Najkorzystniejsze kredyty i pożyczki
SIEDEM GRZECHÓW GŁÓWNYCH KREDYTOBIORCY
Jak i jakich pułapek unikać, pożyczając pieniądze w banku lub w instytucji pożyczkowej
Co prawda przed tą pułapką, w obopólnym interesie, powinna nas uchronić stosowana przez bank, w którym o kredyt się ubiegamy, procedura ustalania zdolności kredytowej, ale w praktyce często sami stosujemy różne zabiegi, by bank nie poznał całej prawdy o naszych dochodach (świadomie je zawyżając) czy kosztach (z premedytacją pomijając część z nich lub zaniżając ich wysokość). Tak dzieje się przede wszystkim wtedy, gdy zależy nam na pożyczeniu jak najwyższej kwoty. Przypileni potrzebą odkładamy wówczas na bliżej nieokreśloną przyszłość troskę i myśl o tym, jak to będzie ze spłatą tak wysokiego zobowiązania. Tymczasem taka lekkomyślność może nas bardzo drogo kosztować. Kredyt lub pożyczka zostaną odpowiednio zabezpieczone, już bank o to zadba, a gdy dojdzie do kłopotów z obsługą zadłużenia, a w takiej sytuacji prawie na pewno dojdzie, będziemy musieli podjąć działania ratunkowe. Te zaś są zawsze bardzo kosztowne. Niestety, bardzo często finałem jest w ogóle windykacja, a nawet licytacja (sprzedaż za bezcen!) części lub całego naszego majątku.
Dlatego, zaciągając dług, powinniśmy tak ustalić wysokość raty, by mieć rezerwę wolnych dochodów, z której można będzie w przyszłości skorzystać, gdy pojawią się dodatkowe nieprzewidziane koszty lub nastąpi przejściowy spadek dochodów.
Gdy pilnie potrzebujemy gotówki na sfinansowanie określonej potrzeby, bardzo często koncentrujemy się wyłącznie na tym, by cel ów jak najszybciej zrealizować i bagatelizujemy, albo wręcz w ogóle pomijamy, kwestię kosztów długu. W efekcie, ulegając bardzo sugestywnej reklamie telewizyjnej, często zawieramy umowę z instytucją pożyczającą pieniądze najdrożej na rynku (wyspecjalizowanej w omijaniu przepisów ustawy o kredycie konsumenckim oraz antylichwiarskiej) albo np. sięgamy po kredyt w karcie kredytowej, który jest oprocentowany zazwyczaj w maksymalnej wysokości dopuszczalnej przez przepisy antylichwiarskie. Gdy tymczasem, np. poświęcając tej kwestii trochę więcej czasu, uzyskalibyśmy np. kredyt odnawialny. Albo podwyższenie jego limitu, jeśli już z takiego kredytu w banku korzystamy. A w najgorszym przypadku kredyt gotówkowy na dowolny cel o w miarę rozsądnej rzeczywistej stopie procentowej.
Najbezpieczniejszą walutą, w której zaciąga się dług, jest ta, w jakiej uzyskuje się dochody. Wówczas bowiem pojawiającego się w sposób nieunikniony ryzyka związanego z samym faktem zaciągnięcia długu (a więc pojawieniem się konieczności ponoszenia wydatków na jego obsługę w stałych terminach) nie łączymy dodatkowo z nieobowiązkowym ryzykiem walutowym. Polega ono na tym, że wskutek wzrostu notowań kursów waluty, w której rozliczamy kredyt w stosunku do waluty, w której uzyskujemy dochody, nasze obciążenie z tytułu spłaty długu raptownie rośnie. Gdy na dodatek na etapie ustalania warunków umowy kredytowej lekkomyślnie lub choćby tylko nawet zbyt optymistycznie oceniliśmy naszą zdolność kredytową, jest niemal pewne, że wpadniemy w kłopoty. Oczywiście, podejmując ryzyko walutowe, liczymy przede wszystkim na to, że waluta, w której dług będziemy rozliczać, będzie w trakcie jego spłaty tracić na wartości względem waluty, w której uzyskujemy dochody, ale takie kalkulacje nie zawsze się spełniają. I nawet jeśli jedynym motywem naszego wyboru wariantu kredytu walutowego było jego niższe oprocentowanie w relacji do kredytu w złotych, to ryzyko walutowe może okazać się pułapką, w którą wcześniej lub później wpadniemy, płacąc uruchomieniem procedur windykacyjnych czy nawet egzekucyjnych.
Wśród kredytobiorców najmodniejszym wciąż wariantem rozliczeń z bankiem w ramach umowy kredytowej są równe raty. Polegają one zazwyczaj na tym, że bank liczy odsetki, które będą mu się należały za cały czas trwania umowy kredytowej, sumuje je za poszczególne okresy, dodaje do kwoty pożyczanego kapitału, a następnie uzyskaną sumę dzieli przez liczbę miesięcy (kwartałów), na jaki umowa została zawarta. Kredytobiorca zyskuje wygodę, bo w określonych w umowie terminach zawsze będzie płacił taką samą kwotę, ale rzadko kiedy ma świadomość, iż w ten sposób wybiera wariant droższy i ograniczający jego kontrolę nad bankiem. Ten bowiem przy tego rodzaju wyliczeniach często stosuje metodę naliczania odsetek od odsetek, co bardzo podraża kredyt, zwłaszcza w sytuacji gdy zaciągamy go na dłużej niż na dwa lata. W konsekwencji ponadto przez długi okres spłacamy głównie odsetki, a kapitału pozostałego do spłaty ubywa bardzo niewiele. Albo wręcz przybywa, jak to się dzieje w przypadku kredytów walutowych w sytuacji wyższego kursu waluty kredytu w pierwszym okresie spłaty od kursu złotego. Z kolei w przypadku kredytów rozliczanych w złotych, gdy dochodzi do obniżek stóp procentowych w wykonaniu Rady Polityki Pieniężnej, trudno jest od banku wyegzekwować adekwatną do nich obniżkę oprocentowania kredytu.
Zupełnie inaczej jest, gdy wybierzemy wariant spłaty w ratach ustalanych w ten sposób, że tylko pożyczony kapitał jest dzielony przez liczbę miesięcy (kwartałów), na które umowa została zawarta, odsetki zaś naliczane są od aktualnej w danym momencie wysokości kapitału. Co prawda wówczas zwłaszcza pierwsze raty kredytu są relatywnie bardzo wysokie, ale pożyczka rozliczana w tej formie jest maksymalnie najtańsza. Mało tego, w sposób wymuszony gwarantujemy sobie tak ważną w trudnych chwilach rezerwę; by bank wyraził zgodę na taką formę spłaty pożyczanych pieniędzy, musimy mieć zdolność kredytową dostosowaną do wysokości tych pierwszych, a więc najwyższych rat. Potem zaś raty są coraz niższe, więc jeśli nawet nastąpi lekkie pogorszenie relacji między naszymi dochodami a kosztami, nie musi to być groźne dla terminowej obsługi zadłużenia.
Bardzo wiele osób sięga po pożyczki, zwłaszcza te z pozoru w nieimponującej wysokości, nie podejmując nawet elementarnej analizy oferty, lecz ulegając sugestywnej reklamie. Zwłaszcza reklamie telewizyjnej. Tymczasem nawet świadomość faktu, jak kosztowna jest reklama, a przecież ten koszt musi tak czy inaczej sfinansować klient banku, powinna skłaniać do zastanowienia. Jednak nawet nie to jest najgorsze. Instytucje (nie banki) udzielające pożyczek w najbardziej komfortowych warunkach (dom pożyczkobiorcy) pożyczają pieniądze najwyżej oprocentowane na rynku. Wyżej nawet niż dopuszczają to przepisy ustawy antylichwiarskiej. Jedna z takich instytucji stosuje prosty wybieg, bardzo znaczną część rzeczywistych kosztów, jakie ponosi pożyczający, kwalifikuje jako opłatę za usługę rozliczania długu w mieszkaniu wierzyciela, wskutek czego prawdziwe koszty takiej pożyczki są rzędu nawet ponad 100 proc. pożyczanej kwoty. Wystarczy więc ruszyć się z domu, by w banku skorzystać z ekspresowej pożyczki według uproszczonych procedur (okazanie dowodu osobistego i innego dokumentu ze zdjęciem) i pozyskać potrzebną kwotę równie łatwo, ale znacznie taniej.
Wielu konsumentów w Polsce spłaca po kilka kredytów i pożyczek naraz: pożyczka związana z zakupem na raty telewizora, kredyt na kupno samochodu, dług nieopatrznie zaciągnięty poprzez kartę kredytową, o kredycie hipotecznym już nie wspominając. Oddzielna obsługa każdej takiej oddzielnej umowy pożyczkowej czy kredytowej jest kosztowna i w sposób znaczący obniża bilans budżetu domowego. Oczywiście na etapie zaciągania pierwszego długu trudno przewidywać następne, a tym bardziej nierozsądne może być pożyczanie na zapas. Jednak gdy spłacając już jeden kredyt, musimy zaciągnąć następne zobowiązanie, powinniśmy pomyśleć, by był to kredyt refinansowy, a więc taki, z którego jednocześnie spłacimy poprzedni dług i sfinansujemy nowe wydatki. A gdy już mamy dwa zobowiązania albo więcej i zaciągnąć planujemy kolejną pożyczkę, warto zadbać, by miała ona charakter pożyczki lub kredytu konsolidacyjnego, a więc zbierającego w jedno zobowiązanie i stare długi, i nową pożyczkę. W taki praktycznie bezgotówkowy sposób na pewno poprawimy bilans domowego budżetu.
Badania, a i praktyka funkcjonowania rynków finansowych w Polsce pokazują w sposób jednoznaczny, iż konsumenci boją się wszelkich kontaktów z bankiem. Pół biedy, gdy w ten sposób nie dbają o swoje interesy, by choćby wynegocjować korzystniejsze warunki umów. Gorzej, gdy nie podejmują kontaktu z bankiem, w sytuacji gdy pojawia się zagrożenie terminowej obsługi zaciągniętych kredytów. W ten sposób bowiem ryzykują, iż bank przystąpi od razu do egzekucji zobowiązania, co potrafi pozbawić dłużnika nawet dorobku całego życia.
Tymczasem warto z bankiem podjąć rozmowy, gdy tylko pojawi się pierwsze zagrożenie, ale jeszcze terminowo regulujemy zobowiązania. Wtedy bowiem bez trudu można znaleźć rozwiązanie do przyjęcia dla obu stron umowy kredytowej, np. obniżenie bieżącej wysokości spłat przez krótką karencję spłaty kapitału czy wydłużenie okresu umowy kredytowej, co pozwala dostosować bieżące spłaty do obniżonych dochodów kredytobiorcy.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.