Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Czas zmienić paradygmat w polityce fiskalnej

7 kwietnia 2020
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

O dejście od dotychczasowych reguł w polityce fiskalnej może pomóc w szybszym powrocie na ścieżkę wzrostu, a w dłuższej perspektywie przyczynić się do bardziej dynamicznej konwergencji dobrobytu Polaków do zachodnich standardów. Zawirowania związane z COVID-19 okazały się na tyle duże, że wiele rządów ogłosiło pakiety anty kryzysowe, wykraczające poza ramy nakreślone przez reguły fiskalne. Zielone światło do zwiększenia deficytów daje Komisja Europejska. W Polsce wytworzył się szeroki konsensus wokół idei wzrostu wydatków, a nawet wsparcia fiskusa przez bank centralny. Sporo jest jednak głosów, że po wyjściu na prostą należy wrócić do starych zasad. Pytanie, czy warto.

Mechanizmem mającym największy wpływ na wysokość wydatków jest stabilizująca reguła wydatkowa (SRW) z ustawy o finansach publicznych, sprawiająca, że wydatki prawie całego sektora instytucji rządowych i samorządowych rosną w przeciętnym tempie wzrostu PKB. Z dzisiejszej perspektywy można stwierdzić, że przy całym wyrafinowaniu konstrukcji jej podstawy teoretyczne są wątpliwe. Cofnijmy się do lat 80., gdy na prośbę François Mitteranda w jego otoczeniu powstała idea ograniczenia deficytu budżetowego do 3 proc. PKB. Reguła miała umożliwiać odprawianie z kwitkiem ministrów żądających zwiększenia budżetów swoich resortów. Guy Abeille, uznawany za jej ojca, przyznał, że wymyślił tę liczbę w ciągu godziny bez większego namysłu teoretycznego. Trójka kojarzyła mu się z… Trójcą Świętą. Później te 3 proc. zaadaptowano na potrzebę kryteriów konwergencji strefy euro.

Po wybuchu kryzysu zadłużenia w 2010 r. deficyty w UE eksplodowały i regularnie przekraczały tę barierę, a kraje peryferyjne stanęły przed widmem niewypłacalności. W reakcji UE wprowadziła przepisy, które miały w większym stopniu pilnować dyscypliny fiskalnej, i nałożyła na kraje konieczność wprowadzenia numerycznych reguł fiskalnych. Dziś możemy wymienić kilka kwestii, które działania te stawiają w nie najlepszym świetle. Wbrew obiegowej opinii z początku ubiegłego dziesięciolecia kryzys w strefie euro nie był wynikiem nadmiernie rozdmuchanych wydatków. Wśród krajów najmocniej dotkniętych przez turbulencje tylko w Portugalii w ciągu dekady poprzedzającej kryzys dług publiczny w relacji do PKB nieznacznie wzrósł. W Grecji utrzymywał się na względnie stałym poziomie, a Hiszpanii i Irlandii udało się go nawet znacząco zredukować. Bliższa prawdy jest interpretacja Banku Rozrachunków Międzynarodowych, że wydarzenia w strefie euro były wynikiem nadmiernej ekspansji kredytowej.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.