Chińska gospodarka pogrążyła światowe indeksy
Inwestorom giełdowym puściły nerwy i w efekcie wszystkie światowe giełdy wczoraj mocno straciły. W ich ślady poszedł warszawski parkiet. WIG20 spadł o 2,6 proc.
Mocne tąpnięcie na chińskiej giełdzie, spowodowane obawami o stan gospodarki Państwa Środka, wywołało reakcję łańcuchową, która obiegła glob i uderzyła w najważniejsze rynki. Wszystko zaczęło się w poniedziałek w nocy. W Chinach doszło do największych od kilku miesięcy spadków na giełdzie. Shanghai B-Share zsunął się w dół o prawie 5,1 proc., zaś Shanghai Composite stracił 4,3 proc. W ślad za nimi poszły inne giełdy w regionie. Rynek w Hongkongu stracił 2,3 proc., a japoński NIKKEI ponad 1,2 proc.
We wtorek od rana czerwono było na europejskich rynkach. Sesja rozpoczęła się od spadków sięgających 1,4 - 1,6 proc., a potem było coraz bardziej nerwowo. Już po godzinie notowań indeks we Frankfurcie tracił 2,5 proc., CAC40 nawet 3 proc. Rekordzistami były giełdy w Moskwie (-3,3 proc.) i Madrycie (-3,5 proc.).
Podobnie było na warszawskim parkiecie. Polski rynek otworzył się na małych minusach, ale szybko rozpoczęła się masowa wyprzedaż akcji. Najmocniejsza przecena dotknęła spółki wchodzące w skład WIG20. Ten indeks stracił wczoraj 2,4 proc. W gronie największych firm na warszawskiej giełdzie trudno było znaleźć taką, której notowania spadały mniej niż 1 proc.
Na dodatek zrobiło się jeszcze gorzej, gdy wystartowały giełdy amerykańskie. Impuls do gwałtownej przeceny akcji dała tam publikacja indeksu zaufania amerykańskich konsumentów. Spadł on w czerwcu do 52,9 pkt. Była to szokująca informacja, bo analitycy prognozowali, że indeks wzrośnie do poziomu 63 pkt.
To przelało czarę goryczy i spowodowało, że amerykańscy inwestorzy rzucili się do panicznej wyprzedaży akcji. W ciągu kilku minut najważniejsze amerykańskie indeksy poleciały w dół o blisko 3 proc. Nerwowo było przez całą sesję, a o godzinie 21.30 polskiego czasu S&P500 spadał o 3,34 proc. - do 1040 pkt, najniższego poziomu w tym roku - a Nasdaq o prawie 4 proc.
Analitycy nie mają złudzeń. Inwestorów czeka bardzo nerwowy tydzień i być może kolejna fala spadków.
- Wszyscy w tym momencie zadajemy sobie pytania o to, jak mocne i jak duże będzie spowolnienie gospodarcze. Dla rynków giełdowych oznacza to okres bardzo wysokiej niepewności - mówi agencji Bloomberga Philippe Gijsels, główny analityk BNP Paribas Fortis.
Sytuacji nie poprawia to, że mamy koniec kwartału i początek letnich wakacji, które zwykle nie sprzyjają inwestowaniu.
- Z tego powodu inwestorzy zamykają swoje pozycje i wyprzedają akcje, z których kursów w ostatnich miesiącach nie mogli być zadowoleni - mówi James Paulsen, główny zarządzający w amerykańskim funduszu inwestycyjnym Wells Capital Management.
Dodaje, że niechęć konsumentów do zakupów i spowolnienie w Chinach mogą spowodować, że S&P 500 spadnie poniżej bardzo ważnego z punktu widzenia analizy technicznej poziomu 1040 punktów. To zaś spowoduje kolejną falę masowej wyprzedaży akcji na światowych giełdach.
- Jeśli sytuacja na rynkach się nie poprawi, może czekać nas kolejna dłuższa fala spadków. Jedyna nadzieja w piątkowych danych z amerykańskiego rynku pracy, które mogą ostudzić nerwy - mówi Roman Przasnyski, główny analityk Gold Finance.
Mariusz Gawrychowski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu