Jaki jest sens w byciu na giełdzie
W ostatnim roku, a może nawet dwóch-trzech latach, polski inwestor giełdowy - czy to drobny, czy duży - mógł się czuć sfrustrowany. Ze wszystkich stron bombardowany jest informacjami, że gospodarka rozwija się solidnie, należymy do europejskich liderów rozwoju, firmy zwiększają sprzedaż i zyski. A tymczasem na giełdzie flauta, ceny akcji w ostatnim roku (średnio) wyraźnie spadły, a w ostatnich pięciu latach zwrot z akcji (zmiana cen plus dywidendy minus koszty transakcyjne) był nie wyższy niż lokata bankowa. Jeżeli ktoś lokował pieniądze przez fundusz inwestycyjny, to w ostatnich pięciu latach jego przeciętna roczna stopa zwrotu była wyraźnie niższa niż oprocentowanie lokat ze względu na wysokie opłaty pobierane przez fundusze.
Co więcej, ujawnia się coraz więcej instytucjonalnych słabości polskiej giełdy jako miejsca do lokowania oszczędności. Płynność jest słaba, fatalnie wygląda jakość spółek Skarbu Państwa, które miały być (przez program akcjonariatu obywatelskiego) perłami rynku, inwestorzy zagraniczni patrzą na nasz rynek z dużą podejrzliwością, nad giełdą unosi się nastrój defetyzmu.
Wiele osób zadaje sobie zapewne pytanie, czy jest sens lokować swoje oszczędności w takim miejscu jak warszawski parkiet?
Teoretycznie w długim okresie akcje powinny przynosić wyraźnie wyższy zwrot niż lokata bankowa. Oszczędzający otrzymują w długim terminie premię za to, że w krótszym okresie są w stanie przetrzymać silne wahania swoich zysków a może w czasie, kiedy pieniędzy potrzebują najbardziej, będą musieli zaakceptować słaby wynik. Ta reguła sprawdza się na wielu rynkach, w Stanach Zjednoczonych, które są pod tym względem wzorcem, ta premia za lokowanie oszczędności w akcjach wynosiła w ostatnich 50 latach ok. 4 pkt proc. rocznie. W Polsce wygląda to niestety znacznie gorzej. Jeżeli ktoś osiągnął taki wynik jak WIG, to w ostatnich dziesięciu latach uzyskał mniej więcej zerowy zwrot nominalny, a jeżeli lokował przez fundusze, to jest na bardzo wyraźnym minusie (średnio). W tym samym czasie na lokacie można było zarobić ok. 3 proc. rocznie. Gdy spojrzymy na okres 20 lat, inwestycje giełdowe wyglądają już korzystniej niż lokata, ale różnica jest mała - na pewno nie tak istotna, jak w USA.
Skąd taka słabość naszego rynku? Można wymienić kilka powodów. Po pierwsze, duży mamy udział w gospodarce i na rynku spółek Skarbu Państwa, dla których zysk nie jest najważniejszym celem. Jest to teoretycznie niezgodne z prawem, ponieważ spółki nie mogą działać na szkodę właścicieli, ale w praktyce nikogo z decydentów to nie obchodzi. Spółki angażowane są w różnego rodzaju przedsięwzięcia, jak ratowanie kopalń, w celu łatania budżetu wyciskana jest z nich dywidenda, co utrudnia dokonywanie produktywnych inwestycji. Po drugie, jakość spółek prywatnych na giełdzie też nie jest często wysoka. Standardy ładu korporacyjnego są niskie (choć systematycznie się poprawiają), inwestorzy mają utrudniony dostęp do informacji, niemało jest przypadków wyprowadzania zysków ze spółek za pomocą złożonych konstrukcji prawnych w celu uniknięcia dzielenia się zyskiem z akcjonariuszami mniejszościowymi. Po trzecie, koszty lokowania oszczędności na giełdzie przez fundusze inwestycyjne są bardzo wysokie. Pisałem już w tym miejscu, że lokowanie pieniędzy przez przeciętny fundusz nie ma żadnego sensu - tylko te dobrze zarządzane przynoszą wyniki wyższe niż lokata, ale wyselekcjonowanie takiego funduszu jest zbyt trudne dla przeciętnego oszczędzającego. Żadni doradcy mu w tym nie pomogą, ponieważ w Polsce tzw. doradcy reprezentują interesy sprzedawcy (funduszu) a nie kupującego. Po czwarte, od kilku lat najważniejsi politycy w kraju wysyłają komunikat, że giełda to kasyno i lokowanie w spółkach swoich oszczędności jest bardzo ryzykowne. To w naturalny sposób odstrasza inwestorów krajowych i zagranicznych, jak i emitentów. Nikt naturalnie nie powie wprost, że trzyma się z dala od giełdy ze względu na czarny PR płynący od polityków, ale różnymi kanałami reputacyjnymi wpływa to na decyzje. Niska płynność na giełdzie to niskie zainteresowanie emitentów, a to z kolei utrudnia znalezienie ciekawych spółek, które przynoszą rozsądne zwroty.
Czy to wszystko sprawia, że od giełdy powinno się trzymać z dala? Niekoniecznie. Jestem przekonany, że wciąż jakąś część swoich oszczędności warto, pod pewnymi warunkami, trzymać w akcjach spółek w Polsce. Z kilku powodów. Po pierwsze, choć premia za ryzyko inwestowania w akcje - czyli różnica między stopą zwrotu z akcji a stopą zwrotu z depozytu - jest w Polsce wyraźnie niższa niż na rynkach rozwiniętych, to jednak w długim okresie (20 lat) istnieje i szkoda z niej nie skorzystać. Warto nadmienić, że różnica jednego punktu procentowego w rocznym zwrocie z inwestycji po trzydziestu latach daje zwrot wyższy o jedną trzecią, a różnica dwóch punktów - o ponad 70 proc. Po drugie, mam dużą nadzieję, że zmiany regulacyjne i technologiczne sprawią, że koszty transakcyjne lokowania oszczędności na giełdzie będą malały, co znacząco zwiększy atrakcyjność akcji w stosunku do lokat. Po trzecie, mam też nadzieję, że wraz z powolną poprawą standardów korporacyjnych w polskich firmach mniej będzie przekrętów, czarnych owiec, niewypałów i innych problemów utrudniających osiąganie atrakcyjnych zwrotów przeciętnemu inwestorowi (na poprawę w spółkach Skarbu Państwa chyba nie liczę).
Są też warunki. Na polskim rynku istnieje duża liczba bardzo słabych funduszy, które pobierają wysokie opłaty, nie oferując odpowiednich kompetencji w zarządzaniu pieniędzmi - warto poświęcić trochę czasu, by przyjrzeć się różnym firmom i dostrzec, które przepalają pieniądze, a które pracują na rzecz interesu klienta. Po drugie, trzeba mieć w sobie trochę apetytu na ryzyko i nadziei na lepsze czasy na rynku finansowym. Jeżeli premia za trzymanie akcji wynosiłaby 3-4 pkt proc., to nietrzymanie akcji byłoby objawem nieroztropności. Jeżeli premia jest niższa, to można zrozumieć osobę, która nie ma ochoty ponosić ryzyka i tracić czasu na zdobywanie informacji i wiedzy.
Duży mamy udział w gospodarce i na rynku spółek Skarbu Państwa, dla których zysk nie jest najważniejszym celem
@RY1@i02/2016/181/i02.2016.181.00000130a.802.jpg@RY2@
Ignacy Morawski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu