Ceny polis rosną, winny poszukiwany
Stawki opłat za polisy obowiązkowego ubezpieczenia OC kierowców, które przez lata niewiele się zmieniały, zaczęły rosnąć
Wielu ekspertów uważa, że wszystko zaczęło się od jednego sygnału, który dał były już dziś szef Komisji Nadzoru Finansowego.
"W związku z obserwowanym dotychczas, jak również oczekiwanym w bieżącym roku wpływem zmian otoczenia rynkowego i prawnego na działalność zakładów ubezpieczeń w zakresie ubezpieczeń z grupy 3 i 10 załącznika do ustawy o działalności ubezpieczeniowej, zwracam uwagę na konieczność prawidłowego ustalania składki ubezpieczeniowej tzn. w sposób, który zapewnia jej adekwatność w stosunku do zobowiązań z umów ubezpieczenia oraz kosztów wykonywanej działalności ubezpieczeniowej, a tym samym zgodnie z wymogami art. 18 ust. 2 ustawy" - tymi słowami rozpoczyna się list z 28 września 2015 r. wysłany do zakładów ubezpieczeń przed ówczesnego szefa Komisji Nadzoru Finansowego Andrzeja Jakubiaka.
I od tego momentu - jak podkreśla wielu ekspertów - możemy zaobserwować na rynku gwałtowne podwyżki. Jakubiak wprost zasugerował przedsiębiorcom, że najwyższy czas podnieść składki za komunikacyjne ubezpieczenie OC. Oni zaś ochoczo na to przystali, dostając w swe ręce niejako glejt na takie działanie.
Dziś Andrzeja Jakubiaka na stanowisku szefa KNF już nie ma (jego pięcioletnia kadencja upłynęła 12 października 2016 r.). Problem mają teraz kierowcy, którzy w ostatnich miesiącach odczuli wzrost cen polis na własnych kieszeniach. W tym przedsiębiorcy, których składki stanowiły - jak wynika z raportu Polskiej Izby Ubezpieczeń "Rynek komunikacyjny w Polsce w 2015 r." - ok. 28,5 proc. wszystkich składek przypisanych brutto z tytułu OC zbieranych z rynku przez ubezpieczycieli.
PRZYKŁAD
Uderzenie w przedsiębiorców
Przedsiębiorca zatrudniający 10 przedstawicieli handlowych udostępnia im służbowe pojazdy marki Skoda Octavia z 2010 r. o pojemności silnika 1,8 l. Miesięczna kwota polisy OC, jaką musiał w 2013 r. przeznaczać na ubezpieczenie tych pojazdów, wynosiła od 11 tys. zł (w Poznaniu) do ponad 13 tys. zł (we Wrocławiu). To równowartość pensji średnio dla 4 pracowników. W związku z ostatnimi podwyżkami, problem przedsiębiorcy pogłębia się. Na polisę musi teraz wydać nawet 40-50 proc. więcej - a zatem w przedziale od 15,4 do blisko 20 tys. zł. Ta łączna, wysoka kwota umożliwiłaby mu zatrudnienie dodatkowych 7 pracowników. Albo też wynajem 7 dużych biur o metrażu 65 m2 w dobrej dzielnicy w Warszawie. Ewentualnie wykonanie 60 tys. elegancko zaprojektowanych wizytówek z wizerunkiem firmy.ⒸⓅ
Opiekun rynku
Dlaczego szef KNF zadziałał na pierwszy rzut oka przeciwko ubezpieczonym?
Odpowiedź jest skomplikowana, ale w pewnym uproszczeniu można wskazać, że przez wiele lat na polskim rynku polisy OC nie odpowiadały podstawowej cesze instytucji ubezpieczenia. Wysokość składki ubezpieczeniowej, która jest należna zakładowi ubezpieczeń z tytułu zawartej umowy ubezpieczenia na podstawie art. 805 par. 1 kodeksu cywilnego, powinna być ustalona po przeprowadzeniu oceny ryzyka ubezpieczeniowego. To oznacza, że kalkulacja przy wyliczaniu składki musi uwzględniać przewidywania co do przyszłych obciążeń finansowych przyjętych przez zakład ubezpieczeń. Jedną z podstawowych metod oceny ryzyka jest analiza historyczna, bazująca na sprawdzeniu, jak funkcjonował przyjęty model w przeszłości.
Komunikacyjne ubezpieczenie OC od wielu lat w Polsce było zaś oferowane nie dla zysku, lecz dla reklamy. Zakłady ubezpieczeń - konkurujące ze sobą - traciły na polisach OC rok w rok (biorą pod uwagę wszystkie koszty, jakie ponoszą). Dla przykładu - łączna strata za 2015 r. wyniosła aż miliard złotych. W 2016 r., mimo istotnych podwyżek, również nie będzie mogło być mowy o zbilansowaniu wartości. To zaś zdaniem KNF może grozić nawet utratą płynności niektórych zakładów. A na to zgody nadzoru nie ma.
!Tempo zmian wprowadzanych w ostatnich miesiącach w cennikach firm ubezpieczeniowych zaskoczyło wszystkich, z KNF włącznie.
Kierowcy poszkodowani
Niskie składki za polisy OC, jak dość jednomyślnie wskazują eksperci, nie są jednak wcale tak korzystne dla ubezpieczonych, jak mogłoby się wydawać. Przedsiębiorcy ubezpieczeniowi bowiem odbijają sobie straty poprzez wydłużanie terminów wypłat i ich obniżanie, a niektórzy wręcz poprzez odmawianie wypłat w sytuacjach, w których wydają się one zasadne. Rekompensują sobie tym samym poniesione wydatki.
Tajemnicą poliszynela jest, że tempo wprowadzanych zmian w cennikach zaskoczyło wszystkich, z KNF włącznie. Postanowiliśmy w związku z tym zapytać urząd, czy nie planuje wystosować kolejnego pisma dla przedsiębiorców ze wskazaniem, że dalszy wzrost cen byłby nieuzasadniony, ewentualnie że ta operacja musi zostać przeprowadzona w dłuższym czasie, a nie skokowo.
Obrona komisji
Maciej Krzysztoszek z departamentu komunikacji społecznej w Urzędzie Komisji Nadzoru Finansowego wskazuje jednak, że działania komisji miały i mają na celu zapewnienie stabilności funkcjonowania zakładów ubezpieczeń, bo tylko wtedy są one w stanie prawidłowo likwidować szkody i wypłacać świadczenia. Wysokość składek jest zaś jedynie tego pochodną.
- KNF w ogóle nie ingeruje w stawki cenowe, narzucając odgórne czy oddolne limity. Byłoby to niezgodne z przepisami prawa unijnego. Wysokość składki to zatem suwerenna decyzja ubezpieczyciela, a organ nadzoru jedynie weryfikuje, czy jest ona skalkulowana adekwatnie do ryzyka - wskazuje Maciej Krzysztoszek.
@RY1@i02/2016/233/i02.2016.233.18300290b.803.jpg@RY2@
OC w górę. A wypłaty odszkodowań?
Czy to zmowa? O dowody trudno
Niespotykanie wysoki i nagły wzrost cen rodzi podejrzenia, że na rynku doszło do zmowy. UOKiK ma zbadać sprawę, jednak nawet jeśli do niedozwolonego porozumienia doszło, trudno będzie to dowieść
Wzrost cen polis stał się w ostatnich dniach tematem politycznym. Zainterweniowała nawet premier Beata Szydło, która poprosiła o stanowisko Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. To sugeruje, że rozważony powinien zostać wariant zmowy cenowej pomiędzy przedsiębiorcami.
Niełatwe zadanie
Ze wstępnych analiz urzędu wynika jednak, że "podwyżki są przynajmniej częściowo uzasadnione", a o zmowie cenowej na pierwszy rzut oka nie należy mówić, ale zostanie to dokładnie zweryfikowane.
Rzecz w tym, że w niniejszym przypadku udowodnienie nielegalnego porozumienia pomiędzy zakładami ubezpieczeń byłoby szalenie trudnym wyzwaniem. Niedawno na łamach TGP analizowaliśmy przepisy dotyczące zmów na przykładzie porozumienia producentów ciężarówek ("Rekordowa kara dla producentów ciężarówek. Dla nabywców - pora na dochodzenie roszczeń", TGP nr 146/2016). Tyle że teraz mamy do czynienia z zupełnie innym przypadkiem, znacznie bardziej skomplikowanym.
Przecież KNF tak chciał
Gdy bowiem szukamy odpowiedzi na pytanie, co leżało u podstaw drastycznego podniesienia cen, to odpowiedź dla wielu wydaje się oczywista: stanowisko organu nadzoru miało istotne znaczenie. KNF najpierw wydała wytyczne dotyczące tego, jak powinny być likwidowane szkody, a gdy to nie przełożyło się w wystarczający sposób na praktykę - wystosowane zostało cytowane przez nas pismo Andrzeja Jakubiaka. Zadziałało. Nie do obrony byłoby więc twierdzenie, że wzrost cen polis OC jest wynikiem zmowy. To, co można by sprawdzić, to jedynie czy zakłady ubezpieczeń już po podjęciu decyzji o podwyżkach porozumiały się co do ich wysokości. Przykładowo więc, czy ustaliły, że wszyscy gracze rynkowi podniosą ceny o co najmniej 25 proc., ale nie więcej niż o 40 proc.
Abstrahując od realności takiego scenariusza, mało prawdopodobne wydaje się jego udowodnienie, nawet gdyby zaistniał.
WAŻNE
W poprzednich latach ceny polis zmieniały się nieznacznie, w niektórych latach nawet się obniżały. Przez wiele lat mówiło się o wojnie cenowej między ubezpieczycielami.
OPINIA EKSPERTA
@RY1@i02/2016/233/i02.2016.233.18300290b.801.jpg@RY2@
Katarzyna Górna adwokat w kancelarii Affre i Wspólnicy
Nie można wykluczyć, że w sprawie podwyżki składek na OC doszło do zmowy cenowej ubezpieczycieli. Jednak udowodnienie zawarcia takiego porozumienia nie jest sprawą prostą, a ciężar wykazania, że doszło do zawarcia kartelu, spoczywa na prezesie UOKiK.
Istotną okolicznością w tej sprawie są bez wątpienia działania podjęte przez Komisję Nadzoru Finansowego. Większość ubezpieczycieli podwyżki wprowadziła po upomnieniu ich przez KNF pismem z września 2015 r. KNF oczekiwała niezwłocznego podjęcia działań polegających na weryfikacji zasad szacowania składek. Trudno więc uznać, że w tym przypadku dokonanie podwyżek w podobnym czasie jest dowodem na zmowę. Zakłady ubezpieczeń mają obowiązek stosować się do wytycznych i zaleceń KNF, a Komisja może podjąć wobec ubezpieczycieli wiele działań dyscyplinujących, np. nakładać kary pieniężne.
Należy brać pod uwagę, że wprowadzenie podwyżek w podobnym czasie, a nawet określenie ich podobnej wysokości, może być wynikiem pewnych czynników ekonomicznych, które UOKiK również ma obowiązek uwzględnić, badając, czy doszło do zawarcia antykonkurencyjnego porozumienia. Jeżeli ubezpieczyciele posiadają racjonalne i rzeczowe uzasadnienie dla obecnej wysokości stawek (np. analizy ekonomiczne), to Urzędowi może być bardzo trudno udowodnić naruszenie.
Trzeba też pamiętać, że w praktyce obrotu gospodarczego ujednolicenie cen nie zawsze wynika z niedozwolonego porozumienia. W prawie konkurencji znane jest zjawisko naśladownictwa cenowego, które polega na jednostronnym dostosowywaniu się przez przedsiębiorcę do zmiennych warunków rynkowych, w tym do zachowań konkurentów i co do zasady jest dozwolone. Gdy lider rynkowy (lub kilku graczy) podwyższa ceny, a konkurenci reagują na jego zachowanie poprzez dostosowanie swoich cen do poziomu konkurencji, to takie działanie nie może być kwalifikowane jako zakazane, ponieważ przedsiębiorcy niczego między sobą nie ustalają.
Jak obniżyć ceny - poszukiwanie rozwiązań
Nad tym, jak bronić kierowców, zastanawiają się i posłowie, i rząd. Rozważany jest m.in. pomysł wprowadzenia stawek maksymalnych. A przedstawiciele firm ubezpieczeniowych chcieliby, aby przy okazji wziąć w cugle rozchwiany system odszkodowań
Ze żmudności procesu polegającego na wykazywaniu ewentualnej zmowy cenowej doskonale zdają sobie sprawę politycy. Dlatego szukają innych rozwiązań.
Władztwo korporacyjne
Z naszych informacji wynika, że jednym z najpoważniej branych pod uwagę jest "zachęcenie" kontrolowanego przez Skarb Państwa zakładu - PZU - do obniżenia stawek. Gdyby bowiem rynkowy potentat uczynił taki ruch, inni ubezpieczyciele nie mieliby wyjścia i aby nie stracić klientów - musieliby zejść z cenami na niższy poziom.
- Jeśli państwo ma kontrolę nad danym podmiotem, to nie po to, aby usadowić tam osoby, które szukają pracy, lecz po to, by móc kreować jego politykę. Ta zaś może i nawet powinna być zbieżna z polityką państwa, gdyż silne państwo to także silny rynek kapitałowy - słyszymy od jednego z czołowych polityków PiS.
W interesie społecznym
Polityka wykorzystywania spółki kontrolowanej przez Skarb Państwa do realizacji zadań społecznych nie byłaby zresztą niczym nowym. W ostatnich dniach wiele mówi się o sytuacji spółek energetycznych. PGNiG w ostatnim czasie w swym statucie zapisał, że usprawiedliwione jest podejmowanie działań podyktowanych dbałością o bezpieczeństwo energetyczne państwa. Analogiczne zmiany najprawdopodobniej nastąpią w połowie grudnia także w statucie PGE (pisaliśmy o tym w DGP nr 232). Można więc wyobrazić sobie sytuację, że podobne rozwiązanie zostanie zastosowane w PZU.
Argumenty przeciwników
Eksperci jednak nie pozostawiają na tym pomyśle suchej nitki.
- Według mnie to pomysł nie tylko absurdalny, lecz także żenujący. Na obniżeniu cen poniżej obecnych standardów rynkowych ucierpieliby przecież akcjonariusze mniejszościowi. A pośrednio ucierpieliby wszyscy obywatele, którzy traciliby na fakcie, że Skarb Państwa uzyskuje mniejsze przychody z PZU - wskazuje Maciej Grelowski, ekspert gospodarczy BCC. Jego zdaniem fakt, iż Skarb Państwa jest współakcjonariuszem w spółce, nie może oznaczać, iż podlega ona zarządzaniu przez pryzmat potrzeb państwa, a nie spółki.
W podobnym tonie wypowiada się dr Mariusz Bidziński, wspólnik w kancelarii Chmaj i Wspólnicy oraz wykładowca na Uniwersytecie SWPS.
- Odgórna decyzja, by PZU była narzędziem Skarbu Państwa do regulacji rynku, byłaby niedopuszczalna z punktu widzenia reszty akcjonariatu. Ponadto rynek ubezpieczeniowy jest rynkiem wolnym i nie należy w niego ingerować w sposób będący jawnym pokrzywdzeniem przedsiębiorców - argumentuje radca prawny.
Taryfikator wypłat
W ocenie samych zakładów ubezpieczeń podwyżki zapewne udałoby się ograniczyć, gdyby w końcu w Polsce przyjęto rozsądne zasady wypłaty świadczeń. Jak bowiem wskazuje Polska Izba Ubezpieczeń w piśmie z 28 listopada do premier Beaty Szydło, "zasadniczą przyczyną obecnych wzrostów cen OC komunikacyjnego jest znaczący i trwający od kilku lat wzrost wartości wypłacanych odszkodowań i świadczeń na rzecz osób poszkodowanych w wypadkach i ich rodzin". Przedsiębiorcy z tej branży podkreślają, że nie mają nic przeciwko wypłatom odpowiadającym realnej wartości poniesionych szkód. Ale to, co w nich uderza, to nieprzewidywalność. Jeden sąd za połamane ręce przyzna 100 tys. zł, podczas gdy inny, za poważne złamanie kręgosłupa - 10 tys. zł. W takich warunkach zaś trudno ocenić zakładowi ubezpieczeń podejmowane ryzyko ubezpieczeniowe.
Dlatego też w piśmie do premier Beaty Szydło przedstawiciele ubezpieczycieli wskazują jasno: regulacja wysokości zadośćuczynień jest dziś rzeczą niezbędną. Brak tej regulacji natomiast oznacza brak przewidywalności cen ubezpieczenia i najprawdopodobniej dalsze wzrosty opłat.
Polska Izba Ubezpieczeń przywołuje w swym piśmie przykłady z innych państw europejskich. I rzeczywiście - we Włoszech, Hiszpanii czy Szwecji powstały rozwiązania oparte na tabelach szkód. Pozwala to zaplanować ubezpieczycielowi przyszłe wydatki, a sądom daje klarowny punkt odniesienia.
Komisja już pracuje
Warto zaznaczyć, że pewne prace nad ujednoliceniem praktyk w zakresie wypłaty zadośćuczynień już się toczą. W styczniu 2016 r. opisywaliśmy inicjatywę KNF zmierzającą do wyrównywania wypłacanych kwot tytułem rekompensat. Tyle że było to działanie skierowane explicite do zakładów ubezpieczeń, a niemające realnego wpływu na orzecznictwo sądowe. By osiągnąć to ostatnie, należałoby w rozporządzeniu do ustawy o działalności ubezpieczeniowej wprowadzić załącznik w postaci tabeli szkód. I tam np. ująć, że za złamaną kończynę przysługuje X zł, zaś za śmierć rodzina otrzyma kwotę Y zł. Wówczas orzeczenia sądów odbiegające od tak ustalonych kwot należałyby do rzadkości. Czy możemy się tego spodziewać w najbliższym czasie? Trudno powiedzieć. Od kilku lat osoby zasiadające w KNF przekonują, że będzie trzeba w przyszłości podjąć prace nad tabelarycznym ustaleniem wypłat. Ale kiedy nastąpi przyszłość - póki co nie wiadomo.
Stawki maksymalne
Innym rozważanym przez PiS pomysłem na rozwiązanie problemu wysokich stawek za polisy OC jest wprowadzenie cen maksymalnych, jakie mogłyby pobierać zakłady za ubezpieczenie konkretnych pojazdów. Czyli musiałby powstać katalog, który określałby stawki dla przykładowo samochodu marki Mercedes z 2001 r. o pojemności silnika równiej 4,2 litra. Albo Volkswagena Passata z 1998 r. o pojemności 1,6 litra. A to - jak przekonują eksperci - już na samym początku rodziłoby mnóstwo problemów i niejasności.
- Opracowanie takiego katalogu stawek to zadanie niezwykle karkołomne - uważa dr Mariusz Bidziński, radca prawny, wspólnik w Kancelarii Radcowskiej Chmaj i Wspólnicy. I przekonuje, że przecież rodzajów pojazdów o określonej specyfikacji jest bardzo dużo, ponadto istnieją wyjątki w postaci samochodów modyfikowanych w celu zwiększenia np. parametrów silnika. Zdaniem dr. Bidzińskiego mniej szczegółowy katalog również nie wchodziłby w grę, gdyż w przypadku samochodów nie jest kluczowe jedynie to, z jakiego jest rocznika i jakiej mocy silnik posiada.
Pytanie o zgodność z konstytucją
Powstaje również wątpliwość, czy jakakolwiek ingerencja w postaci ustanowienia stawek maksymalnych byłaby zgodna z konstytucją. Jej art. 22 mówi bowiem, iż ograniczenie wolności działalności gospodarczej jest dopuszczalne tylko w drodze ustawy i tylko ze względu na ważny interes publiczny.
Posłowie uważają, że skoro obywatele mają obowiązek płacić polisę OC, a w związku z wysokimi cenami narzuconymi przez ubezpieczycieli są zagrożeni brakiem możliwości korzystania z samochodów (a przedsiębiorcy - utrudnieniem prowadzenia własnej działalności), wystarczy, by rząd podjął działania dążące do rozwiązania zaistniałego problemu.
- Taka argumentacja sprawia, że w tym wypadku można mówić o konieczności ingerencji państwa, która byłaby zgodna z konstytucją - przyznaje dr Mariusz Bidziński.
Zaznacza jednak, iż wciąż istnieje zagrożenie, czy taka konstrukcja nie zostałaby podważona przez Trybunał Konstytucyjny. Mogłoby się bowiem okazać, że jego sędziowie uznaliby powyższy argument za niewystarczający do podjęcia przez rząd ustawy mającej ingerować w segment ubezpieczeń komunikacyjnych - obecnie w pełni wolnego rynku.
Jerzy Kozdroń radca prawny, były wiceminister sprawiedliwości, uważa, że wprowadzenie stawek maksymalnych jest rozwiązaniem, ale tylko pozornie dobrym.
- Rozważania o jego konstytucyjności nie są najważniejsze, gdyż ustawodawca stoi między dylematem, w jaki sposób wspomóc obywateli przy jednoczesnym zadbaniu o wypłacalność szkód przez ubezpieczycieli - mówi Kozdroń. Jego zdaniem wprowadzenie stawek maksymalnych można by więc uznać za konstytucyjne, ale tylko w przypadku gruntownie przeprowadzonej i szczegółowej analizy danych, które uzasadniłyby ich wprowadzenie.
!Przedstawiciele ubezpieczycieli wskazują, że konieczna jest regulacja dotycząca wysokości zadośćuczynień. Coraz bardziej obciążają one ubezpieczycieli.
A kiedy już będą widełki
Jaki wpływ na ceny polis OC mogłoby mieć ustalenie cen maksymalnych? Jak zaznaczają eksperci, to zależy oczywiście od wysokości tych stawek. Niemniej każda ingerencja mogłaby przynieść konsekwencje w postaci przesunięcia kosztów w inny sektor ubezpieczeń albo skutkowałaby rzadszym bądź mniej terminowym wypłacaniem odszkodowań. Maciej Grelowski, ekspert gospodarczy Business Centre Club, przypomina, iż wprowadzając stawki maksymalne, trzeba pamiętać, że im bardziej odbiegać będą one od realiów rynkowych (czyli będą zbyt niskie, by były opłacalne dla zakładów ubezpieczeniowych), tym paradoksalnie - większa szkoda dla ubezpieczonych.
- Mogą bowiem mieć później problem z uzyskaniem należnych po wypadku pieniędzy, a i sama wysokość tych wypłat może być dostosowana do sztucznie opracowanych parametrów, nie zaś faktycznych wyników finansowych firmy - mówi Maciej Grelowski. Co ciekawe, Komisja Nadzoru Finansowego uważa, iż nie ma potrzeby regulacji cen. Maciej Krzysztoszek z Departamentu Komunikacji Społecznej Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego mówi nam, iż po wytycznych dotyczących cen polis OC, jakie KNF poczynił wcześniej, zauważono trend poprawy procesu likwidacji szkód, a świadczenia są bardziej terminowo wypłacane przez ubezpieczycieli.
- Rosnące stawki są pokłosiem wojny cenowej, jaka w przeszłości miała miejsce między zakładami. Obecnie ubezpieczyciele na pewno nie będą podwyższać cen w nieskończoność, bo rynek zweryfikuje takie działanie, co doprowadzi w końcu do obniżki - twierdzi Maciej Krzysztoszek z UKNF.
Konieczne dalsze regulacje?
Polska Izba Ubezpieczeń uważa jednak, że wprowadzanie stawek maksymalnych nie jest wcale złym pomysłem. Pod warunkiem że będzie pamiętać się przy tym o uregulowaniu kwestii odszkodowań oraz zadośćuczynień.
Chodzi o to, że orzeczenia Sądu Najwyższego sprawiły, iż ubezpieczeni zyskali nowe, szerokie możliwości dochodzenia swoich roszczeń. A nieprzewidywalne, wysokie koszty to dla ubezpieczycieli coś, czego nie da się oszacować wcześniej - i tym samym ustalić takich stawek, które sprawią, że działalność zakładu będzie rentowna.
Zakłady ubezpieczeń wskazują, że jeżeli sytuacja na rynku nie zmieni się, wkrótce część zakładów może postanowić przestać sprzedawać polisy OC. Apelują więc, by rząd rozważył uregulowanie obszaru zadośćuczynień i odszkodowań.
W jaki sposób? Za przykład podają chociażby niemiecką praktykę publikowania wyroków sądowych i tworzenia na ich podstawie swego rodzaju zbioru dobrych praktyk dla innych sądów.
Polska Izba Ubezpieczeń mówi też, że to nie oznacza, że zakłady wnoszą o systemowe obniżenie odszkodowań - raczej o uczynienie ich bardziej przewidywalnymi i transparentnymi, co pozwoli ubezpieczycielom lepiej oszacować swój budżet i przygotować adekwatne do ponoszonego przez siebie ryzyka stawki.
Przykład dała nam Europa
Jak twierdzą ubezpieczyciele, niemal cała Europa w minionych latach przeszła drogę od pełnej dowolności wyroków sądowych do usystematyzowania tych odszkodowań. I za każdym razem kluczowym powodem do regulacji był gwałtowny wzrost cen za ubezpieczenia OC.
Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń, mówi też, iż kolejnym usprawnieniem, jakie dawałoby ubezpieczycielom większą możliwość kalkulacji ryzyka i lepsze dostosowywanie do konkretnych kierowców, byłoby umożliwienie zakładom ubezpieczeniowym odpowiedniego dostępu do Centralnej Ewidencji Kierowców. Ubezpieczyciel miałby wtedy możliwość sprawdzenia, ile wypadków i mandatów miał dany kierowca na koncie. To byłby w opinii Prądzyńskiego wymierny wskaźnik tego, w jaki sposób jeździ dana osoba.
Marcin Jaworski, ekspert w biurze rzecznika finansowego, ma podobne zdanie. Zwraca on uwagę na to, by podwyżki stawek służyły w większym stopniu prewencji, czyli zmniejszaniu liczby wypadków na drogach.
Zależnie od klienta
- Osoby powodujące wypadki powinny ponosić istotnie wyższe koszty ubezpieczenia - uważa Marcin Jaworski. Jeśli więc statystycznie 20-letni kierowcy powodują więcej szkód niż np. 40-latkowie, to powinni też więcej płacić za OC komunikacyjne. Jaworski zaznacza, że oczywiście w grupie 20-latków również znajdują się osoby o zupełnie różnym profilu ryzyka. Dlatego też w najbliższych latach na rynku może pojawić się zjawisko, z jakim mieliśmy do czynienia w krajach zachodnich. Przykładowo dziś początkujący brytyjscy kierowcy, chcąc płacić niższe stawki, jeżdżą raczej samochodami o małej pojemności, coraz częściej wyposażonym w urządzenie do monitorowania stylu jazdy, które ma wpływ na ocenę jego umiejętności i ryzyka - a w konsekwencji przekłada się bezpośrednio na wysokość składek OC. Przedsiębiorcy posiadający flotę samochodów w takim przypadku również mogliby wybrać pojazdy o mniejszej mocy, by świadomie zaoszczędzić na ubezpieczeniu OC.
To rozwiązanie jest jak najbardziej możliwe. Z najnowszych badań Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego wynika, że blisko 40 proc. kierowców w Polsce jest skłonnych zamontować w swoim aucie urządzenie monitorujące w zamian za obniżenie ceny OC. W krajach zachodnich 95 proc. kierowców, którzy zamontowali taki system monitorujący, płaci za OC średnio o jedną trzecią taniej - podaje UFG.
WAŻNE
Posłowie są zdania, że skoro obywatele mają ustawowy obowiązek płacić polisę OC, to rząd ma prawo podjąć działania regulujące wysokość stawek
OPINIA EKSPERTA
@RY1@i02/2016/233/i02.2016.233.18300290b.802.jpg@RY2@
dr Szymon Syp Crido Legal J. Ziółek i Wspólnicy, autor Antitrust.pl oraz Korporacyjnie.pl
Koncepcja "politycznego narzucenia" zarządowi PZU obowiązku obniżenia stawek OC wydaje się błędna. Brak bowiem instrumentów prawnych pozwalających, nawet dominującemu akcjonariuszowi, na takie działania. Co więcej, podwyższając składki OC, PZU twierdziło, że robi to wskutek zmieniających się realiów gospodarczych, a tym samym nie zostawiło sobie pola na odstąpienie o 180 stopni od swoich działań. Takie bowiem zachowanie mogłoby dostarczyć UOKiK argumentów w zakresie stosowania przez PZU (przy przypisaniu spółce pozycji dominującej) tzw. drapieżnictwa cenowego. ⒸⓅ
Jak sobie radzić? Trudna optymalizacja
Kierowcy, w tym przedsiębiorcy, poszukują rozwiązań, jak uniknąć wzrostu wydatków z tytułu ubezpieczeń komunikacyjnych. Ale uwaga: całkowita rezygnacja z polisy jest bardziej ryzykowna, niż się na pierwszy rzut oka wydaje
Kierowcy poszukują obecnie rozwiązań na obniżenie kosztów. Niestety, nie wszystkie sposoby są legalne.
Jak obniżyć składkę OC
Ceny polis najbardziej wzrosły w Warszawie, Poznaniu i Łodzi. Z tego powodu niektórzy przedsiębiorcy zastanawiają się nad przeniesieniem działalności firmy do miasta, w którym ceny ubezpieczeń komunikacyjnych OC są najniższe. Albo jeszcze lepiej - za granicę. Co do zasady polisy OC w Polsce są wciąż jednymi z najtańszych w Europie. Są jednak kraje, takie jak Czechy, Słowacja czy Węgry, gdzie różnica w cenie jest wciąż bardzo atrakcyjna.
- Rzeczywiście ceny polis OC w Polsce stają się coraz wyższe, jednak nie zaobserwowaliśmy przypadków firm, które z tego powodu chciałyby przenieść swoją siedzibę za granicę - mówi Paulina Szmolke, radca prawny w kancelarii V4 Legal P. Szmolke Sp.k. Przyznaje jednak, iż taki ruch mógłby być korzystny dla przedsiębiorców z branży transportowej bądź budowlanej, oczywiście w zależności od tego, jak dużo mają oni pojazdów.
Na forach internetowych pojawiają się również inne pomysły na obniżenie składek. Przykładowo niektórzy próbują zatajać fakt, że samochód będzie używany do celów służbowych, a nie jedynie prywatnych. Albo podają taką specyfikację samochodu w formularzu wykupu polisy, która skutkuje tańszą składką. Próbują podawać nieprawdziwe informacje o wysokości zniżek lub liczbie lat bezszkodowej jazdy.
Marcin Tarczyński, rzecznik prasowy Polskiej Izby Ubezpieczeń, informuje, że takie kłamstwa mają jednak krótkie nogi.
- Ubezpieczyciele nie mają problemu z weryfikacją takich faktów - mówi. Dane potrzebne do ich sprawdzenia uzyskuje się chociażby od UFG, ale ponoć zakłady mają jeszcze inne, mniej oczywiste sposoby, których nie ujawniają w trosce o ich dalszą skuteczność.
Wynika to z faktu, że każde towarzystwo wysyła do UFG (Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego) informacje o zawartych polisach i szkodach kierowców. Dzięki temu zwrotnie - towarzystwa otrzymują informacje o liczbie szkód popełnionych w przeszłości przez nowych nabywców polis.
Tarczyński przypomina, że kierowca podając błędną specyfikację przy wykupie polisy, naraża się na konieczność opłacenia zaległej składki.
!Polska Izba Ubezpieczeń uważa, że wprowadzanie stawek maksymalnych nie jest wcale złym pomysłem. O ile uregulujemy dodatkowo zasady wypłacania odszkodowań i zadośćuczynień.
A gdyby nie wykupić...
Wzrost stawek za polisy OC niesie za sobą jeszcze jeden skutek. Otóż coraz więcej osób zastanawia się nad tym, by obowiązkowego ubezpieczenia nie wykupić. Fraza "kara za brak OC" w wyszukiwarce Google była w ostatnich dniach wpisywana ponad dwa razy częściej niż jeszcze pół roku temu.
I mimo że Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny jest coraz skuteczniejszy w tropieniu tych kierowców, którzy ubezpieczenia nie wykupili, nadal wielu podejmuje ryzyko. A czym wyższe będą opłaty za polisy, tym więcej może chcieć je podjąć.
Sankcje za brak
A to między innymi dlatego, że kary za brak polisy nie są związane z wysokością stawek komunikacyjnego ubezpieczenia OC. Powiązane są one z płacą minimalną. (Schemat)
W praktyce więc maksymalna kara za brak polisy w przypadku samochodu osobowego wynosi obecnie 3700 zł, zaś w 2017 roku będzie wynosiła 4000 zł.
Czy to dużo, czy mało? Wydaje się, że w obliczu drastycznych podwyżek cen samych polis funkcja odstraszająca słabnie.
Nie tylko kara
Marcin Jaworski, ekspert w biurze rzecznika finansowego, przypomina, że niewykupienie polisy OC może się jednak okazać decyzją, którą odczuwać się będzie do końca życia.
- Jeśli ktoś nie ma polisy OC i spowoduje szkodę, to co prawda odszkodowanie i zadośćuczynienie poszkodowanemu wypłaci wspomniany UFG, ale w kolejnym kroku - fundusz zwróci się do sprawcy z regresem, czyli żądaniem zwrotu wypłaconych kwot - przypomina Jaworski. A to oznacza w praktyce płacenie np. za rehabilitację poszkodowanego. Aleksandra Biały, rzecznik prasowy UFG, przestrzega, że nie warto jeździć bez wykupionej polisy OC. Argumentuje to faktem, iż regresy dochodzone przez UFG od nieubezpieczonych sprawców wypadków kierujących nieubezpieczonym pojazdem i właściciela nieubezpieczonego pojazdu sięgają nawet 1,8 miliona złotych.
Marcin Jaworski uważa jednak, że nawet te argumenty nie działają na wyobraźnię niektórych kierowców, którzy zakładają, iż nigdy nie będą mieli wypadku - za to dostrzegają uciekającą w zastraszającym tempie gotówkę z portfela. Dlatego on i inni eksperci sugerują wprowadzenie bardziej poważnych zmian systemowych, by na ulicach nie było już kierowców bez ważnej polisy.
WAŻNE
W praktyce maksymalna kara za brak polisy OC wynosi obecnie 3700 zł, zaś w 2017 r. będzie wynosiła 4000 zł. Wydaje się, że w obliczu drastycznych podwyżek cen samych polis funkcja odstraszająca słabnie.
Pomysły na przyszłość
- Pojazdy nieubezpieczone powinny być eliminowane z ruchu drogowego. A więc osobom, które nie wykupiły obowiązkowego ubezpieczenia OC, powinno się zabierać dowody rejestracyjne - wskazuje Maciej Grelowski.
1,8 mln zł to rekordowa kwota, jakiej UFG domaga się od właściciela nieubezpieczonego pojazdu
Doktor Mariusz Bidziński zastrzega, że to rozwiązanie byłoby radykalne, ale rzeczywiście eliminowałoby nieubezpieczone pojazdy z dróg, a co za tym idzie, mniejsze byłoby ryzyko, że kierowca bez OC będzie musiał płacić gigantyczne kwoty za naprawę auta albo rehabilitację osoby poszkodowanej w wypadku.
- Jeśli chcielibyśmy uszczelnić system jeszcze bardziej, można rozważyć, by przepisy nakazywały rejestrację faktu ubezpieczenia w wydziale komunikacji i zakazywać korzystania z uprawnień przysługujących kierowcy do czasu takiej rejestracji - twierdzi dr Bidziński. Wówczas kierowca bez OC odpowiadałby za brak uprawnień do prowadzenia pojazdu.
Wysokość opłaty karnej za brak OC komunikacyjnego uzależniona jest od:
rodzaju pojazdu, którego posiadacz nie spełnił obowiązku ubezpieczenia:
● samochody osobowe - równowartość 2-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę,
● samochody ciężarowe, ciągniki samochodowe i autobusy - równowartość 3-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę,
● pozostałe pojazdy - równowartość 1/3 minimalnego wynagrodzenia za pracę.
okresu pozostawania bez ochrony ubezpieczeniowej w danym roku kalendarzowym:
● do 3 dni - 20 proc. pełnej opłaty karnej,
● 4 do 14 dni - 50 proc. pełnej opłaty karnej,
● powyżej 14 dni - 100 proc. opłaty karnej.
minimalnego wynagrodzenia za pracę w roku kontroli, ustalonego na podstawie ustawy z dnia 10 października 2002 roku o minimalnym wynagrodzeniu za pracę. ⒸⓅ PiSZ
@RY1@i02/2016/233/i02.2016.233.18300290b.101(c).gif@RY2@
Wysokość opłaty karnej za brak OC komunikacyjnego uzależniona jest od:
ⒸⓅ
@RY1@i02/2016/233/i02.2016.233.18300290b.804.jpg@RY2@
Patryk Słowik
@RY1@i02/2016/233/i02.2016.233.18300290b.805.jpg@RY2@
Jakub Styczyński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu