Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Polska bez reform traci zaufanie

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Bez reform ocena wiarygodności kredytowej Polski zostanie obniżona - ostrzega agencja ratingowa Standard & Poor’s w najnowszym raporcie o naszym kraju.

Agencja nie wierzy, aby przed wyborami parlamentarnymi w przyszłym roku rząd na poważnie zajął się redukcją deficytu budżetowego i powstrzymaniem narastania długu publicznego.

W Europie obowiązuje odwrotny trend. Kolejne rządy decydują się na radykalne plany cięcia wydatków publicznych i obniżanie deficytu. Niemcy w ciągu czterech lat chcą zaoszczędzić 80 mld euro. Brytyjczycy 85 mld funtów, Włosi do 2012 zaoszczędzą 24 mld euro. Do reform wzięła się nawet uchodząca za europejskiego bankruta i uzdolnionego kreatywnego księgowego Grecja.

- Nie chcę, aby kiedykolwiek inwestorzy zadawali sobie pytanie o stabilność finansów Wielkiej Brytanii - argumentował brytyjski minister finansów George Osborne, ogłaszając najbardziej ambitny program redukcji deficytu w powojennej historii. Właśnie ten argument przy rozpoczynaniu kuracji oszczędnościowej pada najczęściej. To właśnie stabilność finansów jest jednym z podstawowych czynników, na podstawie których agencje ratingowe podejmują swoje decyzje. Czy ktoś chce tego, czy nie, inwestorzy wierzą w raporty tych agencji niemal bezkrytycznie.

Nie tylko stosunek rządu do reform jest w Polsce inny niż w innych krajach UE. Podobnie z przeciętnym Kowalskim. O ile dwie trzecie Niemców, Brytyjczyków, Hiszpanów i Francuzów zgadza się z tezą, że dla ratowania gospodarki trzeba ciąć wydatki, u nas ten odsetek wynosi nieco ponad 50 proc. Z sondażu Homo Homini dla "DGP" wynika, że niemal całkowicie odrzucamy oszczędzanie poprzez zamrożenie rent i emerytur czy obniżenie zasiłków dla bezrobotnych. Przeciw takim krokom jest aż 81 procent Polaków.

Między innymi dlatego w Polsce radykalne cięcia wydatków nie są w planach. Konsekwencje utrzymania do 2012 roku deficytu na poziomie 7 proc. będą fatalne. Jeśli agencje takie jak Standard obniżą nasz rating, osłabnie złoty. Tymczasem około 1/3 wszystkich kredytów w Polsce, w tym 65 procent kredytów hipotecznych - została zaciągnięta w zagranicznych walutach, przede wszystkim we frankach szwajcarskich. "Ich obsługa stanie się bardziej kosztowna dla dłużników, jeśli złoty osłabnie" - czytamy w raporcie S&P.

Podobne opinie co Standard & Poors usłyszeliśmy w rozmowie z wiceszefem agencji ratingowej Moodys. Kenneth Orchard podobnie jak jego koledzy z S&P nie wierzy, by rząd realnie zaczął ciąć deficyt. - Jeśli od lat 2011 - 2012, kiedy gospodarka powinna przyspieszyć, rząd nie powstrzyma narastającego zadłużenia, nie zacznie zaciskać pasa, wtedy zastanowimy się, czy obecny rating jest prawidłowy - mówił w wywiadzie dla "DGP" Orchard. Jego diagnoza nie napawa optymizmem. - Jeśli władze nie potrafią nawet przy korzystnej koniunkturze zrównoważyć finansów, to znaczy, że są mało skuteczne - mówił nam Orchard.

@RY1@i02/2010/138/i02.2010.138.000.006a.001.jpg@RY2@

Polska ma problem z deficytem - w ubiegłym roku wzrósł on niemal dwukrotnie

Jędrzej Bielecki

jedrzej.bielecki@infor.pl

Centrum Europejskich Analiz Politycznych (CEPS), Bruksela

Setki, czasem nawet tysiące wielkich inwestorów, są zainteresowane zakupem obligacji Polski czy jakiegoś innego kraju. Każdy z nich ma własną ocenę, czy są to papiery bezpieczne, czy emitujący je kraj spłaci swój dług. Są to zwykle analizy nieskoordynowane, z których wychodzi pewna w miarę stabilna wypadkowa na rynku. Zmiana ratingu przez jedną z trzech największych agencji oceny wiarygodności kredytowej świata - Standard & Poors, Moodys i Fitch - nagle zmienia ten układ. Oto wszyscy zaczynają mieć podobne spojrzenie na wiarygodność danego kraju. Właśnie to powoduje, że zmiany oprocentowania obligacji w takim momencie mogą tak gwałtownie wzrosnąć, choć z pozoru nie pojawił się żaden nowy czynnik w polityce danego kraju. W przypadku Grecji obniżenie ratingu poniżej poziomu inwestycyjnego spowodowało, że inwestorzy zaczęli się domagać nawet 10-procentowego oprocentowania za ryzyko zakupu obligacji. Gdyby nie pomoc UE i MFW, koszty obsługi długu dla Aten w krótkim czasie mogłyby wzrosnąć do takiego poziomu, że kraj nie byłby już w stanie spłacać swoich zobowiązań wynikających z zaciągania nowych kredytów. Jednym słowem straciłby płynność.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.