Słaby forint topi węgierski biznes
W związku z osłabieniem forinta już co dziesiąty przedsiębiorca nie jest w stanie spłacić zaciągniętych kredytów walutowych, a pozostali z trudem dźwigają ciężar coraz wyższych odsetek.
Niewiele mniejszy jest udział niespłaconych pożyczek osób prywatnych, które zdecydowały się na zaciągnięcie kredytów we frankach szwajcarskich i euro.
Węgierska waluta straciła najwięcej na wartości ze wszystkich najważniejszych walut międzynarodowych. W ostatnich dwóch latach jej kurs do euro spadł o przeszło 25 proc., a do franka szwajcarskiego o przeszło jedną trzecią. Prognoza jest równie pesymistyczna. Wszystko przez to, że inwestorzy nie wierzą, by Węgry zdołały przełamać kryzys samodzielnie, bez pomocy MFW i UE. I masowo wyprzedają forinta. Tylko od czerwca węgierska waluta straciła kolejne 9 proc. swojej wartości wobec euro.
Tymczasem aż 70 proc. kredytów na Węgrzech jest denominowanych w obcych walutach (przede wszystkich we frankach szwajcarskich i euro). Przez lata Węgrzy, nie zważając na ryzyko kursowe, decydowali się na taką opcję, bo stopy procentowe zagranicznych kredytów były o wiele niższe niż krajowych.
Dziś Węgrzy mają na barkach pożyczki warte 32 mld euro i nie są w stanie ich spłacić. - Przez lata będzie to podstawowy problem dla przełamania kryzysu. Przedsiębiorcy, którzy muszą przeznaczać coraz większą część dochodów na spłatę rat, nie mają z czego inwestować. A gospodarstwa domowe z tego samego powodu nie mają z czego konsumować - tłumaczy analityk londyńskiego instytutu Capital Economics Neil Shearing.
Dziennik "Wall Stret Journal" opisuje typowy przypadek Dezco Kocsa, właściciela budapeszteńskiej restauracji, który w okresie boomu w 2007 roku zaciągnął kredyt na 150 tys. dolarów na rozwój swojego biznesu. Od tego czasu raty od tej pożyczki skoczyły ze 110 tys. forintów miesięcznie do 230 tys. forintów. Co gorsza, spadły jednocześnie dochody restauracji. Kocs stanął przed widmem bankructwa.
Aby uniknąć załamania poniżej symbolicznego progu 300 forintów za euro, władze w Budapeszcie sięgają po drastyczne środki. Parlament przyjął uchwałę radykalnie ograniczającą możliwość zaciągania kredytów w obcych walutach. Jednak to oznacza kłopoty dla tych, którzy chcieli znaleźć pieniądze na spłatę zaległych rat.
Z kolei bank centralny rozważa dalsze podniesienie stóp procentowych. Efektem będą jednak jeszcze większe załamanie gospodarki i kolejne bankructwa małych przedsiębiorstw. "Węgrzy znaleźli się w pętli długu, z której trudno będzie im wyjść" - napisał w swoim komunikacie francuski bank Societe Generale.
Poza Rumunią żaden kraj Europy Środkowej nie ma podobnego problemu. W republikach bałtyckich kredyty walutowe przed kryzysem były co prawda jeszcze powszechniejsze niż na Węgrzech: stanowiły od 70 do 90 proc. wszystkich pożyczek. Jednak za cenę drastycznych cięć w wydatkach i utraty konkurencyjności przez gospodarkę Litwa, Łotwa i Estonia zdołały utrzymać sztywny parytet swoich walut do euro, przez co mieszkańcy krajów nie mieli takich problemów ze spłatą kredytów.
Wartość złych długów szybko rośnie również w Polsce. W ciągu roku wielkość niespłaconych pożyczek przez gospodarstwa domowe skoczyła z 18 do 30 mld zł, a przedsiębiorstw z 20 do 27 mld zł. Jest to jednak o wiele mniejszy wzrost niż na Węgrzech. Nawet w najgorszym momencie kryzysu wartość kredytów w Polsce osiągnęła 120 proc. wielkości depozytów (dziś jest to 113 proc.), podczas gdy na Węgrzech jest to wciąż 170 proc. W Polsce udział kredytów walutowych (36 proc.) był też o wiele niższy niż na Węgrzech.
W najlepszej sytuacji są Czechy. Tu kredyty w obcych walutach stanowią zaledwie 15 proc. wszystkich pożyczek.
@RY1@i02/2010/148/i02.2010.148.000.010a.001.jpg@RY2@
Fot. AP
Viktor Orban wierzy, że uzdrowi Węgry bez pomocy MFW
Jędrzej Bielecki
jedrzej.bielecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu