Biznes na licencji bije rekordy
Firmy franczyzowe skutecznie przyciągają inwestorów. W ubiegłym roku w tej formule powstało 4,3 tys. nowych sklepów i punktów usługowych. Tak dobrego wyniku branża nie zanotowała jeszcze nigdy
Na koniec 2017 r. liczba placówek pod cudzym logo przekroczyła 75,8 tys. Dla porównania w 2016 r. przybyło ich ponad 2,9 tys., a w 2015 r. – niecałe 2,57 tys. – wynika z raportu firmy doradczej Profit system i portalu Franchising.pl. Najwięcej nowych lokali powstało w branży handlowej – 2980. Na drugim miejscu znalazła się gastronomia – 522, a na trzecim RTV/AGD i IT – 180.
Rozwojowy rynek
Od przedstawicieli sieci franczyzowych słyszymy, że ten rok również powinien być bardzo dobry. Odzieżowa marka Quiosque, licząca ok. 160 salonów, uruchomiła w ubiegłym roku 16 nowych. W tym roku planuje otwarcie 20 nowych sklepów. Sweet Gallery, właściciel marki Lodolandia, Kołacz na Okrągło i Bafra Kebab, zamierza w ciągu dwóch lat zwiększyć do 1 tys. liczbę swoich placówek. Firma, która zadebiutowała na rynku w 2013 r. ma 470 punktów, a do końca roku przybędzie kolejnych 200. – Już teraz mamy podpisanych 50 umów na lokalizacje, gdzie za chwilę uruchomimy placówki franczyzowe. Liczba ta ciągle rośnie, bo niemal codziennie rezerwujemy miejsca odpowiednie dla naszego konceptu biznesowego – mówi Marcin Olesiak, prezes zarządu Sweet Gallery. Kolporter w pierwszym kwartale roku pozyskał już 64 nowych partnerów. W 2017 r. biznes pod tą marką rozpoczęło 200 osób.
Eksperci mówią o zmianie podejścia Polaków do franczyzy. Jeszcze kilka lat temu, przy niskich płacach i wysokim bezrobociu, była ona bardzo często traktowana jako jedyna szansa na znalezienie przyzwoitego zajęcia. Dziś to bardziej świadome wybory. – Choć mamy do czynienia z rynkiem pracownika, wiele osób wybiera karierę we własnej firmie. Na franczyzę decydują się również doświadczeni przedsiębiorcy, którzy chcą rozwinąć swoje biznesy – jedni i drudzy wybierają franczyzę ze względu na bezpieczeństwo sprawdzonych rozwiązań, efekt skali i wsparcie organizatora systemu – mówi Michał Wiśniewski, dyrektor działu doradztwa we franczyzie Profit System.
Sieci kuszą
Nie bez znaczenia jest też coraz większa skala zachęt stosowanych przez sieci franczyzowe. O ile kilka lat temu na palcach obu rąk można było policzyć sieci, które współfinansowały inwestycje przyszłego partnera, to dziś trudno znaleźć taką, która tego nie robi. Przykładem może być Żabka, która przekazuje do dyspozycji w pełni zatowarowany i wyposażony sklep, wymagając od inwestora wkładu na poziomie… ok. 5 tys. zł. Do tego zapewnia gwarancję przychodu w wysokości minimum 6,5 tys. zł. Daje ją też Kolporter. – Wynagrodzenie podstawowe jest ustalane indywidualnie z każdym ajentem – informuje Dariusz Materek, rzecznik prasowy Kolportera. Podkreślając jednocześnie, że całość wydatków związanych z umeblowaniem i zaopatrzeniem punktu pokrywa sieć, co oznacza brak wkładu własnego po stronie inwestora. Franczyzodawca z reguły wybiera również lokalizację placówki. Do partnera należy natomiast założenie działalności gospodarczej, a także zapewnienie obsady potrzebnej do prawidłowego funkcjonowania saloniku.
W sieciach odzieżowych standardem stało się natomiast dawanie towaru w depozyt, co zmniejszyło znacząco koszty otwarcia salonu. Zaczynają się już od kilkuset zł za mkw., a nie jak kiedyś od tysiąca zł.
Inwestując 500-800 zł można mieć sklep pod marką Moodo. Z kolei, by działać pod logo Tatuum trzeba wydać około 1,8 tys. zł za mkw., a pod brandem Quiosque od 1,5 do 2,5 tys. zł za mkw. Podobna kwota – od 1,5 tys. do 2,3 tys. zł – jest potrzebna na zaistnienie w sieci Diverse.
Poza tym właściciele marek, bez względu na branżę, podkreślają, że pomagają także wybrać lokalizację, wynegocjować dobre warunki najmu, czy przygotować projekt architektoniczny oraz pozyskać potrzebne zezwolenia budowlane. Wielu rezygnuje z opłaty licencyjnej, czyli za wejście do sieci handlowej i marketingowej. Duża część pobiera dziś już tylko opłatę franczyzową i to często też okresowo.
Szersza rekrutacja
Nie tylko współfinansując i pomagając w uruchomieniu placówki inwestorom, sieci stymulują rynek. Jak zauważają eksperci, to też konsekwencja otwarcia się na nowe grupy klientów. Przykładem jest Kolporter, który deklaruje, że chętnie nawiąże współpracę z osobami w wieku 50 plus. Z kolei Żabka nie wymaga doświadczenia w handlu. – Uważamy, że prowadzenia sklepu można się nauczyć. W naszej sieci przygotowują do tego kilkuetapowe szkolenia praktyczne i teoretyczne. Podczas prowadzenia działalności franczyzobiorcy każdego dnia mogą liczyć na pomoc partnerów ds. sprzedaży i korzystać z know how sieci – mówi Anna Jarzębowska, rzecznik prasowy Żabka Polska
Nie bez znaczenia jest dojrzałość rynku. Działają na nim niemal wyłącznie sieci z doświadczeniem, które potrafiły zyskiwać w czasach koniunktury i poradziły sobie w okresach trudnych. – Nie znaczy to, że na tym rynku nie zdarzają się porażki. W ubiegłym roku działalność zakończyło 68 sieci. Zadebiutowało jednak jednocześnie 108 – wyjaśnia ekspert Profit System.
Trudniejszy biznes
Franczyzobiorca w sieci może szybciej osiągnąć zwrot z inwestycji, niż działając indywidualnie. Umowy nadal są najczęściej zawierane na minimum pięć lat. Zwrot kapitału następuje natomiast już po 1-2 latach. To o połowę krótszy okres niż jeszcze kilka lat temu. Sprzyja temu oczywiście koniunktura. Konsumenci mają większą pewność zatrudnienia, zarabiają coraz lepiej, a w dodatku państwo wspiera ich programami socjalnymi. W takich okolicznościach chętniej wydają pieniądze w markowych sklepach i punktach usługowych. Dziś inwestorzy mogą wybierać spośród ponad 1200 marek franczyzowych. Na rynku zadebiutowały m.in. takie, jak: W. Kruk, Krowarzywa, Zakłady Ceramiczne Bolesławiec, Victoria’s Secret czy Disco VR.
– Obecnie najszybciej rozwijają się koncepty handlowe, charakteryzujące się stosunkowo niską kwotą inwestycji – dodaje Michał Wiśniewski. Takich, które nie wymagają inwestycji większej niż 100 tys., jest już 835. Dla porównania rok wcześniej było 790, a w 2010 r. – zaledwie 287.
Rozwijają się nowe branże. Amerykańska sieć Ziebart otwiera salony wyspecjalizowane w auto detailingu i pielęgnacji samochodów. W 2017 r. firma zarobiła o 55 proc. więcej w porównaniu do roku poprzedniego. – W tym roku spodziewamy się jeszcze wyższych obrotów. Liczymy na otwarcia nowych salonów franczyzowych i pozyskanie do współpracy dealerów samochodowych, dla których auto detailing stanowi dodatkowe źródło dochodów – mówi Bartosz Liszkowski, prezes Ziebart Polska. Miesięczny obrót w tego typu placówce wynosi od ok. 16 tys. zł netto nawet do kilkuset tysięcy złotych. – Zarobki zależą od wielkości placówki i palety usług. O tym, jak duży będzie biznes, decyduje franczyzobiorca – mówi Bartosz Liszkowski.
Według raportu Profit System i portalu Franchising.pl. w kolejnych latach rynek powinien rozwijać się w stabilnym tempie. Eksperci szacują, że na koniec 2018 r. na polskim rynku będzie 1250 systemów franczyzowych, a liczba zrzeszonych w nich placówek sięgnie 78 tys. Największym franczyzodawcom może być jednak trudno powtórzyć tempo ekspansji zanotowane w 2017 r. Właściciele małych i średnich firm muszą radzić sobie z wieloma zmianami w prawie wpływającymi na funkcjonowanie ich biznesów. Najpoważniejsze z nich to zmiany w rozliczaniu podatku VAT oraz zakaz handlu w niedzielę. – Do opisania warunków biznesowych w danym kraju nie wystarczy analiza wysokości obciążeń podatkowych – tu Polska wypada bardzo dobrze. Jednak dla prowadzenia działalności gospodarczej ogromne znaczenie ma klarowność i stabilność przepisów, a tu jako kraj wypadamy znacznie gorzej – ocenia Michał Wiśniewski. – Prowadzenie biznesu stało się trudniejsze. Dla franczyzodawców to wyzwanie i jednocześnie szansa. Muszą bowiem przygotować i wdrożyć rozwiązania, które ułatwią funkcjonowanie obecnym franczyzobiorcom i zachęcą nowych – dodaje.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu