Gospodarcze niewiadome (i wiadome)
Kampania wyborcza dla gospodarki, zwłaszcza dla rynków finansowych, to zawsze element niepewności. Wczorajsze głosowanie wcale tej niepewności nie kończy. Nie chodzi wcale o to, że – jak wynikało z ostatnich sondaży – w chwili zamknięcia lokali wyborczych nie należało się spodziewać jasnego rozstrzygnięcia. I nie tylko o to, że całkiem realny był scenariusz polityczno-prawnego przeciągania liny w sprawie uznania ostatecznego wyniku. Przede wszystkim o to, że o ekonomicznych poglądach obu kandydatów tak naprawdę niewiele się dotąd dowiedzieliśmy.
Szczęśliwie z tego punktu widzenia, jeśli chodzi o gospodarkę, kompetencje głowy państwa są ograniczone. Największe znaczenie będą mieć decyzje personalne, na czele z propozycją kandydatury szefa banku centralnego – to jednak dość odległa perspektywa, bo kadencja obecnego prezesa NBP kończy się za trzy lata. Istotne jest to, że prezydent może wetować ustawy wychodzące z Sejmu – tu konsekwencje wygranej tego czy tamtego kandydata są oczywiste, choć akurat w przypadku najważniejszej uchwalanej co roku ustawy dotyczącej gospodarki: budżetowej prawo weta jest ograniczone. Na najmniej istotne wygląda prawo inicjatywy ustawodawczej. Powód: doświadczenia poprzedników pokazały, że nie ma to większego znaczenia. Projektów było mało, ich znaczenie było głównie PR-owe, a jeśli faktycznie miałyby wpływ na gospodarkę, to z dużą dozą prawdopodobieństwa należy oczekiwać utrącenia ich w Sejmie.
Taki los spotka (lub spotkałby) zapowiedziany przez Karola Nawrockiego na pierwszy dzień urzędowania projekt ustawy obniżającej podstawową stawkę VAT do 22 proc. i pakiet zmian „które dadzą realne wsparcie rodzinom i przedsiębiorcom”. Podobnie będzie/byłoby zapewne z obietnicą Rafała Trzaskowskiego szybkiego podwojenia kwoty wolnej w PIT.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.