Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Jak nie osiągnąć ożywienia

Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Obama odziedziczył gospodarkę w fazie spadku i w krótkim okresie, jaki minął od inauguracji, nie mógł zapewne zmienić biegu wydarzeń. Niestety, to co robi, nie wystarcza. Pakiet stymulacyjny sprawia wrażenie dużego - ponad 2 proc. PKB rocznie - ale jego trzecią część stanowią cięcia podatkowe. Amerykanie prawdopodobnie zaoszczędzą większą część pieniędzy, zyskanych na cięciach.

Prawie połowa wydatków stymulacyjnych zastąpi nakłady, które obcięto na poziomie stanów. Wszystkie muszą mieć zrównoważony budżet. Parę miesięcy temu niedobory budżetowe stanów szacowano na 150 mld dol. Dziś muszą być większe, skoro Kalifornii brakuje 40 mld dol.

Oszczędności gospodarstw domowych zaczynają wreszcie rosnąć, co dla ich długofalowej kondycji jest korzystne, ale dla bieżącego wzrostu gospodarczego ma fatalne skutki. Maleją inwestycje i eksport. Choć występujące w USA automatyczne stabilizatory koniunktury - progresywny charakter systemu podatkowego i siła systemu opieki społecznej - zostały osłabione, będą mieć efekt stymulacyjny, gdy, jak się oczekuje, deficyt budżetowy sięgnie 10 proc. PKB.

Pakiet stymulacyjny wzmocni gospodarkę, ale prawdopodobnie nie wystarczy do zapewnienia solidnego wzrostu. To zła wiadomość dla reszty świata, bo do wystąpienia silnego ożywienia gospodarki globalnej potrzebna jest silna gospodarka USA.

Prawdziwe słabości programu pobudzenia ekonomicznego Obamy tkwią nie w pakiecie stymulacyjnym, ale w dążeniu do ożywienia rynków finansowych. Błędy popełnione przez USA stanowią ważną lekcję dla tych krajów, które mają albo będą mieć problemy ze swoimi bankami.

● Zwlekanie z restrukturyzacją banków jest kosztowne, jeśli idzie o końcowe koszty ich ratowania i o szkody, jakie do tego czasu ponosi gospodarka.

● Rządy nie lubią przyjmować na siebie pełnych kosztów problemu, dają więc bankom tyle, żeby mogły przetrwać, ale nie tyle, żeby wróciły do zdrowia.

● Zaufanie jest ważne, ale musi opierać się na solidnych podstawach. Polityki gospodarczej nie wolno opierać na fikcyjnym założeniu, że udzielono zdrowych pożyczek i że po przywróceniu zaufania biznesowa wnikliwość głównych aktorów rynków finansowych oraz instytucji nadzorczych automatycznie się wzmocni.

● Należy zakładać, że bankierzy działają we własnym interesie, kierując się ustalonymi zachętami. Źle ukierunkowane zachęty skłaniały do podejmowania nadmiernego ryzyka, a banki, które dziś znajdują się na skraju załamania, a jednocześnie są za duże, żeby upaść, mogą się w przyszłości mocno angażować w ryzykowne operacje. Mając świadomość, że w razie potrzeby rząd wszystko naprawi, odroczą rozwiązanie problemu kredytów mieszkaniowych i będą wypłacać miliony dolarów premii i dywidendy.

● „Uspołecznienie” strat przy jednoczesnej prywatyzacji zysków jest bardziej niebezpieczne niż nacjonalizacja banków. Amerykańscy podatnicy podczas pierwszego etapu zasilania gotówką sektora finansowego za każdego dolara otrzymywali aktywa warte 67 centów. Ale w ostatnim etapie zasilania banków podatnicy - jak się szacuje - za dolara dostają aktywa warte już tylko 25 centów lub nawet mniej. Jednym z powodów jest fakt, że gdybyśmy dostawali tyle, ile warte są nasze pieniądze, bylibyśmy już dominującym udziałowcem co najmniej jednego z głównych banków.

● Nie należy mylić ratowania bankierów i udziałowców z ratowaniem banków. USA mogłyby uratować banki mniejszym kosztem, gdyby nie ratowały ich udziałowców.

● Wyrzucanie pieniędzy na ratowanie banków nie pomaga właścicielom domów: liczba mieszkań przejmowanych przez wierzycieli nadal rośnie. Dopuszczenie do bankructwa AIG mogło rzeczywiście zaszkodzić niektórym istotnym dla systemu finansowego instytucjom, ale konieczność rozwiązania wynikłych z tego problemów byłaby wyjściem lepszym niż zwiększanie pomocy dla tej firmy do 150 mld dol. - w nadziei, że część pieniędzy trafi tam, gdzie trzeba.

● To brak przejrzystości wpędził amerykański system finansowy w kłopoty. W wyjściu z nich brak przejrzystości mu nie pomoże. Administracja Obamy obiecuje identyfikację strat, by namówić fundusze arbitrażowe i innych inwestorów prywatnych do kupowania wątpliwych aktywów banków. Nie doprowadzi to jednak - jak twierdzi administracja - do ustanowienia „rynkowych cen” tych aktywów. Te ceny podlegają zakłóceniom ze względu na to, że straty ponosi rząd. Skoro więc bankowe straty spadły już na barki podatników, to i zyski powinny do nich trafić.

● Lepiej patrzeć w przód niż do tyłu, czyli skupiać się na zmniejszeniu ryzyka nowych pożyczek i upewnianiu się, że wstrzyknięte do systemu finansowego środki tworzą nowe możliwości kredytowe. 700 mld dol. przekazanych nowemu bankowi mogłoby (przy założeniu „dźwigni” 10:1) posłużyć do sfinansowania 7 bln dol. nowych pożyczek.

Krótkowzroczne reakcje polityków - mających nadzieję, że uda się załatwić sprawę za pomocą pakietu, który będzie na tyle mały, żeby nie wzbudzić protestów podatników, a jednocześnie na tyle duży, że zadowoli banki - przedłużają tylko cały problem. Grozi nam przecież impas. Potrzeba będzie więcej pieniędzy, a Amerykanie nie są w nastroju do ich dawania, a już z pewnością nie na takich warunkach jak dotychczas. Źródło pieniędzy zaczyna się wyczerpywać; podobnie może być z legendarnym optymizmem Amerykanów i ich nadziejami.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.