Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Gospodarka Australii dołuje

23 stycznia 2009
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Do rubasznych zazwyczaj australijskich reklam turystycznych wkrada się nuta paniki. „Gdzie się podziewacie, do cholery!”, brzmi aktualny slogan.

Po krachach rynku mieszkaniowego, kredytowego i i surowcowego turystyka miała być jednym z nielicznych nadal dobrze funkcjonujących segmentów gospodarki, a tymczasem, choć w listopadzie temperatura wzrosła, liczba turystów spadła - o 6 proc. w stosunku do zeszłego roku.

Pogarszające się terms of trade Australii podcinają dochód narodowy. Recesja wydaje się dziś czystą formalnością: w ostatnim kwartale wzrost wyniósł 0,1 punktu procentowego i był najsłabszy od ośmiu lat. Gospodarstwa domowe i farmy są zadłużone ponad miarę, a z przedsiębiorstwami jest jeszcze gorzej: w ubiegłym roku ich zapotrzebowanie na kredyt osiągnęło rekordowy poziom niemal 8 proc. wartości produkcji. Tymczasem o kredyt trudno i firmy mają trzy możliwości: zaprzestać wydatków, zwiększyć kapitał zakładowy - albo zbankrutować. Szczęściem w nieszczęściu może okazać się stosunkowo dobra (z akcentem na „stosunkowo”) kondycja sektora bankowego. Jest to w znacznym stopniu zasługą czujności banku centralnego (Reserve Bank of Australia) który już kilka lat temu zaczął ściągać cugle rozpasanemu wzrostowi kredytu. Australia należy do tych nielicznych gospodarek rozwiniętych, w których nie doszło do upadłości wielkiego banku. Podczas gdy instytucje finansowe w USA i Europie wiszą na skaju przepaści, w kraju kangurów banki zbierają bogate żniwo. Wspierane rządowymi gwarancjami w odniesieniu do zagranicznych kredytów w ostatnich miesiącach banki zgarnęły ponad 40 mld dol. od międzynarodowych inwestorów, płacąc za nie odsetki zaledwie o 1 punkt procentowy większe od australijskiego odpowiednika LIBOR. Mimo to każdy cent, uzyskany przez banki na rynkach publicznych, to cent odjęty od ust rynkowi spółek. Pozostaje mieć nadzieję, że te pieniądze przepłyną do krajowej gospodarki bez nieprzyzwoicie wysokiego oprocentowania. Szkopuł w tym, że ostatnio zbyt wiele spółek tylko o włos uniknęło bankructwa - i banki nie są w filantropijnym nastroju. Przy strategicznej stopie procentowej 4,5 proc. bank centralny nadal ma w zanadrzu potężny bodziec. Przyda mu się ta marchewka - i gruby kij na banki.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.