Wróg PRL-u wozi samochody
Adampol transportuje auta większości koncernów motoryzacyjnych
Kiedy Adam Byglewski, założyciel Adampolu, odebrał niedawno w Instytucie Pamięci Narodowej swoją teczkę, odnalazł tam pismo, którego autorem był zastępca naczelnika wydziału IV Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku. Można tam było przeczytać, że "wymieniony napisał dwa protesty do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, jeden dotyczący wypadku w kopalni Wujek, a drugi aresztowania Wałęsy i intelektualistów, a w rozmowie w dniu 21 grudnia 1981 r. stwierdził, że dalej będzie głosił swoje poglądy, bo są zgodne z jego sumieniem. Ponadto Byglewski utrzymuje kontakt z działaczami Solidarności, publicznie wypowiada się przeciw polityce rządu i szkaluje partię, mówiąc, że powinna przekazać władzę w ręce S".
"Wyproszony" z PRL-u miał trafić do Australii, ale ostatecznie stanęło na Niemczech. Tam Byglewski dostał od państwa mieszkanie. Nauczył się języka niemieckiego, zdał tamtejszą maturę, a 1989 r. zastał go na studiach z organizacji i zarządzania przedsiębiorstw w Hamburgu. Zezwolono mu wtedy na przyjazd po Polski, z czego skorzystał. Doszedł do wniosku, że zmiany w kraju idą w dobrym kierunku i że będzie chciał tutaj prowadzić działalność gospodarczą. Okazja nadarzyła się niebawem - skontaktował się z nim znajomy, który chciał sprowadzać używane auta z USA do Polski. Potrzebował tylko pomocy w przetransportowaniu ich z Hamburga do Gliwic. Byglewski zorganizował więc lawety i przyczepy.
Wtedy postanowił założyć firmę. Do dziś wspomina, jak sprawnie przebiegał proces rejestrowania działalności w Niemczech ćwierć wieku temu. - 15 minut, i to tylko dlatego że musiałem wejść po schodach, a pani pisała na maszynie - wspomina Byglewski. Na dokumencie rejestracji firmy widnieje data 9 listopada 1989 r. To było przed południem. Po południu upadł mur berliński.
Podczas odbierania jednego z transportów w 1991 r. w bremeńskim porcie poznał przedstawiciela potężnej niemieckiej firmy spedycyjnej E.H. Harms Gmbh. Po upadku żelaznej kurtyny otrzymywała ona coraz więcej zleceń do wykonania na nowo otwartych rynkach Europy Środkowej i Wschodniej. Szukano w związku z tym partnera, który pomógłby w obsłudze takich zleceń. Współpraca wymagała jednak 20-25 specjalnych ciężarówek przystosowanych do przewozu samochodów. W uzyskaniu kredytu pomógł mu założyciel firmy UTA Heiner Eckstein.
Dziś flota Adampolu składa się z 386 autotransporterów, a firma współpracuje z wieloma koncernami samochodowymi. Wraz ze wzrastającą liczbą zleceń przedsiębiorstwo wzbogacało ofertę, rozszerzając działalność także o spedycję. W tym celu wybudowało wielki terminal wraz z bocznicami kolejowymi, na którym jednocześnie może stać kilkanaście tysięcy aut.
Swoją przyszłość Adampol widzi w ekspansji zagranicznej. Już dzisiaj firma posiada plac składowy na Węgrzech, z którego obsługiwana jest m.in. Rumunia. Przedsiębiorstwo zdobywa kolejne przyczółki w krajach Europy Zachodniej, m.in. w Belgii, Niemczech, Wielkiej Brytanii i we Włoszech.
Zdaniem Byglewskiego najważniejsze jest to, jak wiele zmieniło się przez ostatnie 25 lat - m.in. nastawienie urzędników do przedsiębiorców. Wspomina, że tuż po dokonaniu transformacji ustrojowej i jeszcze wiele lat potem bywało z tym różnie, a biznesmani traktowani byli jak potencjalni złodzieje.
@RY1@i02/2014/116/i02.2014.116.00000130b.802.jpg@RY2@
materiały prasowe
Flota Adama Byglewskiego składa się z 386 autotransporterów
Jakub Kapiszewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu