Niemcy uderzają w nasze TIR-y
Niemieckie ministerstwo potwierdza: nowe przepisy o płacy minimalnej dotyczą także kierowców tylko przejeżdżających przez ten kraj
Zapowiada się kolejny trudny rok dla branży transportowej. Po rosyjskim embargu i wielomilionowych roszczeniach ze strony kierowców, będących skutkiem czerwcowej uchwały Sądu Najwyższego, kolejny cios dołożył ustawodawca... niemiecki. Chodzi o ustawę o płacy minimalnej (Mindestlohngesetz) gwarantującą każdemu pracownikowi wykonującemu pracę na terenie Niemiec (nawet jeśli pracodawca ma siedzibę za granicą) minimalne wynagrodzenie w wysokości 8,5 euro za godzinę. O tym, że nowe regulacje mogą również dotyczyć branży transportowej pisaliśmy jako pierwsi już 9 grudnia minionego roku.
Teraz niemieckie Ministerstwo Pracy i Polityki Socjalnej (BMAS) potwierdza, że obowiązująca od początku roku ustawa o płacy minimalnej ma zastosowanie także do pracowników zatrudnionych w transporcie i odnosi się do każdej godziny, w której świadczą oni pracę na terytorium Niemiec.
Rynek nie znosi próżni
Za nieprzestrzeganie przepisów o płacy minimalnej (kara do 500 tys. euro) odpowiadać mogą wszyscy w łańcuszku: od zleceniodawcy po faktycznego wykonawcę przewozu. Dlatego, by uniknąć kar, niemieccy spedytorzy już wymagają od polskich kontrahentów oświadczeń, że spełniają nowe wymagania płacowe. Pod groźbą zerwania kontraktów.
- Ustawa, która weszła w życie 1 stycznia 2015 r., została uchwalona przez Bundestag w sierpniu 2014. Jednak interpretacje co do zakresu jej obowiązywania były różne - mówi Iwona Szwed z biura prawnego Arena 561.
- Niemniej od połowy listopada zalecaliśmy naszym klientom zweryfikowanie kontraktów z niemieckimi kontrahentami na rok 2015 przez pryzmat dodatkowych wymagań w tym zakresie - dodaje.
W ten sposób część przedsiębiorców mogła zawczasu zawrzeć w umowie odpowiednie klauzule, uwzględniające wzrost kosztów dyktowanych płacą minimalną na poziomie 8,5 euro, a w ślad za tym zmianę stawki frachtów.
Zapewnienie odpowiednich stawek to nie wszystko. Do tego dochodzi szereg obowiązków formalnych. Co prawda niemieckie Ministerstwo Finansów wydało rozporządzenie, które łagodzi wymagania w stosunku do firm zatrudniających pracowników mobilnych, to i tak biurokracji jest sporo. Polskie firmy muszą zgłaszać organom celnym (Bundesfinanzdirektion West w Kolonii) harmonogram operacyjny (nie dłuższy niż na sześć miesięcy), listę pracowników, oświadczenie o spełnianiu wymagań płacowych, a także wskazać adres, pod którym przechowywane są potwierdzające to dokumenty (umowy o pracę, dokumentacja czasu pracy, rozliczenie wynagrodzeń, potwierdzenia ich wypłaty). Na żądanie organów celnych trzeba też dostarczyć taką dokumentację w języku niemieckim. Za niespełnienie wymagań formalnych grozikara do 30 tys. euro.
- Nałożenie bardzo trudnych do wykonania obowiązków powoduje, że realizacja tych planów transportowych będzie skrajnie utrudniona, a nawet niemożliwa. A rynek nie znosi próżni. Miejsce polskich przewoźników szybko zajmą niemieccy - prognozuje Maciej Wroński, prezes Transport i Logistyka Polska.
- Choć odpowiedzialne za stworzenie nowych przepisów było niemieckie ministerstwo pracy, to ich egzekwowanie przypada organom podległym ministerstwu finansów. Cała nadzieja w tym, że stanowisko resortu finansów będzie odmienne i sprawa zostanie, mówiąc kolokwialnie, odkręcona - stwierdza.
28 różnych taryf
Janusz Łacny z International Road Transport Union (IRU) nie ma wątpliwości, że nowe przepisy są próbą ochrony niemieckiego rynku.
- Dziś jesteśmy numerem jeden w Unii, jeśli chodzi o realizację przewozów drogowych. Oczywiście osiągnęliśmy pozycję lidera czyimś kosztem, głównie Niemców, którzy teraz usiłują różnymi metodami chronić własny rynek. Jednak te przepisy są absolutnie niezgodne z przepisami unijnymi i naruszają fundamentalną zasadę, na której została utworzona wspólnota - swobodę przepływu kapitału, towarów, usług i osób - mówi prezydent IRU.
- Polscy przedsiębiorcy działają według polskiego prawa i naszych przepisów o płacy minimalnej. Czy pracownicy niemieckich firm działających w Polsce także będą dostawać 8,5 euro za godzinę? - pyta Łacny.
IRU zwróciła się już do Violety Bulc, unijnej komisarz ds. transportu i turystyki, z prośbą o interpretację niemieckich przepisów o płacy minimalnej pod względem zgodności z przepisami unijnymi. Z takim samym zapytaniem, ale do Komisji Europejskiej, wystąpiła Elżbieta Łukacijewska, europosłanka z PO.
- Zrównanie płac oznaczałoby, że polskie firmy nie będą już konkurencyjne. Moim zdaniem istnieje poważne ryzyko naruszenia nie tylko zasady swobody przepływu towarów, ale i wolnej konkurencji w ogóle - mówi nam Łukacijewska.
Zdaniem przedstawicieli branży transportowej sprawa wymaga zdecydowanej interwencji polskiego rządu.
- Organy państwowe już dawno powinny były zaalarmować Komisję Europejską oraz jasno i stanowczo powiedzieć stronie niemieckiej, że nie ma prawa narzucać swoich przepisów innym nacjom. Za chwilę usłyszymy, że inne stawki każą nam stosować Holendrzy, Francuzi a inne Austriacy. I co? Przewoźnicy będą stosować 28 różnych taryf wynagrodzeń na całą Unię? - pyta Janusz Łacny.
19 grudnia MSZ wystosował notę do ambasady RFN w Warszawie z prośbą o informację czy przepisy o płacy minimalnej dotyczą także transportu.
@RY1@i02/2015/003/i02.2015.003.18300040a.802.jpg@RY2@
Kogo obowiązuje płaca minimalna
Piotr Szymaniak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu