Jak Chińczyk zadeptał But-Sa
400 pracowników fabryki butów w Konstantynowie Łódzkim dostało w środę wypowiedzenia
W czwartek stanęła produkcja w hali fabrycznej przy ul. Bocznej, w Srebrnej pod Konstantynowem. Kilkuset pracowników przestało szyć i projektować buty. But-S jest jednym z największych, obok Lesty, krajowym producentem obuwia. Firma w okresie największego rozkwitu sprzedawała 1 mln 200 tys. par butów rocznie i zatrudniała 700 osób.
Zbigniew Smyczek, prezes But-S, mówi, że przyczyną krachu jest zalew tandetnego obuwia z Azji. - Choć jakościowo wygrywamy, to cenowo nas "wyprzedzają" - twierdzi.Kredytujący firmę bank PKO w 2002 r. wycofał się, bo nie chciał ponosić ryzyka. Firma popadła w długi, upadłość okazała się jedynym rozwiązaniem.
But-S rozpoczął ekspansję w 2000 r. W ciągu 5 lat powstało 50 salonów w największych miastach Polski. Do 2010 r. zakładano, że rocznie otwieranych będzie 9 sklepów. Poza Polską firma ma salony w USA, Rosji, na Ukrainie i w Czechach.
W Łodzi wciąż pracują trzy sklepy fabryczne, ale już w lutym firmowy salon wyniósł się ze 160-metrowego lokalu przy ul. Piotrkowskiej.
Przejedzone nadwyżki
Pracownicy fabryki przy ul. Bocznej oraz sprzedawcy nie mogą uwierzyć, że to koniec. Liczą na cud. Chwalą prezesa, że zachował się bez zarzutów - uprzedził wcześniej o kłopotach, jakie przeżywa firma. Regularnie wypłacał też pensje.
Pracownicy sądzą, że prezes się przeliczył. - W okresie największego rozkwitu dostawałyśmy bardzo wysokie premie. Sporo pieniędzy przeznaczane było na nagrody, dodatki i paczki z okazji świąt - mówi jedna z pracownic. - Może zbyt rozrzutnie i lekko wydawano finansową "górkę?" - zastanawia się.
Sprzedawczynie w salonach mogły dwa razy w roku wybrać sobie po jednej parze butów - prezent od firmy.
Firmie powodziło się bardzo dobrze, podobnie jak prezesowi. Dom Zbigniewa Smyczka stoi kilkadziesiąt metrów od fabryki, w podkonstantynowskiej Srebrnej. Na blisko 6 hektarach jest okazała rezydencja, dwa stawy i zagajnik. Na jednym ze zbiorników jest wyspa z letnim domkiem. Od wścibskich sąsiadów posiadłość odgradza wysoki płot.
Sprzedaż do czasu wypowiedzenia
30 salonów w kraju na razie pracuje normalnie. Jak długo? Do chwili gdy wynajmujący lokale nie zdecydują się wymówić umów upadającej spółce. Panie sprzedające buty na kiermaszu przy ul. Traktorowej nie dostały wiadomości o terminie zamknięcia. Ich koleżanki z salonów firmowych mają dalej sprzedawać.
- W magazynach mamy sporo butów. Wciąż jest dużo klientów - mówi osoba pracująca w tej firmie od kilku lat.
Sprzedawcy nie dostali wymówień. Na razie objęci zostali nimi jedynie zatrudnieni w fabryce. Zarząd But-S nie ma pieniędzy na zakup nowych partii skór i opłacenie projektantów. Stąd wstrzymanie produkcji. Niewykluczone, że kiedy trzeba będzie zamknąć sklepy, by pozbyć się ostatnich butów, firma ogłosi wyprzedaż. Taka obniżka przyciągnie tłumy.
Pracownicy martwią się, co z nimi będzie. W urzędach pracy, niestety, na szwaczy butów czy konstruktorów skóry czeka niewiele ofert.
W czasie gdy But-S rozwijał się i podbijał rynek, postanowiono zająć się też budownictwem. W południowej części Konstantynowa, przy ul. Legionów 10, zbudowano dwa bloki. Do 1 czerwca należały do firmy Zbigniewa Smyczka, obecnie są własnością jego byłej małżonki. Lokatorzy dostali kilka dni temu stosowne dokumenty. Poinformowano ich, że nieruchomość ma nowego administratora. W stojącym bliżej szkoły bloku można wynająć mieszkania, w drugim kupić. Przejęcie bloków przez byłą żonę prezesa zablokuje możliwość zajęcia ich przez syndyka. Lokatorzy mogą spać spokojnie.
Kim będę?
Zbigniew Smyczek od 30 lat żyje z robienia butów. Jest inżynierem. Od 1976 do 1981 r. pracował w zespole przygotowującym rozbudowę łódzkiego zakładu Skogar. W 1982 r. rozpoczął działalność gospodarczą. W 1997 r. powołał do życia Przedsiębiorstwo Obrotu Towarowego But-S w Konstantynowie Łódzkim.
- Nie potrafię udawać, że jest dobrze, kiedy grunt pali mi się pod nogami. O kłopotach poinformowałem pracowników już miesiąc temu - zapewnia Smyczek. - Nie wiem, czym mógłbym dalej się zajmować. Nie wykluczam, że stworzę mniejszą firmę. Na razie prezes szuka najlepszego wyjścia z tarapatów. - Nadal spotykam się z potencjalnymi kontrahentami. Być może uda mi się jeszcze uruchomić, choć na krótko, produkcję - dodaje.
Prezes Smyczek przyznaje, że przegrał z Azjatami pogodą i ekonomią. - W Chinach wykonanie pary eleganckich butów damskich kosztuje 2 dolary, a sprzedawane są one za 7 dolarów. Pogoda w Polsce jest bardzo kapryśna. Ostatnia wyprodukowana kolekcja przyniosła nam duże straty - mówi. - A kiedy otworzyły się granice, polscy przedsiębiorcy pozostali sami - narzeka Smyczek.
Maciej Kędziak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu