Amerykański fiskus w kredytowej pułapce
USA mogą wkrótce mieć kłopoty ze spłatą dochodzącego do 12 bln dol. długu publicznego.
Złożą się na to dwa czynniki: wzrost odsetek od niekorzystnych pożyczek krótkoterminowych oraz coraz mniejsze wpływy z podatków.
Według New York Timesa Departament Skarbu boryka się z coraz większymi kłopotami w utrzymaniu płynności finansowej. Paradoksalnie, skoro gospodarka ma się coraz lepiej i widać pierwsze oznaki wychodzenia z recesji, Rezerwa Federalna (amerykański bank centralny - red.) może wkrótce podwyższyć stopy procentowe. W tej sytuacji obsługa wszystkich kolejnych kredytów stanie się znacznie droższa. Rząd będzie się ratować, zamieniając je na pożyczki długoterminowe, ale to i tak może nie zapobiec fiskalnej katastrofie.
Na razie obsługa odsetek kosztuje średnio 200 mld dol. rocznie, lecz eksperci przewidują, że w ciągu dziesięciu lat suma ta może sięgnąć nawet 700 mld dol. Różnica w tej kwocie to więcej, niż w sumie budżet przewiduje wydać na bezpieczeństwo narodowe, wojny w Iraku i Afganistanie oraz cały system edukacyjny.
Najbardziej pesymistyczne analizy zakładają, że fiskus przeżyje podobny szok jak rynki nieruchomości i bankowy w 2008 r. - gdy pękła bańka ryzykownych kredytów hipotecznych, a wkrótce później zaczęły padać same banki, niezdolne do odzyskania pożyczonych pieniędzy.
Wkrótce w budżecie zacznie też brakować środków, bo wskutek spadku dochodów regularnie spadają wpływy z podatku. Poza tym niedługo w wiek emerytalny wchodzi pokolenie baby boomu, które wytwarzało dotąd lwią część amerykańskiej gospodarki.
, nyt
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu