Najkorzystniejsze kredyty i pożyczki
Jak i jakich pułapek unikać, pożyczając pieniądze w banku lub w instytucji pożyczkowej
Co prawda przed tą pułapką, w obopólnym interesie, powinna nas uchronić stosowana przez bank, w którym o kredyt się ubiegamy, procedura ustalania zdolności kredytowej, ale w praktyce często sami stosujemy różne zabiegi, by bank nie poznał całej prawdy o naszych dochodach (świadomie je zawyżając) czy kosztach (z premedytacją pomijając część z nich lub zaniżając ich wysokość). Tak dzieje się przede wszystkim wtedy, gdy zależy nam na pożyczeniu jak najwyższej kwoty. Przypileni potrzebą odkładamy wówczas na bliżej nieokreśloną przyszłość troskę i myśl o tym, jak to będzie ze spłatą tak wysokiego zobowiązania. Tymczasem taka lekkomyślność może nas bardzo drogo kosztować. Kredyt lub pożyczka zostaną odpowiednio zabezpieczone, już bank o to zadba, a gdy dojdzie do kłopotów z obsługą zadłużenia, a w takiej sytuacji prawie na pewno dojdzie, będziemy musieli podjąć działania ratunkowe. Te zaś są zawsze bardzo kosztowne. Niestety, bardzo często finałem jest w ogóle windykacja, a nawet licytacja (sprzedaż za bezcen!) części lub całego naszego majątku.
Dlatego, zaciągając dług, powinniśmy tak ustalić wysokość raty, by mieć rezerwę wolnych dochodów, z której można będzie w przyszłości skorzystać, gdy pojawią się dodatkowe nieprzewidziane koszty lub nastąpi przejściowy spadek dochodów.
Gdy pilnie potrzebujemy gotówki na sfinansowanie określonej potrzeby, bardzo często koncentrujemy się wyłącznie na tym, by cel ów jak najszybciej zrealizować i bagatelizujemy, albo wręcz w ogóle pomijamy, kwestię kosztów długu. W efekcie, ulegając bardzo sugestywnej reklamie telewizyjnej, często zawieramy umowę z instytucją pożyczającą pieniądze najdrożej na rynku (wyspecjalizowanej w omijaniu przepisów ustawy o kredycie konsumenckim oraz antylichwiarskiej) albo np. sięgamy po kredyt w karcie kredytowej, który jest oprocentowany zazwyczaj w maksymalnej wysokości dopuszczalnej przez przepisy antylichwiarskie. Gdy tymczasem, np. poświęcając tej kwestii trochę więcej czasu, uzyskalibyśmy np. kredyt odnawialny. Albo podwyższenie jego limitu, jeśli już z takiego kredytu w banku korzystamy. A w najgorszym przypadku kredyt gotówkowy na dowolny cel o w miarę rozsądnej rzeczywistej stopie procentowej.
Najbezpieczniejszą walutą, w której zaciąga się dług, jest ta, w jakiej uzyskuje się dochody. Wówczas bowiem pojawiającego się w sposób nieunikniony ryzyka związanego z samym faktem zaciągnięcia długu (a więc pojawieniem się konieczności ponoszenia wydatków na jego obsługę w stałych terminach) nie łączymy dodatkowo z nieobowiązkowym ryzykiem walutowym. Polega ono na tym, że wskutek wzrostu notowań kursów waluty, w której rozliczamy kredyt w stosunku do waluty, w której uzyskujemy dochody, nasze obciążenie z tytułu spłaty długu raptownie rośnie. Gdy na dodatek na etapie ustalania warunków umowy kredytowej lekkomyślnie lub choćby tylko nawet zbyt optymistycznie oceniliśmy naszą zdolność kredytową, jest niemal pewne, że wpadniemy w kłopoty. Oczywiście, podejmując ryzyko walutowe, liczymy przede wszystkim na to, że waluta, w której dług będziemy rozliczać, będzie w trakcie jego spłaty tracić na wartości względem waluty, w której uzyskujemy dochody, ale takie kalkulacje nie zawsze się spełniają. I nawet jeśli jedynym motywem naszego wyboru wariantu kredytu walutowego było jego niższe oprocentowanie w relacji do kredytu w złotych, to ryzyko walutowe może okazać się pułapką, w którą wcześniej lub później wpadniemy, płacąc uruchomieniem procedur windykacyjnych czy nawet egzekucyjnych.
Wśród kredytobiorców najmodniejszym wciąż wariantem rozliczeń z bankiem w ramach umowy kredytowej są równe raty. Polegają one zazwyczaj na tym, że bank liczy odsetki, które będą mu się należały za cały czas trwania umowy kredytowej, sumuje je za poszczególne okresy, dodaje do kwoty pożyczanego kapitału, a następnie uzyskaną sumę dzieli przez liczbę miesięcy (kwartałów), na jaki umowa została zawarta. Kredytobiorca zyskuje wygodę, bo w określonych w umowie terminach zawsze będzie płacił taką samą kwotę, ale rzadko kiedy ma świadomość, iż w ten sposób wybiera wariant droższy i ograniczający jego kontrolę nad bankiem. Ten bowiem przy tego rodzaju wyliczeniach często stosuje metodę naliczania odsetek od odsetek, co bardzo podraża kredyt, zwłaszcza w sytuacji gdy zaciągamy go na dłużej niż na dwa lata. W konsekwencji ponadto przez długi okres spłacamy głównie odsetki, a kapitału pozostałego do spłaty ubywa bardzo niewiele. Albo wręcz przybywa, jak to się dzieje w przypadku kredytów walutowych w sytuacji wyższego kursu waluty kredytu w pierwszym okresie spłaty od kursu złotego. Z kolei w przypadku kredytów rozliczanych w złotych, gdy dochodzi do obniżek stóp procentowych w wykonaniu Rady Polityki Pieniężnej, trudno jest od banku wyegzekwować adekwatną do nich obniżkę oprocentowania kredytu.
Zupełnie inaczej jest, gdy wybierzemy wariant spłaty w ratach ustalanych w ten sposób, że tylko pożyczony kapitał jest dzielony przez liczbę miesięcy (kwartałów), na które umowa została zawarta, odsetki zaś naliczane są od aktualnej w danym momencie wysokości kapitału. Co prawda wówczas zwłaszcza pierwsze raty kredytu są relatywnie bardzo wysokie, ale pożyczka rozliczana w tej formie jest maksymalnie najtańsza. Mało tego, w sposób wymuszony gwarantujemy sobie tak ważną w trudnych chwilach rezerwę; by bank wyraził zgodę na taką formę spłaty pożyczanych pieniędzy, musimy mieć zdolność kredytową dostosowaną do wysokości tych pierwszych, a więc najwyższych rat. Potem zaś raty są coraz niższe, więc jeśli nawet nastąpi lekkie pogorszenie relacji między naszymi dochodami a kosztami, nie musi to być groźne dla terminowej obsługi zadłużenia.
Bardzo wiele osób sięga po pożyczki, zwłaszcza te z pozoru w nieimponującej wysokości, nie podejmując nawet elementarnej analizy oferty, lecz ulegając sugestywnej reklamie. Zwłaszcza reklamie telewizyjnej. Tymczasem nawet świadomość faktu, jak kosztowna jest reklama, a przecież ten koszt musi tak czy inaczej sfinansować klient banku, powinna skłaniać do zastanowienia. Jednak nawet nie to jest najgorsze. Instytucje (nie banki) udzielające pożyczek w najbardziej komfortowych warunkach (dom pożyczkobiorcy) pożyczają pieniądze najwyżej oprocentowane na rynku. Wyżej nawet niż dopuszczają to przepisy ustawy antylichwiarskiej. Jedna z takich instytucji stosuje prosty wybieg, bardzo znaczną część rzeczywistych kosztów, jakie ponosi pożyczający, kwalifikuje jako opłatę za usługę rozliczania długu w mieszkaniu wierzyciela, wskutek czego prawdziwe koszty takiej pożyczki są rzędu nawet ponad 100 proc. pożyczanej kwoty. Wystarczy więc ruszyć się z domu, by w banku skorzystać z ekspresowej pożyczki według uproszczonych procedur (okazanie dowodu osobistego i innego dokumentu ze zdjęciem) i pozyskać potrzebną kwotę równie łatwo, ale znacznie taniej.
Wielu konsumentów w Polsce spłaca po kilka kredytów i pożyczek naraz: pożyczka związana z zakupem na raty telewizora, kredyt na kupno samochodu, dług nieopatrznie zaciągnięty poprzez kartę kredytową, o kredycie hipotecznym już nie wspominając. Oddzielna obsługa każdej takiej oddzielnej umowy pożyczkowej czy kredytowej jest kosztowna i w sposób znaczący obniża bilans budżetu domowego. Oczywiście na etapie zaciągania pierwszego długu trudno przewidywać następne, a tym bardziej nierozsądne może być pożyczanie na zapas. Jednak gdy spłacając już jeden kredyt, musimy zaciągnąć następne zobowiązanie, powinniśmy pomyśleć, by był to kredyt refinansowy, a więc taki, z którego jednocześnie spłacimy poprzedni dług i sfinansujemy nowe wydatki. A gdy już mamy dwa zobowiązania albo więcej i zaciągnąć planujemy kolejną pożyczkę, warto zadbać, by miała ona charakter pożyczki lub kredytu konsolidacyjnego, a więc zbierającego w jedno zobowiązanie i stare długi, i nową pożyczkę. W taki praktycznie bezgotówkowy sposób na pewno poprawimy bilans domowego budżetu.
Badania, a i praktyka funkcjonowania rynków finansowych w Polsce pokazują w sposób jednoznaczny, iż konsumenci boją się wszelkich kontaktów z bankiem. Pół biedy, gdy w ten sposób nie dbają o swoje interesy, by choćby wynegocjować korzystniejsze warunki umów. Gorzej, gdy nie podejmują kontaktu z bankiem, w sytuacji gdy pojawia się zagrożenie terminowej obsługi zaciągniętych kredytów. W ten sposób bowiem ryzykują, iż bank przystąpi od razu do egzekucji zobowiązania, co potrafi pozbawić dłużnika nawet dorobku całego życia.
Tymczasem warto z bankiem podjąć rozmowy, gdy tylko pojawi się pierwsze zagrożenie, ale jeszcze terminowo regulujemy zobowiązania. Wtedy bowiem bez trudu można znaleźć rozwiązanie do przyjęcia dla obu stron umowy kredytowej, np. obniżenie bieżącej wysokości spłat przez krótką karencję spłaty kapitału czy wydłużenie okresu umowy kredytowej, co pozwala dostosować bieżące spłaty do obniżonych dochodów kredytobiorcy.
W konsekwencji mamy do czynienia z sytuacjami, że na podstawie takich samych danych wpisanych do wniosku kredytowego i ewentualnie zawartych w towarzyszących mu dokumentach, wymaganych przez bank lub inną instytucję pożyczkową, w jednym banku zaoferują nam pożyczkę w oczekiwanej przez nas wysokości, w innym zgodzą się nam pożyczyć, ale kwotę istotnie różniącą się od oczekiwanej przez nas, a w jeszcze kolejnym odmówią nam w ogóle.
Można by z tego wnosić, że w związku z powyższym najlepszym rozwiązaniem jest ubieganie się równolegle o pożyczkę lub kredyt w kilku instytucjach naraz. Jednak to jest bardzo ryzykowne. Gdy bowiem nasz wniosek o kredyt lub pożyczkę wpłynie do banku, który współpracuje z biurem informacji kredytowej (BIK), to może tam wpłynąć informacja, iż na taką kwotę związaliśmy się z tą instytucją finansową. Będzie to miało takie konsekwencje, że w sposób znaczący obniży naszą zdolność kredytową, a w skrajnych przypadkach w ogóle ją zniweluje do zera.
Zdolność kredytowa, choć jest fundamentalną instytucją całego systemu w finansach osobistych w Polsce, nie doczekała się żadnej formalnej definicji. Oznacza to, że bank lub inna instytucja finansowa, która dokonuje oceny zdolności kredytowej potencjalnego pożyczko- lub kredytobiorcy, ma dużą swobodę w ustalaniu kryteriów, którymi posługuje się przy tejże ocenie.
Ogólnie można powiedzieć, iż pod pojęciem zdolności kredytowej kryje się teoretyczna kwota długu, który w określonych warunkach jest w stanie obsługiwać (a więc spłacać odpowiednio ustalone raty kapitałowe, odsetkowe i ewentualnie inne koszty związane z kredytem) potencjalny kredytobiorca. By więc ustalić zdolność kredytową, bank bierze pod uwagę: dochody kredytobiorcy, jego koszty oraz koszty obsługi zadłużenia.
Każdy bank lub inna instytucja ustalająca zdolność kredytową konsumenta w procesie udzielania pożyczki lub kredytu ma inne procedury ustalania dochodu potencjalnego klienta. Jedne więc biorą tylko pod uwagę stałe dochody, a więc najlepiej uzyskiwane w formie stałego wynagrodzenia za pracę czy renty lub emerytury. Dla udokumentowania takich dochodów domagać się będą zaświadczenia od pracodawcy, i to podpisanego przez dyrektora i główną księgową i ważnego maksymalnie 30 dni od daty wystawienia. Inne podchodzą do kwestii bardziej liberalnie i pozwalają wliczyć do podstawy dochody nieregularne, np. premie i nagrody, dochód z jednorazowych zleceń lub innych umów cywilnych.
Ale są i takie, które interesuje wyłącznie średnia ustalana np. z całego roku, dla której udokumentowania zadowolą się roczną deklaracją PIT.
Podobnie jest z ustalaniem wysokości kosztów utrzymania. Są one niezbędne do tego, by wyliczyć kwotę wolną od innych zobowiązań, jaką potencjalny kredytobiorca może przeznaczyć na spłatę długu, jaki chce zaciągnąć. I tak jedne instytucje podchodzą do kwestii kosztów bardzo rygorystycznie, nakazując przedstawienie dokumentów (w tym wpłat czynszu, prądu, rachunków za telefon itp.) oraz ustalając wysokie standardy wydatków na wyżywienie rodziny. Inne zadowalają się oświadczeniem klienta o wysokości stałych wydatków na utrzymanie w jednej, arbitralnie przez klienta podawanej wysokości.
Z równie daleko posuniętymi rozbieżnościami można się w praktyce spotkać w kwestii ustalania, na jak wysoki kredyt lub pożyczkę może liczyć osoba, której po ustaleniu dochodów i odjęciu innych kosztów wyszła konkretna kwota.
A składa się na to wiele okoliczności. Przede wszystkim warunki obiektywne. Jeśli ktoś może przeznaczać na obsługę nowego zadłużenia np. 1 tys. zł, to w sposób naturalny może liczyć na niższy kapitał do pożyczenia, wtedy gdy planuje go spłacać przez rok (będzie to maksymalnie 10 tys. zł), niż wtedy gdy decyduje się na spłaty 5-letnie (wtedy ten kapitał może wynieść grubo powyżej 40 tys. zł). Inna zmienna z kategorii obiektywnych to wysokość oprocentowania, prowizji pobieranej przez bank czy sposób naliczania odsetek. Każda z tych zmiennych może bowiem wpływać i to znacząco na koszt obsługi zadłużenia. Może w stopniu nie aż tak zasadniczym jak długość okresu kredytowania, tym niemniej tylko ze względu chociażby na walutę kredytu, z którą zazwyczaj wiąże się i wysokość oprocentowania, i wysokość prowizji pobieranej przez bank, zetkniemy się z taką sytuacją, iż przy takiej samej zdolności kredytowej, zaciągając kredyt na taki sam okres kredytowania i na identycznych warunkach spłaty we frankach szwajcarskich możemy pożyczyć nawet o 1/3 więcej niż w złotych.
Ale są też okoliczności dość arbitralnie ustalane przez konkretną instytucję pożyczkową. Jedną z najważniejszych jest kwestia podejścia do dynamiki zdolności kredytowej. Chodzi o to, że gdy pożyczamy kapitał na okres dłuższy niż rok, jest wysoce prawdopodobne, że poniesiemy skutki ryzyka walutowego (w przypadku kredytów denominowanych w innej walucie niż złoty) albo ryzyka kursowego. Gdy bowiem kredyt jest zaciągnięty na dłużej niż rok, to albo jest on oprocentowany według zmiennej stopy procentowej albo – będąc objęty stałą stopą procentową – podlega aktualizacji stopy przynajmniej raz na rok. W konsekwencji podlega wahaniom kursów walut albo wskaźników na rynku międzybankowym odnoszących się do złotego (np. WIBOR), związanych ze zmianami stóp ogłaszanymi przez Radę Polityki Pieniężnej.
Może więc się zdarzyć, że po roku kredytobiorca, którego dochody oraz koszty, inne niż spłata danego kredytu, pozostały na niezmienionym poziomie, obniży swoją zdolność kredytową – właśnie przez wzrost kosztów obsługi tego długu związany ze wzrostem oprocentowania. Gdy więc jedne, ostrożnie działające banki, zabezpieczają się przed takim ryzykiem, przyjmując w procedurach kredytowych, iż zostawić trzeba margines na taki wzrost u kredytobiorcy kosztów obsługi kredytu, inne instytucje finansowe wcale się tym nie przejmują.
W konsekwencji przy identycznej wysokości naszej zdolności kredytowej w tych pierwszych uzyskamy kredyt lub pożyczkę w kwocie o kilkanaście lub kilkadziesiąt procent niższej niż w banku lub innej instytucji pożyczkowej, która do tworzenia takich rezerw nie jest przekonana.
I jeszcze jedna ważna kwestia, o której trzeba pamiętać, zwłaszcza gdy nasza zdolność kredytowa będzie ustalana w związku z aplikowaniem o kredyt hipoteczny lub inny długoterminowy. Na ostateczny stan zdolności kredytowej osób starszych może mieć wpływ ich wiek. Banki oraz inne instytucje finansowe zazwyczaj przyjmują w swoich procedurach, iż okres, na jaki kredyt ma być udzielony, nie powinien przekraczać sumy aktualnego wieku kredytobiorcy i długości kredytowania. Sześćdziesięciolatek nie rozwiąże więc problemu zbyt niskiej zdolności kredytowej w ten sposób, że zamiast pożyczyć na pięć lat, zawrze umowę 10-letnią, bo w wielu bankach będzie to wykluczone. Jednak w innych ta granica wiek plus okres kredytowania może być na poziomie 70 lub nawet 75 lat.
Jedno z pierwszych pytań, które powinniśmy zadać osobie odpowiedzialnej w banku lub innej instytucji finansowej za udzielanie pożyczek lub kredytów, brzmi: jakie dochody i z jakiego okresu będą brane przy ustalaniu zdolności kredytowej. Im bardziej ograniczona będzie ich lista, tym niższej zdolności kredytowej wyliczonej dla siebie możemy się spodziewać. I odwrotnie, gdy brane pod uwagę będą także dochody jednorazowe, pewne jest, że zdolność kredytowa będzie większa. W konsekwencji w tym drugim przypadku uzyskamy kredyt w wyższej kwocie i być może na lepszych warunkach niż przy niższej zdolności kredytowej.
Gdy w odpowiedzi na pytanie zadane osobie odpowiedzialnej za przygotowanie naszego wniosku kredytowego o zasady ustalania stałych kosztów pożyczko- lub kredytobiorcy w procesie rozpatrywania wniosku kredytowego usłyszymy, że wyliczane są one bardzo drobiazgowo, to powinniśmy potraktować to jako sygnał, iż w tej konkretnie instytucji wyliczona dla nas zdolność kredytowa będzie relatywnie niższa, niż mogłoby to być gdzie indziej.
Przede wszystkim, jak za wszystko, my klienci płacimy za ryzyko banku. Kredyty hipoteczne są dla banku najmniej ryzykowne, bo są zabezpieczone wpisem do hipoteki, uznawanym za najpewniejsze zabezpieczenie. Ponadto ze statystyk wynika, że konsumenci korzystający z tej kategorii produktów najrzadziej mają kłopoty ze spłatą długu (jak mówią fachowcy – kredyty hipoteczne cechuje najniższy procent złych długów).
Z kolei gdy bank zapewnia nam ten komfort, iż cel, na jaki zamierzamy wydatkować pożyczane pieniądze, pozostaje naszą słodką tajemnicą, musi za ten komfort ponosić ryzyko w maksymalnej wysokości. Bierze to się stąd, że stosując szybką procedurę, nie bada zbyt dokładnie naszej zdolności kredytowej i statystycznie rzecz biorąc, częściej niż w innych przypadkach daje się wywieść w pole niesolidnym klientom. A ponieważ dodatkowo kredytom tym towarzyszą najmniej pewne zabezpieczenia (weksel, poręczenie, często tylko pisemna zgoda na obciążanie konta osobistego kosztami obsługi kredytu przez bank bez każdorazowej akceptacji kredytobiorcy itp.), bank ma też bardzo ograniczone pole i raczej kiepskie wyniki w windykacji takich złych kredytów. W konsekwencji dla tej kategorii produktów finansowych procent złych długów jest relatywnie najwyższy. Mówiąc inaczej, solidni klienci w tej kategorii muszą najwięcej dopłacić do tych klientów, na których bank poniesie stratę zamiast zyskać.
Jeśli więc pożyczając pieniądze z góry wiemy, iż chcemy je wydatkować na konkretny, określony cel, warto najpierw sprawdzić w ofercie, czy bank nie ma produktów przeznaczonych na taki cel w swojej ofercie. Dotyczy to kredytów na zakup samochodów, tzw. zakupy ratalne, w ramach których najczęściej kupujemy meble, artykuły gospodarstwa domowego: pralki, zmywarki, kuchenki elektryczne czy sprzęt radiowo-telewizyjny. Ale w wielu bankach specjalnie konfekcjonowane są też kredyty na remont domu lub mieszkania czy inne konkretne cele. Dlaczego tańsze w obsłudze są kredyty, w przypadku których w umowie określony jest konkretny cel, na który mogą być wydatkowane pieniądze? Z tej prostej przyczyny, że bankowi łatwiej jest określić swoje ryzyko, gdyż istnieją statystki, zgodnie z którymi konsumenci najlepiej spłacają kredyty samochodowe oraz w przypadku kredytów na zakupy ratalne mniej jest tzw. złych długów niż w odniesieniu do kredytów gotówkowych, w których bank nie określa w umowie celu, na jaki mogą być wydatkowane pożyczane pieniądze.
Gdy mamy w planie pożyczenie pieniędzy tylko po to, by z pożyczki sfinansować zakup nowych mebli, pralki, zmywarki, telewizora czy innych artykułów wyposażenia domów, zamiast brać gotówkę z banku w ramach umowy pozwalającej nam na wydatkowanie pożyczki lub kredytu na dowolny cel, powinniśmy skorzystać ze specjalnych kredytów lub pożyczek przeznaczonych na finansowanie takiej sprzedaży ratalnej. Przedstawiciel banku udzielającego takich kredytów często ma swoją siedzibę u sprzedawcy. A w przypadku mniejszych placówek handlowych, sam sprzedawca ma zawartą z określonym bankiem lub kilkoma bankami umowę pośrednictwa finansowego, na mocy której pośredniczy między klientem a bankiem w zawieraniu umowy o kredyt przeznaczony na zakupy ratalne.
Dlatego warto korzystać z pożyczek w tej formie. Jedyna niedogodność, która jest z nimi związana, w porównaniu z kredytem gotówkowym, gdzie w umowie nie określa się celu, na jaki wydatkowane będą pieniądze, polega na tym, że bank zastrzega sobie prawo kontroli wydatkowania pożyczonych kwot, np. przez żądanie dostarczenia rachunków potwierdzających dokonanie zakupu rzeczy, na sfinansowanie której to transakcji zgodnie z umową miał być przeznaczony kredyt. Albo wręcz przez rozliczenie bezgotówkowe transakcji. Polega ono na tym, że po zwarciu umowy kupna określonej rzeczy bank w ramach umowy kredytowej przelewa całą należność na konto sprzedawcy. Zaś jedyne dodatkowe zagrożenie związane z zawarciem umowy o kredyt tego typu polega na tym, iż w przypadku stwierdzenia naruszenia warunków umowy, a więc w sytuacji, gdy pieniądze przeznaczymy na inny cel niż zadeklarowaliśmy bankowi, ma on prawo do żądania natychmiastowej spłaty kredytu.
W przypadku większości producentów i autoryzowanych ich dealerów o renomowanych markach funkcjonują specjalne banki z nimi związane, które zostały stworzone głównie w celu obsługi kredytowania zakupów pojazdów aut tej marki. Takie banki udzielają relatywnie najtańszych na rynku kredytów samochodowych, a poza tym zazwyczaj mają swojego przedstawiciela w salonie sprzedaży samochodów. Dzięki temu kredyt uzyskamy znacznie szybciej niż załatwiając sprawę w banku niewyspecjalizowanym w obsłudze sprzedaży samochodów i zazwyczaj będzie on niżej oprocentowany.
Poza wygodą związaną z szybszym niż w przypadku tradycyjnego okienka bankowego załatwieniem formalności kredytowych, takie pożyczki są zazwyczaj niżej oprocentowane od standardowych produktów bankowych.
Jeśli wiemy, że całą pożyczaną w banku lub w innej instytucji finansowej kwotę przeznaczymy na zakup samochodu, nowego lub używanego, powinniśmy w pierwszej kolejności rozważyć wariant zaciągnięcia takiej pożyczki w banku, który specjalizuje się w obsłudze tego rodzaju transakcji. Wynika to z wielu okoliczności.
B rak świadomości skutków działania tych reguł często prowadzi do sytuacji dramatycznych. W przypadku niedotrzymania przez kredytobiorcę warunków udzielenia kredytu albo w razie utraty przez kredytobiorcę zdolności kredytowej bank może obniżyć kwotę przyznanego kredytu albo wypowiedzieć umowę. W takim przypadku termin wypowiedzenia, jeżeli strony nie określą w umowie dłuższego, wynosi 30 dni, a w razie zagrożenia upadłością kredytobiorcy – 7 dni.
Tymczasem trzeba pamiętać, że zgodnie z prawem bankowym w czasie obowiązywania umowy kredytu kredytobiorca jest obowiązany przedstawić – na żądanie banku – informacje i dokumenty niezbędne do oceny jego sytuacji finansowej i gospodarczej oraz umożliwiające kontrolę wykorzystania i spłaty kredytu. W razie stwierdzenia przez bank kredytujący, że warunki udzielenia kredytu nie zostały dotrzymane lub w razie zagrożenia terminowej spłaty kredytu z powodu złego stanu majątkowego kredytobiorcy, bank może wypowiedzieć umowę kredytu w całości lub w części albo zażądać dodatkowego zabezpieczenia spłaty kredytu bądź przedstawienia w określonym terminie programu naprawczego i jego realizacji po zatwierdzeniu przez bank.
Jest sprawą oczywistą, że w czasie kilkunasto- czy kilkudziesięcioletniego okresu trwania umowy o kredyt hipoteczny w naszym życiu może zajść wiele okoliczności – w tym okresowa obniżka dochodów (np. wskutek zmiany miejsca pracy, korzystania z bezpłatnego urlopu, dłuższej choroby itd.) czy zwyżka kosztów utrzymania (konieczność sięgnięcia po krótkoterminowy kredyt na zakup sprzętu AGD lub dłuższy kredyt na zmianę samochodu). Jest też oczywiste, że w tym czasie nasza zdolność kredytowa może ulec obniżeniu, co niekoniecznie jednak jest równoznaczne z utratą (czy tylko zagrożeniem utraty) zdolności do obsługi zobowiązania długoterminowego. Gdy tak się stanie, mając na uwadze fakt, że bank monitoruje naszą zdolność kredytową także metodami innymi niż nasze półroczne oświadczenia, powinniśmy o fakcie istotnych zmian w naszej sytuacji finansowej od razu bank powiadomić. A już należy to traktować jako obowiązek, jeśli odpowiedni zapis umowy kredytowej (a stanowi to kolejny standard w umowach) zobowiązuje nas do niezwłocznego przekazania tych informacji. W przypadku konfliktu z bankiem może to być bowiem formalna podstawa do wypowiedzenia umowy i postawienia w stan natychmiastowej wymagalności zobowiązania.
Gdy więc zależy nam na pożyczeniu znacznej kwoty i mamy racjonalne podstawy przypuszczać, iż pożądana kwota może być bliska granicom naszej zdolności kredytowej (co łatwo ustalić, bo będzie to równoznaczne granicy ryzyka, iż w przyszłości trudno nam będzie związać koniec z końcem przed każdą wypłatą!), musimy podjąć jedno z następujących działań.
W pierwszej kolejności sprawdzamy, czy mamy karty kredytowe lub debetowe, kredyty odnawialne, dopuszczalne limity debetowe i im podobne. Nawet jeśli z nich nie korzystamy na bieżąco, to sam fakt, iż zawarliśmy z bankiem lub inną instytucją finansową umowę pozwalającą nam w dowolnym momencie sięgnąć po gotówkę za pośrednictwem powyższych produktów finansowych, ma wpływ na wysokość naszej zdolności kredytowej. Wiele banków pomniejszy nasz dochód o koszt obsługi karty kredytowej czy debetu w maksymalnej wysokości, a więc zazwyczaj wliczając w nasze stałe koszty miesięcznie 5 proc. przyznanego limitu. Jeszcze gorzej jest, gdy limit wykorzystujemy. Każdy bank lub inna instytucja finansowa zajmująca się pożyczaniem pieniędzy konsumentom, jeżeli tylko ma zawartą umowę z BIK, bez trudu uzyska w dowolnej chwili raport o naszym aktualnym zadłużeniu, także za pośrednictwem karty czy kart kredytowych. Gdy więc zamierzamy zaciągnąć pożyczkę w znacznej wysokości, nim udamy się do banku, by złożyć stosowny wniosek kredytowy, warto kartę spłacić, a nawet na jakiś czas zrezygnować z korzystania z niej, zwracając ją uprzednio bankowi lub innej instytucji finansowej, która ją nam wydała (wypowiadając umowę).
Jeśli zaś nie mamy pieniędzy, by kartę spłacić, możemy ten problem rozwiązać na jeden z dwóch sposobów. Po pierwsze pożyczyć prywatnie, na krótko – czyli do czasu uzyskania kredytu w znacznej wysokości – kwotę potrzebną do spłaty karty. Gdy zaś to nie wchodzi w rachubę, od razu składać do banku wniosek o przyznanie kredytu gotówkowego, który będzie miał charakter kredytu refinansowego. Na czym to polega i jak to konkretnie załatwić – patrz w dalszej części tego poradnika.
Ale w sposób znaczący można też poprawić zdolność kredytową, gdy do umowy o kredyt przystąpią inne osoby, np. członkowie rodziny. W ten sposób poprawiają swoją sytuację zwłaszcza osoby, które dopiero rozpoczęły karierę zawodową, mają jeszcze niskie dochody i niedługi staż pracy (na dodatek często tylko terminową umowę o pracę), a aplikują o kredyt hipoteczny na kupno mieszkania. Dzięki temu, że do umowy przystąpią ich rodzice, legitymujący się określonymi dochodami, zdolność kredytowa takich kredytobiorców wzrośnie w sposób znaczący. Niekiedy nawet o 30–50 proc.
Oczywiście nie ma przeszkód, by ten mechanizm (przystąpienia do kredytu innych osób) zastosować w przypadku dowolnych kredytów lub pożyczek o charakterze niehipotecznym, ale zaciąganych w znaczącej wysokości. Czasami może to być nawet kwota 20–50 tys. zł, jeśli zależy nam na tym, by spłacać ją jak najkrócej. Trzeba bowiem pamiętać o tym, że im dłuższy jest okres spłaty, tym wyższy koszt kredytu wynikający z faktu, iż odsetki naliczane są praktycznie za każdy dzień korzystania przez nas z kapitału. W ten sam sposób zresztą można doprowadzić do podwyższenia swojej zdolności kredytowej w sytuacji, gdy mamy już kredyt, ale występują kłopoty z jego terminową realizacją wskutek bądź wzrostu kosztów jego obsługi (podwyżka oprocentowania wynikająca np. ze wzrostu kursu waluty, w której kredyt jest obsługiwany), bądź też wskutek spadku naszych dochodów. Takie przystąpienie innych osób do umowy kredytowej nie zmieni co prawda faktu, iż brak nam pieniędzy na bieżącą obsługę zadłużenia, ale umożliwi np. wydłużenie okresu spłaty.
W ocenie rynku, która w znacznej części wynika ze statystyk, są instytucje służące zabezpieczeniu interesów pożyczkodawcy lepiej lub gorzej. I występuje tu prosta zależność: im dana forma zabezpieczenia kredytu uznawana jest za słabszą, tym wyższe będą jego koszty, przynajmniej te związane bezpośrednio z zabezpieczeniem kredytu. Dlatego potencjalny pożyczko- lub kredytobiorca musi mieć przynajmniej elementarną wiedzę o formach zabezpieczeń stosowanych w procedurze przyznawania kredytu lub pożyczki. Jest ich bardzo wiele, ale warto znać przynajmniej ogólne zasady czterech stosowanych najczęściej.
Za najlepszą formę zabezpieczenia kredytów i pożyczek uznawane jest ustanowienie hipoteki. Polega ono na tym, że zostaje dokonane wpisanie kwoty zadłużenia z tytułu pożyczanego kapitału oraz należnych kredytobiorcy odsetek. Zadłużenie takie jest wpisane do księgi wieczystej określonej nieruchomości, co ma następujące konsekwencje. Po pierwsze, dług jest upubliczniony – bo księgi wieczyste są prowadzone przez sądy i są dostępne dla innych potencjalnych wierzycieli, np. w związku z chęcią zaciągnięcia kolejnego kredytu lub pożyczki albo zobowiązania finansowego o innym charakterze i w znacznej kwocie. Po drugie, ustanowienie hipoteki daje prawo wierzycielowi do zaspokojenia swoich roszczeń w czasie egzekucji związanej z niespłacaniem długów. Gdy komornik czy firma windykacyjna nie może inaczej ściągnąć długu od zalegającego ze spłatami pożyczko- czy kredytobiorcy, mocą odpowiedniego tytułu egzekucyjnego nadanego przez sąd, dokonuje sprzedaży nieruchomości, zazwyczaj na licytacji. Z uzyskanej sumy są wówczas zaspokajane roszczenia wynikające w pierwszej kolejności z ustanowionych hipotek.
Oczywiście wpis hipoteki do księgi wieczystej jako zabezpieczenie kredytu stosowany jest zazwyczaj w przypadku tzw. kredytów hipotecznych, których przeznaczeniem jest finansowanie zakupu działki albo mieszkania czy domu lub budowy mieszkania, domu czy innej nieruchomości. Wówczas zresztą hipoteka jest wpisywana do księgi wieczystej nieruchomości, która jest przedmiotem kredytowania. Nie ma jednak formalnych przeszkód, by w tej formie, a więc jako zabezpieczenie wpisem hipoteki, były zabezpieczane pożyczki lub kredyty o całkiem innym charakterze. W tym takie, które są kwalifikowane do produktów pożyczkowych przeznaczonych na dowolny cel.
Najpopularniejszym takim produktem bankowym są tzw. pożyczki hipoteczne. W przypadku większości umów kredytowych tego rodzaju dają one kredytobiorcy prawo do wydatkowania pożyczanych pieniędzy na dowolny cel. Nie musi więc to być zakup czy budowa nieruchomości albo nawet remont, ale np. zakup samochodu, a nawet sfinansowanie wypoczynku wakacyjnego.
Ponieważ jednak ustanowienie hipoteki jest czynnością wymagającą dopełnienia wielu dodatkowych formalności poza bankiem, w praktyce najczęściej sięgamy po pożyczkę hipoteczną wówczas, gdy chcemy pożyczyć znaczną kwotę. Ostatnio zaś w tej formie najpopularniejsze są pożyczki służące skonsolidowaniu kredytów, a więc zamianie na jedno zobowiązanie, obsługiwane w ramach jednej umowy zawartej z bankiem, kilku kredytów i pożyczek wcześniej obciążających konto beneficjenta umowy o hipoteczną pożyczkę konsolidacyjną. Pozwala to zazwyczaj w sposób znaczący obniżyć koszty zadłużenia.
W ostatnim czasie bardzo popularną formą zabezpieczenia kredytów jest jego ubezpieczenie. W wielu bankach jest to obecnie często jedyne żądane od kredytobiorcy zabezpieczenie pożyczki lub kredytu. Jest ono wygodne dla banku, dlatego że przenosi ryzyko kredytowania związane z możliwością niespłacenia długu na firmę ubezpieczeniową. Ta zaś na podstawie statystk (liczby wyłudzonych i niespłacanych wskutek okoliczności obiektywnych kredytów) tak ustala wysokość składki ubezpieczeniowej, iż w praktyce to solidni kredytobiorcy finansują koszt całego ryzyka. A to oznacza, że takie ubezpieczenia kredytu, choć bardzo wygodne, są jednocześnie bardzo kosztownymi formami zabezpieczenia. Obecnie stosowanych jest kilka ubezpieczeń, z których najpopularniejsze to ubezpieczenie na życie i ubezpieczenie od utraty pracy. Pierwsze powoduje, iż w przypadku śmierci kredytobiorcy pozostałą część zobowiązania bank uzyska od ubezpieczyciela – nie musi więc dochodzić swojego długu u spadkobierców. Drugie obliguje towarzystwo ubezpieczeniowe do przejęcia na siebie spłaty kolejnych rat kredytu czy pożyczki w okresie, gdy kredytobiorca utracił pracę.
Ubezpieczenie zastępuje obecnie dwie inne powszechne do niedawna formy zabezpieczeń kredytowych: weksel in blanco oraz poręczenie. Weksle in blanco z towarzyszącą im umową wekslową dają bankowi możliwość szybkiej (przez wypełnienie weksla) windykacji zaległego długu. Natomiast poręczenie przez inne osoby kredytu daje bankowi możliwość żądania jego spłaty od wszystkich poręczycieli dokładnie na takich samych zasadach (łącznie z prawem do windykacji i egzekucji) jak od samego kredytobiorcy.
Obie te formy zabezpieczenia kredytu są nieporównywalnie tańsze od ubezpieczeń kredytowych, ale związane z nimi procedury są z pewnością bardziej uciążliwe. Jeśli jednak chcemy zadbać o domowy budżet, nie musimy ulegać pokusie łatwego i błyskawicznego (ale i kosztownego) zabezpieczenia pożyczki czy kredytu w formie ubezpieczenia, ale możemy zaproponować kredytobiorcy tańsze dla nas (a w konsekwencji znacząco obniżające koszt kredytu) zabezpieczenie w formie weksli czy poręczycieli (choć powszechnie wiadomo, jak trudno jest ich pozyskać ze względu właśnie na skalę odpowiedzialności za cudze długi).
Największe różnice dotyczące kredytów i pożyczek udzielanych w trybie konsumenckim w stosunku do standardowych tego rodzaju produktów polegają na zobowiązaniu kredyto- lub pożyczkodawcy do wyliczenia, według specjalnego wzoru, tzw. rzeczywistego oprocentowania kredytu. Oznacza to, że instytucja finansowa musi już w ofercie policzyć dokładnie, jaka będzie cena pożyczanych pieniędzy, uwzględniając w tym koszcie nie tylko oferowane oprocentowanie, ale także wszelkie inne koszty, w tym takie, które często przez finansistów są przed klientem skrzętnie ukrywane, by stworzyć wrażenie, iż oferta pożyczki jest korzystniejsza od innych oferowanych na rynku. Dzięki podawaniu rzeczywistej stopy procentowej konsument starający się o pożyczkę ma możliwość porównania dostępnych na rynku ofert i – przynajmniej teoretycznie – dokonania wyboru najkorzystniejszej z nich.
Inna sprawa to praktyka, czyli to, jak wielu konsumentów z tego prawa korzysta. A także, czy banki rzeczywiście uwzględniają przy wyliczaniu takiej rzeczywistej stopy oprocentowania wszystkie koszty, którymi zamierzają obciążyć klienta. Trzeba tu od razu zaznaczyć, że przez lata funkcjonowania omawianych przepisów wiele instytucji finansowych znalazło sposoby na omijanie przepisów ustawy o kredycie konsumenckim, przez co potencjalny pożyczko- czy kredytobiorca tym łatwiej może wpaść w pułapkę, będąc przekonanym, iż jest pod ochroną.
Dlatego także do podawanej przez bank lub inną instytucję finansową rzeczywistej stopy procentowej trzeba podchodzić z dużą ostrożnością. I w toku załatwiania kredytu lub pożyczki, jeszcze na etapie analizy dostępnej na rynku oferty, trzeba wnikliwie dociekać, czy rzeczywista stopa procentowa naprawdę uwzględnia wszystkie koszty kredytu. A dość powiedzieć, że w przypadku np. ubezpieczeń stosowanych ostatnio bardzo często jako forma zabezpieczenia kredytu mogą to być dodatkowe koszty rzędu kilku procent pożyczanego kapitału rocznie. Zaś zgodnie z przepisami tej ustawy w wielu przypadkach nie muszą być one uwzględnione w zestawie kosztów kredytu przy wyliczaniu jego rzeczywistej stopy oprocentowania.
Ale jeszcze ważniejszym przywilejem kredytobiorcy korzystającego z produktów pożyczkowych o statusie konsumenckim jest zarówno korzystniejszy tryb odstąpienia od umowy, jak i mniej restrykcyjne zasady, wedle których bank może wypowiedzieć umowę w przypadku zwłoki w terminowej spłacie zobowiązania.
Zgodnie z przepisami ustawy o elektronicznych instrumentach płatniczych, przez umowę o kartę płatniczą wydawca karty płatniczej zobowiązuje się wobec posiadacza karty płatniczej do rozliczania operacji dokonanych przy użyciu karty płatniczej, a posiadacz zobowiązuje się do zapłaty kwot operacji wraz z należnymi wydawcy kwotami opłat i prowizji lub do spłaty swoich zobowiązań na rachunek wskazany przez wydawcę. Umowę powyższą zawiera się na czas oznaczony, z tym, że umowę, w której strony nie określą czasu jej obowiązywania, uważa się za zawartą na okres dwóch lat.
W umowie o kartę płatniczą wydawca może zastrzec prawo do zmiany, bez zgody posiadacza, limitów i ograniczeń dotyczących kwot dokonywanych operacji, określonych w umowie, w przypadku nieterminowej spłaty należności przez posiadacza lub stwierdzenia zagrożenia ich terminowej spłaty. W przypadku dokonania tego rodzaju zmian wydawca jest jedynie obowiązany niezwłocznie poinformować o tym posiadacza.
ANEKS – pisemny zapis zmian warunków umowy, podpisywany w przypadku gdy kredytobiorca zmienia walutę kredytu, dokonuje wcześniejszej spłaty, zmienia termin przelewu transzy itp.
KREDYT DENOMINOWANY – kredyt udzielony w walucie obcej przeliczonej na walutę polską według aktualnego kursu. Podstawą oprocentowania kredytu denominowanego jest stopa procentowa wybranej waluty obcej.
KREDYT REFINANSOWY – to nowy kredyt, który ma być przeznaczony na spłatę innego, zazwyczaj jednego kredytu, który został udzielony wcześniej na mniej korzystnych warunkach.
KREDYT KONSOLIDACYJNY – to kredyt, który ma być przeznaczony na skonsolidowanie długu, czyli spłatę kilku innych kredytów i pożyczek.
KREDYT KONSUMPCYJNY – to kredyt, w przypadku którego w umowie z bankiem nie jest określony cel, na jaki zostaną wydatkowane pożyczone pieniądze.
KREDYT HIPOTECZNY – to kredyt, którego zabezpieczeniem (docelowym) jest wpis hipoteki do księgi wieczystej nieruchomości. Przeznaczony jest zazwyczaj na inwestowanie w nieruchomość lub refinansowanie kredytu budowlanego, ale coraz częściej w ofercie banków są takie kredyty służące konsolidacji zadłużenia.
POŻYCZKA HIPOTECZNA – to praktycznie to samo co kredyt hipoteczny, choć umowa między bankiem i pożyczającym oparta jest na przepisach kodeksu cywilnego. Pożyczkę taką zazwyczaj można też wykorzystać na dowolny cel konsumpcyjny, gdyż bank nie kontroluje sposobu wydatkowania pożyczonej kwoty.
KARENCJA – określony w umowie kredytowej okres zawieszenia spłaty kapitału. Kredytobiorca spłaca wówczas tylko odsetki. Niektóre banki dopuszczają także karencję w spłacie odsetek.
WKŁAD WŁASNY – środki własne, które kredytobiorca przeznacza na zakup nieruchomości. Wkład własny pozwala na obniżenie oprocentowania kredytu, jednocześnie jego brak podwyższa oprocentowanie oraz wymaga dodatkowego kosztu w postaci ubezpieczenia brakującego wkładu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.