Dziennik Gazeta Prawana logo

Beneficjenci handlowej rewolucji

2 lipca 2018

Nie wszyscy stracą na zakazie sprzedaży w niedziele. Rynek vendingu, bazary i targowiska liczą wręcz, że nowe przepisy staną się dla nich długo oczekiwanym motorem napędowym

Osoby, które nie korzystają z maszyn vendingowych, omijają je głównie dlatego, że dostępne tam produkty mogą kupić w innych miejscach. W najnowszym badaniu firmy Nielsen taki powód podała połowa respondentów, którzy wcale nie korzystają automatów lub robią to najwyżej kilka razy w roku. Co trzeci badany stwierdził, że jest to podyktowane niedogodną lokalizacją maszyn, a co czwarty za barierę uznaje zbyt wygórowane ceny. Pozostałe czynniki zniechęcające do automatów to obawa o nieświeżość lub niską jakość produktów, mały wybór i nieodpowiednia metoda płatności - przeważa tu bowiem gotówka, zbliżeniowo można płacić tylko w 31 proc. maszyn w największych miastach.

Maszyny wygrywają

Najsilniejszą konkurencją dla automatów z kawą czy batonikami są sklepy spożywcze. W największych miastach takie placówki znajdują się w pobliżu co piątej maszyny, a w średnich i mniejszych - co czwartej. Wraz z wprowadzanym stopniowo zakazem handlu w niedziele, główna konkurencja zostanie znacząco ograniczona.

- Mamy nadzieję, że nowa regulacja pozytywnie wpłynie na rynek vendingu, który znalazł się wśród wyjątków zapisanych w ustawie. Choć na pewno nie od razu. Potrzebna jest jeszcze zmiana przyzwyczajeń konsumentów. Ci na razie w automatach kupują tylko zimne i ciepłe napoje oraz przekąski. W zachodniej Europie natomiast z maszyn sprzedaje się wszystko. We Francji niektóre z nich wyglądają jak minimarkety - wyjaśnia Grzegorz Solarz, wiceprezes zarządu Polskiego Stowarzyszenia Vendingu. Potwierdzają to badania Nielsena.

- Rynek vendingu w Polsce wciąż jest w fazie rozwoju z dobrymi perspektywami na przyszłość - komentuje Małgorzata Głos z Nielsena. - Jeśli dostępny w maszynach asortyment będzie podążał za potrzebami konsumentów, a do tego operatorzy uwzględnią ich oczekiwania co do lokalizacji, to możemy być pewni dynamicznego rozwoju tego kanału sprzedaży - dodaje. Badani za dobre miejsce do ulokowania kolejnych maszyn uznają przede wszystkim przystanki komunikacji miejskiej. Chętnie również widzieliby je częściej w urzędach, na dworcach i peronach kolejowych, w przychodniach i szpitalach, a także na siłowniach, czy przy basenach. - Obiekty sportowe to obok miejsc pracy i zakładów przetwórczych lokalizacje ciągle niezagospodarowane - wylicza Grzegorz Solarz.

Branża licząca 40 tys. urządzeń i osiągająca 350-400 mln zł rocznych obrotów liczy w związku z tym na odbicie. Ostatnie lata były bowiem dla niej czasem stagnacji. Głównie z powodu malejących marż, które dziś wynoszą ok. 30 proc., kilka razy mniej niż jeszcze w 2010 r. To efekt rosnącej konkurencji. Kilka lat temu jedna maszyna dawała właścicielowi na czysto 2 tys. zł zarobku. Obecnie jest to średnio kilkaset złotych miesięcznie. Co oznacza, że zwrot inwestycji w urządzenia następuje najwcześniej po trzech latach. Zakup nowej maszyny to bowiem wydatek rzędu 20 tys. zł. Trzeba je jeszcze wyposażyć we wrzutnik monet czytnik kart płatniczych. Potrzebne też będzie oprogramowanie do zarządzania automatem oraz komputer, za pośrednictwem którego będzie odbywała się jego obsługa. W sumie na dodatkowe wyposażenie trzeba przeznaczyć ok. 10 tys. zł. Niezbędne też będzie zatrudnienie pracownika, który zadba o uzupełnienie towaru.

Zdaniem ekspertów na korzyść branży działa dobre postrzeganie maszyn. Większość Polaków - 59 proc. - korzysta z urządzeń vendingowych co najmniej raz w miesiącu, a co czwarty robi to kilka razy w tygodniu.

Na bazar i jarmark

- Rynek vendingu nie jest jedynym, który może zyskać na zakazie handlu w niedzielę - zauważa dr Katrzyna Barańska, radca prawny PwC Legal. Wśród wyjątków znalazły się też placówki handlowe organizowane na potrzeby festynów, jarmarków i innych imprez okolicznościowych lub sportowo-rekreacyjnych, także, gdy są zlokalizowane w halach targowych.

- Mamy mnóstwo zapytań o wolne miejsca na bazarze. Ruch zaczął się z końcem lutego i z każdym tygodniem jest coraz większy. W tej chwili na 800 punktów wolnych jest ok. 10 proc. Najwięcej w alejce z odzieżą i obuwiem. W części, gdzie lokalizują się sprzedawcy artykułów spożywczych, zostały ostatnie wolne miejsca - komentuje Paweł Nykiel ze Stowarzyszenia Kupców Targowych w Dąbrowie Górniczej. Liczy na ożywienie w związku z zakazem handlu w niedzielę.

Szczególnie że własny punkt handlowy na bazarze jest wielokrotnie tańszy niż w centrum handlowym, czy przy głównej ulicy miasta. Za wynajęcie tak położonego lokalu trzeba zapłacić 5-10 tys. zł miesięcznie. - Koszt nabycia kiosku na bazarze to 1-2 tys. zł. Do tego dochodzi opłata targowa wynosząca ok. 250 zł miesięcznie - zaznacza Paweł Nikiel.

Wygląda też na to, że zyskają też centra handlowe, w których duża część najemców to właściciele stojący osobiście za kasą. Wśród takich jest Blue City, które już zadeklarowało, że będzie otwarte w wolne niedziele. Działać w nim mają takie placówki oraz lokale gastronomiczne, rozrywkowe i niektóre usługowe jak banki, fryzjer dla dzieci, myjnia samochodowa, apteka. Do tego centrum zapowiada działania mające na celu uatrakcyjnienie niedziel z ograniczeniami w handlu. - Planujemy nadal organizowanie i promowanie imprez, z których obiekt słynie, jak na przykład comiesięczne Jarmarki Produktów Regionalnych. Imprezy będą organizowane również w niedziele - mówi Krzysztof Sajnóg, dyrektor marketingu w BC.

@RY1@i02/2018/051/i02.2018.051.13000010a.801(c).jpg@RY2@

Picie i jedzenie z automatu

Patrycja Otto

Elżbieta Rutkowska

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.