Konsumenci w sieci pokazów
Firmy szukają ofiar na coraz głębszej prowincji
Naciąganie klientów to nadal preferowana przez firmy metoda na pozyskanie nowych odbiorców. Świadczy o tym rosnąca liczba spraw trafiających do rzeczników konsumentów. W ubiegłym roku było ich 443,4 tys. Dla porównania w 2008 r. o ponad 100 tys. mniej.
- Bywa, że w ciągu tygodnia mamy nawet 60 skarg od konsumentów tylko na jedną firmę. Ale rosnąca liczba spraw trafiających do rzeczników to również efekt rosnącej świadomości klientów. Coraz więcej osób, które zostały naciągnięte, chce walczyć o zadośćuczynienie - wyjaśnia Małgorzata Cieloch, rzecznik prasowy UOKiK.
Wzrost świadomości klientów zauważają też "myśliwi". Przenoszą się do mniejszych miast. O ile w aglomeracjach liczba skarg rośnie systematycznie, o tyle w mniejszych skoki są dynamiczne. Rok 2013 rekordowy pod względem liczby spraw był np. dla rzecznika w Krapkowicach. Było ich 1,4 tys., wobec 156 przed 4 laty. Powiatowy rzecznik w Dąbrowie Górniczej udzielił w zeszłym roku 3,6 tys. porad, o 30 proc. więcej niż w 2012 r. W Jaworznie liczba skarg wzrosła o 33 proc., do 3,5 tys.
Najczęstsze są skargi na usługi telekomunikacyjne oraz umowy sprzedaży odzieży i obuwia. Jeden z największych problemów to też umowy zawierane poza lokalem przedsiębiorstwa i na odległość. Chodzi m.in. o sprzedaż produktów na pokazach, gdzie łapani są głównie starsi ludzie. W Szczecinie w 2013 r. liczba spraw dotyczących umów zawartych poza lokalem przedsiębiorstwa wzrosła o połowę. Na dynamiczny rozwój firm sprzedających produkty i usługi podczas pokazów i wycieczek wskazują też rzecznicy w Warszawie i w Szczytnie. Przedsiębiorcy nie wydają kupującym kompletów umów, zwłaszcza wniosków kredytowych, które są im przy tej okazji podsuwane, i nie informują o możliwości odstąpienia od umowy w ciągu 10 dni.
"Z informacji konsumentów wynika, że zdarzały się przypadki fałszowania zapisów w umowach stanowiących m.in. o dacie zawarcia umowy", czytamy w raporcie rzecznika ze Szczytna.
W Warszawie zgłaszały się też osoby z zaświadczeniami od lekarzy, którzy bezwzględnie zakazywali im stosowania powszechnie sprzedawanego na spotkaniach urządzenia o nazwie "bioharmonizer". - Produkt ten nie tylko nie leczy, ale jest szkodliwy dla osób z chorobami serca oraz wahaniami ciśnienia - czytamy w raporcie rzecznika.
W Szczecinie, gdzie dwie firmy mocno uaktywniły taką formę sprzedaży naczyń kuchennych i biostymulatorów, z powodu dużej liczby poszkodowanych, głównie osób starszych i często niedołężnych życiowo, rzecznik skierował nawet pozwy do sądu.
Rynek sprzedaży energii z kolei boryka się z problemem wędrujących po domach nieuczciwych akwizytorów. Jako pretekst wykorzystują oni m.in. zmianę taryf, która rzekomo wymaga aneksu do umowy, lub wymagania Unii Europejskiej. Bywa, że podszywają się pod współpracowników dotychczasowego dostawcy. - Wprowadzają w błąd i doprowadzają do podpisania umowy, której klienci nie chcieli zawierać - wskazuje Agnieszka Głośniewska z Urzędu Regulacji Energetyki, który w tym roku przekazał do UOKiK ok. 100 spraw związanych z takimi nieuczciwymi praktykami.
Największe spółki energetyczne przeprowadzają kampanie ostrzegające przed naciągaczami. Na przykład Tauron prowadził już kampanię skierowaną głównie do osób starszych. Kolejna rozpocznie się w IV kwartale. - Z badań, które Tauron prowadzi wśród klientów, wynika, że akcje edukacyjno-informacyjne odnoszą skutek. Codziennie otrzymujemy od ok. 50 do ok. 100 zgłoszeń od klientów, którzy informują nas, że w ich okolicy pojawili się nieuczciwi akwizytorzy, lub dopytują, co mogą zrobić, by wycofać się z umowy podpisanej pod wpływem uzyskania niepełnych i nieuczciwych informacji - wskazuje Grzegorz Lot, wiceprezes Tauron Sprzedaż.
Nadzieją na przyszłość są nowe przepisy o ochronie praw konsumentów, które zaczną obowiązywać od 25 grudnia tego roku. Joanna Affre, adwokat z kancelarii Affre i Wspólnicy, wskazuje, że wydłużony zostanie termin na rezygnację z umowy zawieranej poza lokalem firmy i na odległość, a więc tych zawieranych przez telefon, korespondencyjnie czy na pokazach produktów. Wyniesie 14 dni od zawarcia umowy, a jeśli przedsiębiorca nie poinformuje konsumenta o prawie odstąpienia, wydłuży się do nawet 12 miesięcy.
- Często tych czterech dni brakowało, by osoba starsza, która kupiła np. garnki, skonsultowała się z rodziną i przedyskutowała zakup - uzupełnia Małgorzata Cieloch.
@RY1@i02/2014/189/i02.2014.189.000001500.802.jpg@RY2@
Skarg jest coraz więcej
Małgorzata Kwiatkowska
Patrycja Otto
Wchodzą do sklepu i... niszczą pralki konkurencji. Nieczyste zagrywki wielkich korporacji na Forsal.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu