Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Kogo cieszy dziś słabe euro

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Dla większości eksporterów z krajów strefy euro problemem nie jest to, o ile wspólna waluta może się jeszcze osłabić, ale raczej jej ewentualny ponowny wzrost z obecnego poziomu.

Kryzys zadłużenia w krajach położonych w basenie Morza Śródziemnego i jego wpływ na wspólną walutę wstrząsnął rynkami giełdowymi nie tylko w Europie, ale też za Atlantykiem, w azjatyckich krajach rozwijających się oraz Japonii. Powody stojące za tym są oczywiste.

Dla Europejczyków słabsza waluta równa się być może większym zyskom eksporterów, lecz jest też oznaką kiepskiej kondycji gospodarczej. W krajach, których pieniądz jest powiązany z dolarem - dotyczy to też Japonii - jego umocnienie oraz silniejszy jen obniżają konkurencyjność ich czołowych eksporterów. Dla korporacyjnej Europy i jej pogrążonych w długach rządów korzyści z deprecjacji waluty przeważają nad minusami.

OECD szacuje, że 10-proc. spadek wartości euro przekłada się na dodatkowy 1 proc. wzrostu gospodarczego dla Europy w skali roku - za stosunkowo niewygórowaną cenę w postaci podwyższonej stopy inflacji - o blisko 0,5 - 1 proc.

By zachować parytet w sile nabywczej Europejczyków i Amerykanów, euro musiałoby kosztować około 1,1 dol., uważa nie tylko OECD, ale też MFW i Eurostat.

Słabsza waluta pomogłaby też Europejczykom obniżyć wskaźniki długu publicznego. Niektórzy wręcz twierdzą, że dokonałoby się to szybciej niż wcielenie w życie rozmaitych programów oszczędnościowych, jakie planują narzucić europejskie rządy w celu ograniczenia swych deficytów strukturalnych. Oczywiście kuracja odchudzająca dla sektora publicznego jest nieodzowna, ale kraje tego kontynentu powinny też skoordynować swe strategie redukcji deficytów, by zmniejszyć ryzyko zduszenia wątłego ożywienia gospodarczego w strefie euro. Natomiast korzyści z osłabienia euro najszybciej będą odczuwalne przez te europejskie przedsiębiorstwa, które produkują swe wyroby na Starym Kontynencie, zaś głównymi ich odbiorcami są powiązane z dolarem gospodarki wschodzące oraz USA. Najlepszym przykładem jest EADS i kontrolowany przez niego Airbus. Obie firmy przez lata narzekały na negatywny wpływ niskiego kursu dolara.

Airbus wciąż nie może się uporać z nawałem problemów związanych ze swym największym samolotem pasażerskim świata, a także wojskowym transportowcem A400M i najnowszym samolotem pasażerskim A350. Nie stanowi to jednak przeszkody dla notowań akcji jego macierzystej spółki EADS, które radzą sobie lepiej niż reszta rynku, zyskując od stycznia 15 proc.

Analitycy wskazują także na branżę dóbr luksusowych jako potencjalnie wielkiego beneficjenta dołującego euro.

Firmy takie jak LVMH czy Remy Cointreau produkują swe ekskluzywne wyroby i trunki głównie we Francji i Włoszech, zaś wykupują je przede wszystkim klienci na rynkach wschodzących, w Japonii i USA. Koniaki Hennessy czy Remy Martin produkowane są wyłącznie we Francji, gdzie nie mają już zbyt wielu amatorów, podczas gdy popyt na nie kwitnie w Chinach i USA.

W grupie przedsiębiorstw, którym słabe euro może napędzić zyski, jest także - według ostatniego raportu HSBC - włoski producent oprawek okularowych Luxottica, który generuje 82 proc. swych przychodów ze sprzedaży detalicznej w USA.

Francuski Essilor, wyrabiający soczewki optyczne, który właśnie stał się pierwszą firmą z blue chipów indeksu CAC 40 zatrudniającą chińskiego menedżera w zarządzie, również zalicza się do grona ewentualnych profitentów.

Dla odmiany, producent obuwia sportowego Adidas, który 23 proc. swej sprzedaży rozlicza w dolarach, a koszty produkcji w dużej mierze ponosi również w tej walucie, może ucierpieć z powodu deprecjacji euro - pomimo zwiększonych wpływów przy okazji World Cup.

Europejskie rządy pewnie po cichu liczą na niski kurs euro, który mógłby dopomóc w przezwyciężeniu stagnacji kontynentalnemu przemysłowi, zwłaszcza producentom samochodów lokującym swe zakłady w krajach o niższych kosztach. Tak więc słabnące euro - bez względu na to, co o tym myślą niemieccy ortodoksi - może stać się główną bronią w europejskim arsenale konkurencyjności.

tłum. mr

© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved

Paul Betts

Publicysta "Financial Timesa"

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.