Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Banki zapłacą specjalny podatek na poczet przyszłych bankructw

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

W tym roku przywódcy 20 największych gospodarek świata ustanowią globalny podatek od transakcji bankowych.

Wpływy z niego pozwolą ratować zagrożone inwestycje finansowe - zapowiedział wczoraj Gordon Brown. Premier Wielkiej Brytanii w rozmowie z "Financial Timesem" zapewniał, że negocjatorzy z państw G20 dopracowują szczegóły porozumienia, które zostanie podpisane w Seulu w listopadzie.

Spośród największych gospodarek na świecie już tylko Kanada otwarcie sprzeciwia się pomysłowi powszechnego opodatkowania instytucji finansowych. Banki tego kraju znacznie lepiej niż np. ich amerykańscy konkurenci poradziły sobie z kryzysem i nie musiały występować o rządową pomoc.

Globalny fundusz, o którym mówi Brown, mógłby co roku być zasilany 20 - 25 mld dol. Na razie wiadomo, że amerykańskie władze chcą pobierać od swoich banków ok. 10 mld dol. rocznie, niemieckie - 1,2 mld euro rocznie, a brytyjskie - kilka miliardów funtów rocznie. Jednak tylko Szwecja nałożyła konkretne obciążenia na swoje banki. Tamtejszy fundusz zabezpieczeń bankowych ma docelowo osiągnąć wartość 2,5 proc. dochodu narodowego kraju.

- Brytyjczykom szczególnie zależy, aby banki na całym świecie podlegały jednolitym regulacjom. Obawiają się, że bez takich rozwiązań instytucje finansowe uciekną z londyńskiego City i znajdą sobie nową bazę, w państwie z mniejszą liczbą obciążeń - mówi "DGP" Marco Incerti, ekspert brukselskiego Centrum Europejskiej Polityki Strategicznej (CEPS).

Tymczasem nie ma zgody, według jakiego schematu miałyby być wydawane pieniądze z globalnego podatku bankowego. Przedstawiciele Międzynarodowego Funduszu Walutowego uważają, że powinna zostać utworzona - przynajmniej w Europie - niezależna instytucja, która określi, jakie normy bezpieczeństwa mają stosować banki i które inwestycje są zbyt ryzykowne. To właśnie takiej agencji podlegałby fundusz ratowania banków. Christine Lagarde, francuska minister finansów, nie chce jednak o tym słyszeć. Jej zdaniem środki pobrane od banków powinny bezpośrednio zasilać budżet każdego kraju. - Francja obawia się, że jeśli zostanie utworzony wspólny fundusz europejski, to de facto stanie się on narzędziem, poprzez które francuscy podatnicy będą finansowali plany ratowania niemieckich lub brytyjskich banków - mówi "DGP" Philippe Moreau de Farges, ekspert Francuskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (IFRI).

Także w USA nie ma porozumienia co do sposobu opodatkowania banków. Kongres chce powołać fundusz, który będzie zbierał środki na przyszłe koszta ratowania instytucji finansowych. Biały Dom uważa natomiast, że to może zachęcać banki do bardziej ryzykownych inwestycji, gdyż będą wiedziały, że w razie niepowodzenia i tak nie grozi im bankructwo. Dlatego Barack Obama proponuje odwrotną kolejność. Prezydent chciałby przeforsować ustawę, która pozwoli na powołanie funduszu bankowego, dopiero gdy wybuchnie kolejny kryzys w sektorze finansowym.

Problemem jest też wielkość środków, które będą potrzebne do stabilizacji zagrożonych banków. W samych Niemczech Soffin, państwowa instytucja powołana dla wsparcia upadających banków, wydała w ubiegłym roku aż 170 mld euro. Skala opodatkowania instytucji finansowych, jaką planuje rząd Angeli Merkel, jest więc niewspółmierna do potrzeb. Podobnie jest w Wielkiej Brytanii. Ale bankowcy i tak przed listopadowym szczytem G20 w Seulu chcą storpedować nową inicjatywę fiskalną.

- Przywódcy powinni być bardzo ostrożni w forsowaniu pomysłów, które prowadzą do wycofania kapitału z rynku. To bardzo utrudni przełamanie recesji - uważa Rob Nichols, prezes Financial Services Forum zrzeszającego największe banki w USA. Stąd optymizm Browna co do globalnego podatku jest przedwczesny.

Jędrzej Bielecki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.