Jakie korzyści dają inwestycje lokowane w specjalnych strefach ekonomicznych
Patrząc na dotychczasową historię SSE w Polsce, można stwierdzić, że wykorzystanie SSE jako instrumentu przyciągania inwestorów do Polski okazało się dużym sukcesem. Dzięki SSE mamy ponad 100 projektów inwestycyjnych w Polsce, o wartości ponad 60 mld zł. Dodatkowo te inwestycje wykreowały prawie 200 tys. miejsc pracy. Nie można także zapomnieć o tym, że SSE tworzą również miejsca pracy u kooperantów, którzy często działają poza strefami.
SSE stały się również wizytówką inwestycyjną Polski na świecie. Światowe inwestycje napływają do nas także ze względu na bardzo dobrą ocenę tego instrumentu przez inwestorów. Nieprzypadkowo w najlepszych specjalnych strefach ekonomicznych ponad 90 proc. inwestorów na pytanie, czy zachęciłoby następnego inwestora do inwestycji w Polsce, odpowiada twierdząco. A reputacja i wizerunek w zakresie inwestowania kapitału mają niebagatelne znaczenie. Trudno je zbudować, bardzo łatwo stracić.
Wsparcie inwestorów przez SSE jest efektywnym narzędziem z punktu widzenia budżetu państwa. Inwestor, żeby wykorzystać otrzymaną pomoc publiczną w postaci zwolnienia podatkowego, musi stworzyć w Polsce dochodowy biznes. Jedynie w ten sposób jest w stanie wykorzystać otrzymane zwolnienie podatkowe. Z danych historycznych dosyć jednoznacznie wynika, że większość inwestorów nie wykorzystuje w całości otrzymanej możliwości zwolnienia z opodatkowania. Średnio inwestorzy wykorzystują otrzymane zwolnienie jedynie w 25 proc., a sprawę dodatkowo komplikuje obecna sytuacja gospodarcza, która znacząco obniżyła dochodowość inwestorów.
Tak naprawdę to bardzo niskim kosztem przyciągamy do Polski inwestycje. Co więcej, mamy również szansę na to, że ich bardzo duża część po okresie korzystania z pomocy publicznej zostanie w Polsce.
Podstawową korzyścią dla inwestora, który zdecydował się zainwestować w SSE, jest zwolnienie podatkowe. Tak więc rzeczywiście wpływy budżetowe o to zwolnienie są mniejsze. Przy czym ważne są trzy kwestie.
Po pierwsze, specyfika większości inwestycji wiąże się z tym, że na początku nie ma zysków, a są straty. Konsekwentnie przy założeniu, że dany inwestor przychodzi do Polski bez zachęty SSE - co jest mocno wątpliwe - to on i tak na początku nie płaci podatku dochodowego. Z perspektywy budżetu możemy mówić co najwyżej o stracie przyszłych dochodów budżetowych.
Po drugie, należy pamiętać, że inwestorzy strefowi płacą od początku inwestycji w Polsce wszystkie inne podatki, takie jak podatki indywidualne, VAT oraz w dużej liczbie przypadków również podatki lokalne.
Po trzecie, trzeba też zauważyć, że duża część inwestorów ominęłaby Polskę, gdyby nie zachęta SSE. Czyli alternatywą dla nieprzyznania SSE dla inwestora często będzie brak inwestycji w Polsce. A co za tym idzie - brak jakichkolwiek wpływów podatkowych. Często oznaczać to może również dodatkowe koszty dla budżetu, np. koszty socjalne związane z utrzymaniem bezrobotnych itp.
Dlatego też patrzenie na SSE w perspektywie tylko i wyłącznie bieżących wpływów z tytułu jednego podatku jest obarczone dużym błędem. Dzięki inwestycjom w SSE zyskujemy o wiele więcej, niż tracimy na tych przyszłych wpływach z tytułu podatku dochodowego. A podkreślić należy, że bardzo często benefit SSE jest decydujący w procesie pozyskania inwestycji do Polski. Bez tego tych inwestycji w Polsce by po prostu nie było.
Kryzys gospodarczy na świecie nie był neutralny dla sytuacji gospodarczej Polski. To przełożyło się również na sytuację w SSE. Inwestycji jest mniej, projekty inwestycyjne są mniejsze. Pewne pozytywne odbicie w zakresie inwestycji w SSE nastąpiło co prawda w I kwartale 2010 r., ale, niestety, na razie nie okazało się ono trwałe.
Trudna sytuacja w SSE nie jest jednak wynikiem jedynie sytuacji gospodarczej na świecie. Sami również nie pomagamy strefom w Polsce. Już ponad półtora roku trwają prace nad nowelizacją przepisów o SSE. I dalej, niestety, czekamy, a przepisy te są bardzo potrzebne dla poprawy sytuacji.
Projektów inwestycyjnych jest mniej na świecie, i to oczywiście negatywnie wpływa na SSE w Polsce.
Jednak w dużej mierze przez brak wyraźnej decyzji legislacyjnej przyczyniamy się dodatkowo do osłabienia SSE w Polsce. Zdecydowane i co najważniejsze mało kosztowne budżetowo działania znacząco by pomogły SSE. Przy czym czas upływa, a rozwiązań jak nie było, tak nie ma. Co więcej, powstają projekty nowelizacji ustawy o SSE, które niosą restrykcyjne rozwiązania dla SSE, nawet w stosunku do tych obecnie obowiązujących. Myślę tu o nowym projekcie Ministerstwa Finansów, które znacząco postanowiło zaostrzyć przepisy strefowe.
Taka sytuacja na pewno rodzi pytanie, czy dalej chcemy wykorzystywać instrument SSE w przyciąganiu inwestycji do Polski, czy raczej zamierzamy z tego instrumentu zrezygnować. Obecnie dyskusja dotyczy już nie treści konkretnych przepisów, ale bardziej modelu SSE w Polsce.
Śmiem twierdzić, że bez proinwestycyjnych zmian w zakresie prawa SSE cały system przyciągania inwestorów do Polski na podstawie zachęty podatkowej będzie się raczej chylił ku upadkowi. Nowych inwestorów będzie coraz mniej, a będzie też znaczne ryzyko, że część starych inwestorów nie spełni warunków objęcia stefą, czyli efektywnie będzie musiała zwrócić uzyskaną już w przeszłości pomoc publiczną. To byłby koniec stosowania tego instrumentu w Polsce.
Nowelizacja przepisów o SSE w wersji Ministerstwa Gospodarki miała de facto dwa cele. Po pierwsze, miała uelastycznić zasady dla inwestorów, którzy już zainwestowali w SSE. Trzeba pamiętać, że w sytuacji kryzysu gospodarczego są oni w bardzo trudnej sytuacji, ponieważ zobowiązali się do utrzymania pewnych wskaźników związanych z wartością inwestycji i zatrudnienia. W trudnej sytuacji rynkowej, w jakiej znalazła się duża część przedsiębiorców, przydałaby się możliwość odroczenia spełniania części z tych warunków lub złagodzenia pierwotnych ustaleń. Twarde obstawanie przy swoim może doprowadzić do tego, że część inwestorów nie spełni warunków i będzie musiała zwrócić otrzymaną kiedyś pomoc publiczną. Dla budżetu to może i dobrze, ale dla inwestorów będących już i tak w trudnej sytuacji to katastrofa. Myślę, że to też źle dla całej gospodarki, bo w świat zostanie wysłany zły sygnał o restrykcyjności polskich przepisów dla inwestorów zagranicznych.
Po drugie, nowelizacja SSE miała ułatwić przyciąganie do Polski nowych inwestycji. Brak nowych przepisów doprowadził obecnie do tego, że kilku sporych inwestorów zdecydowało się zainwestować swoje pieniądze poza Polską. W biznesie czas to pieniądz, i nikt nie zdecyduje się na czekanie z rozpoczęciem inwestycji rok lub dłużej. A tyle trwają niestety w ostatnim czasie procedury obejmowania SSE terenów prywatnych.
Trzeba też pamiętać, że brak nowelizacji przepisów to bomba z opóźnionym zapłonem. Duża część problemów z tym związanych jest obecnie jedynie przesuwana w przyszłość. Ale te problemy mogą wybuchnąć w każdej chwili.
@RY1@i02/2010/128/i02.2010.128.086.012a.001.jpg@RY2@
Fot. Tomasz Jodłowski
Tomasz Konik, partner w zespole ds. SSE Deloitte
notowała Ewa Matyszewska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu