Mniejszy deficyt, ale kosztem OFE
Resort finansów zapewnia, że składki, które zamiast do OFE, trafią do ZUS, nie posłużą do łatania budżetowej dziury. Dlatego budżet nie zmniejszy dopłat do rent i emerytur, jakie corocznie otrzymuje ZUS.
@RY1@i02/2009/216/i02.2009.216.000.006a.001.jpg@RY2@
Minister pracy Jolanta Fedak i szef resortu finansów Jacek Rostowski
Jerzy Dudek/Fotorzepa
Zapowiedzi tych zmian niepokoją fundusze. Tym bardziej że resort chciałby je wprowadzić już w przyszłym roku.
Zgodnie z projektem budżetu na 2010 r. ZUS dostanie 38 mld zł na wypłatę rent i emerytur z budżetu państwa. I jak zapewnia Ministerstwo Finansów, fakt, że będą zarzadzać skłądkami odebranymi OFE, nie zmniejszy tych potrzeb.
Jednak ekonomiści wskazują, że nie jest pewne, co ZUS zrobi z tymi dodatkowymi pieniędzmi. Bo jeśli użyje ich do bieżącej działalności, wtedy nie będą tak bezpieczne jak w OFE. Co więcej, faktycznie tworzyłyby dług, który ZUS musiałby oddać w przyszłości emerytom. Gdyby tak było to nie zostałby zrealizowany strategiczny cel reformy emerytalnej, czyli zmniejszenie udziału środków z ZUS w emeryturach.
To niejedyne wątpliwości dotyczące pomysłu ministra finansów Jacka Rostowskiego i minister pracy Jolanty Fedak. Kolejne dotyczą zgodności tych propozycji z konstytucją. Czy nie naruszałyby zasady praw nabytych przez OFE i emerytów? Resort zapewnia, że nie. Tym bardziej że ta zmiana nie będzie dotyczyła pieniędzy już zgromadzonych przez fundusze emerytalne, a dopiero przyszłych składek. - To, jaka część trafia do OFE, jest uzależnione od ustawodawcy. Zmiana tych proporcji nie może być uznana za uregulowanie niekonstytucyjne. Nie narusza ono bowiem ani zasady praw nabytych, ani zasady prawidłowej legislacji, ani też zasady państwa prawa - mówi prof. Marek Chmaj z Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej. A kwestia pozostawienia w ZUS składki na przyszłe emerytury jest konstytucyjna? - Takie zmiany mogłyby się okazać niekonstytucyjne wtedy, gdyby okazało się, że stracą na tym przyszli emeryci - mówi dr Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.
Resort zapewnia, że emeryci nie stracą, bo pieniądze w ZUS będą przynosiły taki zysk jak do tej pory. Te zapewnienia kwestionują przedstawiciele OFE. Dlatego, by zjednać sobie fundusze, rząd myśli o tym, by tę część składki, która już nie będzie wpływać na ich konta, OFE dalej mogły wliczać do swojego bilansu. A od 2013 r. rząd planuje poluzowanie limitów inwestowania funduszy za granicą. Dziś mogą w ten sposób lokować zaledwie 5 proc. składki.
Jednak te zapowiedzi nie uspokajają OFE, bo są zbyt mgliste. Utyskują, że będą mogły inwestować jedynie 40 proc. tego, co dotychczas. A z ich portfela znika najbardziej bezpieczna część tych inwestycji. To ich zdaniem wymusi zmianę strategii inwestycyjnych, co może zmniejszyć wysokość przyszłych emerytur.
To niejedyna w ostatnim czasie rządowa zapowiedź zmian w systemie emerytalnym. Wcześniej zapadła decyzja o wyczyszczeniu konta Funduszu Rezerwy Demograficznej, który w przyszłości miał ratować system emerytalny. Zgromadzone tam 7,5 mld zł ma teraz pomóc w łataniu przyszłorocznego budżetu.
Mniejsza składka to niższe emerytury
Ewa Lewicka,
prezes Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych
To klasyczny mechanizm księgowy robiony z punktu widzenia długu sektora finansów publicznych, który przenosi zobowiązania na ZUS na okres najtrudniejszy demograficznie. Jeśli OFE dostaną mniej składki, będą ponosiły dużo mniejszą odpowiedzialność za końcową wysokość emerytur. Do tego, mając mniej pieniędzy, pewnie będą musiały inwestować bardziej agresywnie, a więc ryzykownie. Cała koncepcja dostosowywania struktury portfeli do wieku ubezpieczonego przez inwestowanie w ciągu życia, najpierw agresywne, potem zrównoważone, a przed emeryturą bezpieczne, legnie w gruzach. To naprawdę oznacza, że państwo ponownie bierze odpowiedzialność za wysokość przyszłych emerytur.
ZUS może wydać pieniądze, które dostanie
Mirosław Gronicki,
były minister finansów
Jeśli resort finansów ogranicza możliwość inwestowania OFE, może to mieć wpływ na wysokość przyszłych emerytur. ZUS ma taką zasadę: ile dostaje, tyle wydaje. Wprawdzie są zapisywane konta, ale to sztuczne. A teraz wprowadzamy faktycznie nowe zobowiązanie, które jest zmianą istniejącego kapitału w OFE na to, do czego nie mam dostępu w ZUS, a do czego państwo dostęp ma. Dla mnie de facto jest to dług. A jeśli tak rośnie zadłużenie ZUS, to również zadłużenie finansów publicznych. Obawiam się, że będzie wielki opór wobec tego rozwiązania. Jeśli mamy wykonywać takie ruchy, to w ogóle zlikwidujmy OFE. Można je znacjonalizować i przejąć.
Pomysł dobry, ale problemem może być prawo
prof. Artur Nowak Far,
konstytucjonalista SGH
Pomysł nie jest najgorszy. Ja rozumiem, że to próba ominięcia różnych raf wynikających z dużego długu i procedury nadmiernego deficytu wdrożonej przez KE wobec Polski, w wyniku której w najgorszym przypadku możemy mieć wstrzymane wypłaty z funduszy spójności. Jednak temu pomyslowi muszą towarzyszyć inne działania oszczędnościowe, bo to nie może być tylko ruch księgowy. Może on też rodzić wątpliwości w zakresie regulacji unijnej dotyczącej finansowego sektora publicznego i prywatnego. OFE działają jako sektor prywatny i może pojawić się przeszkoda prawna w realizacji pomysłu.
Grzegorz Osiecki
grzegorz.osiecki@infor.pl
współpraca Andrzej Jankowski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu