Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Przyjęcie euro może wywołać bańkę spekulacyjną na rynku mieszkań

11 lutego 2009
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Radykalne obniżenie stóp procentowych, przy łatwym dostępie do kredytów, oznacza wzrost cen nieruchomości - wynika z raportu Euro a ryzyko bąbli na rynku nieruchomości mieszkaniowych, przygotowanego na zlecenie Narodowego Banku Polskiego.

- Mamy teraz kryzys i spadek cen mieszkań, ale za rok, dwa kryzys minie i wówczas groźba pojawienia się bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości znowu stanie się realna - uważa Marcin Mrowiec, główny ekonomista banku Pekao. Nawet po ostatnich, bardzo dużych obniżkach, stopy procentowe w Polsce są ponad 2 razy wyższe niż w strefie euro. Wprowadzenie euro będzie więc oznaczało radykalne zmniejszenie oprocentowania kredytów hipotecznych.

- Rzeczywiście jest spore ryzyko wystąpienia bańki spekulacyjnej, bo po załamaniu rynek zawsze się odbija - mówi Jacek Łaszek, jeden z autorów raportu o wpływie przyjęcia wspólnej waluty na nasz rynek nieruchomości.

W wielu krajach, w których stopy procentowe bardzo szybko spadły, doszło do bardzo dużego boomu na rynku nieruchomości i do wzrostu cen. Potem nastąpiło pęknięcie bańki spekulacyjnej. Taki scenariusz miał obecny kryzys na rynku mieszkaniowym w Stanach Zjednoczonych i krajach europejskich: Hiszpanii, Irlandii i Wielkiej Brytanii. Także obecne załamanie na polskim rynku nieruchomości jest związane z bańką spekulacyjną.

- Po roku 2004 w Polsce dość radykalnie spadły stopy procentowe i po raz pierwszy kredyt hipoteczny stał się dostępny dla przeciętnego obywatela. Jeśli po obecnym kryzysie stopy procentowe spadną jeszcze bardziej, to rzeczywiście grozi nam powtórzenie tej sytuacji - mówi Marcin Mrowiec.

W polskich warunkach dodatkowym czynnikiem wpływającym na wzrost cen nieruchomości jest wchodzenie na rynek pokolenia wyżu demograficznego, które będzie generowało dodatkowy popyt na mieszkania. Już teraz trzeba się zastanowić, jak w przyszłości uniknąć szybkiego wzrostu cen nieruchomości i powstania bańki spekulacyjnej.

- Trzeba uzbrajać grunty i zwiększyć dostępność terenów pod budowę, żeby deweloperzy już nigdy nie spijali śmietanki z tego ewentualnego boomu budowlanego, tylko by budowali mieszkania i domy przy uczciwej marży - mówi Mrowiec.

Także autorzy raportu NBP wypowiadają się w tym samym duchu. Jest jeszcze jeden czynnik, który może w przyszłości ograniczyć nadmierny wzrost cen nieruchomości. Jest nim przygotowywana przez Komisje Nadzoru Finansowego rekomendacja T. Nie wpłynie ona na obecną politykę kredytową banków, bo banki w swoich restrykcjach poszły dzisiaj znacznie dalej.

- Jest to jednak bardzo dobry moment na wprowadzenie takiego rozwiązania, bo dzisiaj nikt przeciwko rekomendacji nie protestuje, jako że wszyscy się boją nadmiernego ryzyka kredytowego - uważa Jacek Łaszek.

W praktyce hamulce kredytowe wprowadzane przez rekomendacje T, które przede wszystkim będą ograniczać maksymalną wartość kredytów do 80 proc. wartości nieruchomości, zaczną obowiązywać, dopiero gdy obecny kryzys się skończy i banki poluzują swoją politykę kredytową.

Przy udzielaniu kredytu bank powinien uwzględnić wysokość realnych dochodów kredytobiorcy po potrąceniu wszystkich należnych podatków, opłat, składek oraz wziąć pod uwagę realne koszty utrzymania kredytobiorcy.

Maksymalny poziom wydatków związanych z obsługą zobowiązań kredytowych nie powinien przekroczyć 50 proc. dochodów gospodarstwa domowego.

Udział własny kredytobiorcy musi być na poziomie nie mniejszym niż 10 proc. dla kredytów do 5 lat i 20 proc. dla kredytów powyżej 5 lat.

92c35f5f-9151-4c68-8bad-21097d02c1a7-38892334.jpg

Stopy procentowe i cykle na rynku nieruchomości

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.