda transportowa. Lubikowski potwierdził, że jest w stanie coś takiego zrobić. Był rok 2010.
Prace nad stworzeniem architektury całego serwisu trwały ponad rok (co nie znaczy, że zostały zakończone; jak każdy program, jest wciąż udoskonalany przez twórcę). W serwis najpierw zainwestował anonimowy anioł biznesu, a następnie fundusz AIP Seed Capital. Dzisiaj SmartFrigo gromadzi pod swoim szyldem kilkaset podmiotów, zarówno przewoźników, jak i zleceniodawców.
Z serwisu działającego w czterech wersjach językowych (polskiej, angielskiej, rosyjskiej i niemieckiej) korzystają kontrahenci z ponad 30 krajów.
- Najważniejsza dla SmartFrigo rzecz to w ciągu najbliższych lat wyraźniej zaistnieć na rynku Europy Zachodniej. Biorąc pod uwagę sukces, jaki polscy przewoźnicy odnieśli na europejskich rynkach po wejściu do Unii, musimy tam być - deklaruje Lubikowski. Logika stojąca za zachodnią ekspansją jest następująca: w Niemczech czy Hiszpanii polscy przewoźnicy już są. Teraz trzeba dotrzeć do ich potencjalnych kontrahentów.
SmartFrigo odniosło sukces, ponieważ weszło w niszę - obsługuje tylko firmy oferujące przewozy chłodnicze
@RY1@i02/2014/200/i02.2014.200.000001600.804.jpg@RY2@
BARTOSZ DZIAMSKI
Bartłomiej Lubikowski, rocznik 1988. Na programowaniu zarabiał już w liceum
Jakub Kapiszewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu