Idziemy śladami Zachodu: przybywa małych browarów
Inwestorzy przywracają do życia stare, od lat zamknięte warzelnie
Statystyczny Polak spożywa prawie 98 litrów piwa rocznie. To plasuje nasz kraj na czwartym miejscu w Europie. Więcej od nas tego kryształowego trunku piją tylko Czesi, Niemcy i Austriacy. I choć wiele wskazuje na to, że nie jesteśmy już w stanie przełknąć więcej piwa, to przybywa nam jego producentów.
Piwo pasuje nawet do spa
Według szacunków ekspertów do końca tego roku będziemy mieli w Polsce 120 czynnych browarów. To o 20 więcej niż w ubiegłym roku. W przyszłym roku wystartuje kilkanaście kolejnych. W październiku ruszy na przykład produkcja w Browarze Braniewo, który w lutym tego roku został kupiony przez Browar Namysłów. Grupa Browary Regionalne Jakubiak, przejmująca zabytkowe warzelnie piwa, przygotowuje do uruchomienia swoje najnowsze nabytki, browary Tenczynek i w Biskupcu. Z produkcją własnych piw ruszają już nie tylko pojedyncze restauracje Wrocławia, Warszawy czy Gdańska, ale także położone daleko od miejskiego gwaru hotele spa - jak Pałac w Żelechowie, który ruszył od razu z własnym browarem wiosną tego roku i miesięcznie produkuje na potrzeby gości 20 hektolitrów trunków, wystarczających mniej więcej do napełnienia 4 tys. szklanek.
I choć spożycie piwa w Polsce przestało dynamicznie rosnąć, a w ubiegłym roku nawet spadło, to małe browary mówią o wzroście zainteresowania. Polski rynek podąża pod tym względem za trendami ogólnoświatowymi. Na przykład w Stanach Zjednoczonych browary regionalne oraz rzemieślnicze mają bardzo mocną pozycję. W Niemczech działa około 600 małych browarów, a u naszych południowych sąsiadów jest ich około 140. W Polsce obecnie browary rzemieślnicze i regionalne stanowią 80 proc. rynku, ale tylko pod względem liczby. Pod względem wielkości produkcji odpowiadają ciągle za ok. 10 proc. rynku piwa. Jednak to także jest typowe dla rynków lepiej rozwiniętych, gdzie udział wielu małych browarów także jest niższy niż wielkich koncernów, choć zwykle wyższy niż w naszym kraju.
Ponieważ trunki małych wytwórni są droższe niż producentów hurtowych, ich udział w wartości naszego rynku można szacować na ok. 12-13 proc., czyli ponad 2,6 mld zł w skali roku.
- Browary regionalne w Polsce w rzeczywistości przestały już takimi być. Ich zasięg w większości jest bowiem ogólnopolski: ich produkty można kupić w różnych częściach kraju. W tej chwili określenie "regionalne" pasuje bardziej do browarów restauracyjnych, czyli takich warzących najwyżej 1,5-2 tys. hl chmielowego trunku w skali roku. Dziś jest ich około 50 - mówi Ziemowit Fałat, ekspert z firmy Browamator.
Roczne przychody każdego z nich wynoszą średnio 100-120 tys. zł. I takie pozostaną, bo browary rzemieślnicze moce produkcyjne utrzymują na stałym poziomie. Ich zwiększenie byłoby bowiem możliwe tylko, gdyby w lokalu istniała niezagospodarowana powierzchnia (z reguły jej nie ma).
Fałat podkreśla jednak, że mimo tego skala produkcji będzie rosła. A to dlatego, że browarów restauracyjnych będzie przybywać. W ciągu najbliższych kilku lat może pojawić się nawet kilkaset. Zapotrzebowanie na niszowy, ciekawy w smaku produkt stale bowiem rośnie - uważa ekspert.
- Wychodzenie na cały kraj, do sklepowych sieci dystrybucji, to konieczność, jeśli się chce rozwijać firmę, zwiększać produkcję i sprzedaż. Poza tym klienci oczekują od nas, że piwo, które im posmakowało, będą mogli dostać w całym kraju, a nie tylko w jednym miejscu - argumentuje Marek Nowicki, prezes firmy Produkty Klasyczne, producenta m.in. piwa Mnich. Jego zdaniem ekspansję najprościej prowadzić albo przez własną sieć sprzedaży, co jednak wiąże się z wyższymi kosztami, albo podpisując umowę z sieciowymi marketami.
Nowicki nie ukrywa, że dla browarów regionalnych wzorcem jest Ciechan. - Małe browary, czyli produkujące poniżej 10 tys. hektolitrów rocznie, marzą o tym, by wejść do drugiej grupy akcyzowej, czyli osiągnąć produkcję na poziomie 20-50 tys. hektolitrów rocznie. Dla nas benchmarkiem jest Ciechan, któremu się to udało - podkreśla. Dla jego firmy, która produkuje 1,5 tys. hektolitrów rocznie, krokiem do przodu ma być podpisanie umowy z dwiema sieciami sklepów i wprowadzenie do dystrybucji nowych piw o smaku owoców oraz ciemnego. Ciechan, obecny na rynku od 2012 r., także eksperymentował ze smakami, czym zdobył zwolenników, jednak dał się poznać szerzej właśnie dlatego, że zdecydował się na własną dystrybucję.
Cena równa się jakość
Małe browary rozwijają się pomimo wysokiej ceny wytwarzanych w rzemieślniczych warunkach piw. Ich wyroby kosztują przynajmniej dwa razy tyle co piwa pochodzące z koncernów. Jednak to konsekwencja wyższych kosztów produkcji. Oprócz stosowania wyższej jakości surowców istotny jest czas: w produkcji rzemieślniczej piwo leżakuje nawet kilka tygodni. Dużym grupom browarniczym na wytworzenie piwa wystarczają dwa dni.
Dla nabywców wyższa cena nie jest jednak dużym problemem. Kupujący wiedzą, za co płacą.
- Przybywa konsumentów, którzy poszukują odmienności, wrażeń w postaci trunku, który nie tylko będzie miał wyrazisty smak, ale też będzie ładnie pachniał. Piwa rzemieślnicze to gwarantują. Do ich produkcji wykorzystuje się najlepsze dostępne na rynku surowce. Receptury tworzą natomiast pasjonaci - zapewnia Ziemowit Fałat z Browamatora.
Poza tym browary te wyspecjalizowały się w nieutrwalonych, naturalnych, mętnych piwach o wyrazistym smaku, a więc takich, o które trudno w największych koncernach.
- Bardzo ważnym aspektem naszego biznesu jest jakość produktów. Nie są one poddawane mikrofiltracji, nie są w żaden sposób utrwalane, a więc pasteryzowane, sterylizowane i wyjaławiane - podkreśla Marek Jakubiak, prezes Grupy Browary Regionalne Jakubiak.
Nic więc dziwnego, że małe browary produkujące na lokalny rynek mają się dobrze, a duże walczą ze słabnącym popytem. Dużym spada też rentowność, bo malejąca sprzedaż zmusza je do obniżek cen. W ten sposób same między sobą prowadzą wojnę podjazdową.
W ubiegłym roku Grupa Żywiec, producent m.in. żywca, warki, heinekena i tatry, sprzedała ponad 11 mln hektolitrów piwa. Przychody wyniosły 3,5 mld zł, a zysk operacyjny 273 mln zł. Rok wcześniej przychody były o około 150 mln wyższe, a zysk operacyjny był większy o niemal 100 mln zł. Trend spadkowy utrzymuje się i w tym roku. W I półroczu skonsolidowane przychody ze sprzedaży wyniosły 1,54 mld zł wobec 1,69 mld zł rok wcześniej. Zysk operacyjny spadł o ponad połowę, do 55,5 mln zł.
Duzi producenci, którzy dominują na rynku, mają jeszcze jeden problem: polski rynek piwa jest niestabilny i w dużej mierze zależy od pogody w sezonie (od kwietnia do końca września). W 2013 r. polscy piwowarzy sprzedali na rynku krajowym prawie 37 mln hektolitrow piwa, co oznaczało 2,2-proc. spadek w stosunku do 2012 r. Eksperci szacują, że ten rok przyniesie z kolei 2-proc. odbicie.
Małe browary nie odczuwają tych wahań. Cały czas poprawiają swoje wyniki finansowe. Grupa BRJ odnotowuje w tym roku, podobnie jak w latach ubiegłych, 20-proc. wzrost sprzedaży. W 2013 r. przychody wyniosły kilka milionów złotych, browar sprzedał ponad 67 tys. hektolitrów piwa. W tym ma przekroczyć 100 tys. hektolitrów.
- Pozwala nam to na kolejne inwestycje, jak niedawny zakup browaru w Biskupcu. W ostatnim czasie zainwestowaliśmy w Tenczynek, który jest już w trakcie remontu i planujemy ruszyć z produkcją przed przyszłorocznym sezonem. Czeka nas również reaktywacja Browaru Biskupiec - wylicza Marek Jakubiak, prezes Grupy Browary Regionalne Jakubiak, w skład której wchodzą Ciechan, Lwówek i Bojanowo.
Przychody zwiększa też Browar Fortuna. W ubiegłym roku wzrosły o ponad 10 proc. i wyniosły około 20 mln zł. - W tym roku trend wzrostowy jest utrzymany - zapewnia Krzysztof Panek, prezes firmy. Dodaje jednak, że browar stara się stale rozbudowywać ofertę, by nie stracić zainteresowania klientów.
- Mamy cztery marki, w ramach których wprowadzamy co roku trzy nowe produkty. Obecnie portfolio liczy 15 różnych piw. Stawiamy przede wszystkim na piwa smakowe, ale nietuzinkowe, jak mirabelkowe, wiśniowe, śliwkowe, z górnej fermentacji o długim terminie przydatności do spożycia oraz na portera - wylicza Panek. Nietypowe, często zaskakujące smaki i systematyczne zwiększanie asortymentu to także cecha charakterystyczna regionalnych i rzemieślniczych warzelni.
Lista zagrożeń
Jednak to, na czym małe browary budują swoją przewagę, staje się równocześnie powodem ich problemów - konkurencja chce robić to samo. Stąd zalew piw miodowych, malinowych, wiśniowych, korzennych i odwołujących się nazwą do tradycji warzenia piwa przez zakonników. Kopiowanie pomysłów i rosnąca konkurencja i tu powoduje nacisk na obniżanie cen, a równocześnie sprawia, że bez drogiej kampanii reklamowej trudno jest się wyróżnić. Przykładem jest Browar Gontyniec, który w ramach swojej grupy produkuje m.in. piwo Gniewosz i piwo Noteckie. W 2013 r. przychody wyniosły ok. 17,5 mln zł wobec 23,4 mln zł rok wcześniej. Browar jeszcze w 2012 r. miał niemal 1,5 mln zł zysku. Ubiegły rok zakończył 381 tys. zł straty. Dlatego kilka miesięcy temu Gontyniec zmienił strategię. Pierwsze kroki to przebudowa portfolio oferowanych produktów, odświeżenie wizerunku, a także dywersyfikacja kanałów dystrybucji. Większy nacisk postawiono na sprzedaż w kanale tradycyjnym charakteryzującym się większym rozdrobnieniem odbiorców i korzystniejszymi z punktu widzenia dostawcy warunkami handlowymi.
Wrogiem małego browaru jest nie tylko inny mały browar, ale i międzynarodowe koncerny. Browary korporacyjne dostrzegły potencjał segmentu piw regionalnych i pozytywną konotację, jaką mają one wśród klientów. Dlatego także zaczynają produkcję piw wzorowanych na tych wychodzących z małych wytwórni - miodowych, korzennych, owocowych, nadają im nazwy, które mają podkreślać związki z regionami.
Browarom mogą szkodzić nawet sami ich właściciele. Ostatnio burzę wywołał wpis na portalu społecznościowym Marka Jakubiaka. - Trudno dziś powiedzieć, jak zamieszanie medialne wokół mojego wpisu na portalu społecznościowym dotyczącym sprzeciwu wobec adopcji dzieci przez pary homoseksualne wpłynie na sprzedaż piwa Ciechan. Przeprosiłem już za emocjonalną formę mojej wypowiedzi. Pojawiły się rzecz jasna głosy krytyki, ale też i słowa poparcia - mówi sam Jakubiak. Krytycy wzywali do bojkotu produkowanego przez Jakubiaka piwa.
Potencjalnie przyszłością dla naszych browarów regionalnych może być wyjście na zagraniczne rynki, które zaczęły się interesować ich wyrobami. - Mamy mnóstwo zapytań od odbiorców z innych krajów. Mimo to na razie nie chcemy ruszać ze sprzedażą zagraniczną. Ciągle widzimy potencjał na polskim rynku. Dowodem na to są kolejne umowy z sieciami na sprzedaż naszych towarów - wskazuje Krzysztof Panek.
Z kolei BRJ ma za sobą pierwsze próby sprzedaży w Wielkiej Brytanii, Niemczech i Czechach. - Na razie jednak eksport traktujemy jak eksperyment bez większego wydźwięku biznesowego. Większa skala eksportu będzie możliwa dopiero po uruchomieniu linii do puszkowania piwa w Strykowie - informuje Marek Jakubiak.
Podkreśla też, że grupa 60 proc. produkcji sprzedaje we własnej sieci. Ma oddziały w Dziekanowie Nowym pod Warszawą, we Wrocławiu, Lwówku, w Ciechanowie, Krakowie, Białymstoku. - Kanał nowoczesny, czyli markety, generuje 20 proc. sprzedaży. Tyle samo przypada na kanał tradycyjny, czyli hurtownie. Planujemy otworzyć centrum dystrybucyjne w Olsztynie, by wzmocnić sprzedaż w tym regionie, zwłaszcza marek produkowanych przez Browar Biskupiec - zapowiada Marek Jakubiak.
Małym browarom mogą szkodzić ich właściciele. Burzę wywołał wpis na portalu społecznościowym Marka Jakubiaka, producenta piwa Ciechan
@RY1@i02/2014/185/i02.2014.185.000001800.803.jpg@RY2@
Polska w czołówce spożycia piwa
Patrycja Otto
Beata Tomaszkiewicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu