Nie należy przeceniać potęgi agencji ratingowych
Silne są z definicji - nie ma ich wiele i są wpływowe. Budzą więc kontrowersje. Nie jest jasne, jak i o co rywalizują. Nie wiemy dokładnie, jak tworzą swoje zestawienia. Wiemy za to, że np. niektóre kraje płacą im za to, by zostać ocenione.
Z pewnością agencje nie ponoszą odpowiedzialności za przypadki takie jak załamanie się finansów w Grecji. W olbrzymiej większości przypadków poza samą oceną ratingową pojawiają się inne dane świadczące o kryzysie czy przynajmniej pogorszeniu się sytuacji finansowej danego państwa. Tyle że politycy wolą "strzelać do posłańców".
Agencje nie są jedynym źródłem informacji. Poza tym same często różnią się między sobą w ocenach. Rynek korzysta tak samo z ich analiz, jak i innych źródeł informacji, więc nie przeceniajmy ich wpływów.
To możliwe. Jednak w takiej sytuacji pojawiają się dziesiątki wątpliwości: kto i jak miałby je tworzyć, jak sprawić, by takie agencje były wiarygodne i niezależne od rządów - które przecież także mogą wywierać presje na publiczne agencje. Trzeba byłoby też stworzyć jakąś instytucję regulującą działanie takich agencji. Poza tym już teraz możemy korzystać z raportów m.in. MFW czy OECD, które dają równie dogłębne pojęcie o sytuacji gospodarczej większości państw. W tej sytuacji mnożenie struktur nie ma większego sensu.
@RY1@i02/2010/049/i02.2010.049.000.009b.001.jpg@RY2@
Fot. Materiały prasowe
Jim Rollo - ekonomista, dyrektor Sussex European Institute
- ekonomista, dyrektor Sussex European Institute
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu