Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Hiszpańscy socjaliści zostawiają gospodarkę na progu recesji

28 czerwca 2018

Tuż przed wyborami rentowność 10-letnich obligacji zmierza w stronę rekordu

Inwestorzy coraz bardziej obawiają się o sytuację Hiszpanii. Wczorajsza aukcja krótkoterminowych papierów skarbowych i duży wzrost rentowności 10-letnich obligacji dowodzą, w jak fatalnym stanie zostawiają gospodarkę socjaliści premiera Jose Luisa Zapatero.

Madryt sprzedał wczoraj obligacje 12- i 18-miesięczne za 3,16 miliarda euro. To mniej niż suma, którą chciał uzyskać (3,5 miliarda). Ale poważniejszym problemem jest wysoka premia, jaką musi zapłacić nabywcom. W przypadku rocznych jest to 5,022 proc., podczas gdy przed niespełna miesiącem takie same obligacje miały rentowność 3,608 proc. Natomiast w półtorarocznych wzrosła ona w tym samym czasie z 3,801 do 5,159 proc. W obu przypadkach jest to najwięcej od 1997 r., czyli czasu, gdy jeszcze nie istniała strefa euro. Na dodatek rentowność 10-letnich obligacji na rynku wtórnym wzrosła wczoraj do 6,32 proc., czyli zbliża się do ustanowionego w sierpniu rekordu 6,46 proc. Rekordowa wczoraj była natomiast różnica - 456 punktów bazowych - w rentowności ich i takich samych obligacji niemieckich, traktowanych jako punkt odniesienia.

Wszystko to powoduje, że jutrzejsza aukcja 10-letnich obligacji nie zapowiada się optymistycznie, co gorsza także perspektywy całej hiszpańskiej gospodarki wyglądają słabo. Kraj znajduje się u progu recesji, a poziom bezrobocia - 21,5 proc. - jest najwyższy od 15 lat i najwyższy w Unii Europejskiej.

Te dane przemawiają jeszcze mocniej, jeśli się je porówna z tymi z początku 2007 r., gdy socjaliści po raz drugi z rzędu wygrywali wybory. Wzrost gospodarczy Hiszpanii wynosił wówczas 3,5 proc. PKB, a w budżecie była nadwyżka w wysokości 2 proc. Po tym jak jesienią 2008 r. pękła bańka na rynku nieruchomści, Hiszpania oficjalnie weszła w recesję. Rząd Zapatero - podobnie jak większość innych krajów zachodnich - próbował ją pokonać planami stymulacyjnymi. Udało się to dopiero w pierwszym kwartale zeszłego roku, ale ceną był wzrost deficytu budżetowego do 11,2 proc. Zapatero, który w ogóle większą wagę przykłada do spraw ideologiczno-obyczajowych niż gospodarki, początkowo kwestionował istnienie problemu. Dostrzegł go wówczas, gdy na skraju bankructwa stanęła Grecja.

Zgodnie z przyjętym planem oszczędnościowym zwiększono VAT, podniesiono wiek emerytalny, zamrożono emerytury i płace w budżetówce. Dzięki temu deficyt budżetowy spada, choć wolniej, niż zakładano (w tym roku 6,6 proc. zamiast 6,0 proc.), ale nieuniknionym skutkiem drastycznych cięć były wzrost bezrobocia i spowolnienie gospodarcze. Według BBVA, drugiego co do wielkości banku w kraju, jeszcze w tym kwartale Hiszpania znów wejdzie w recesję. Nierozwiązanym problemem pozostają zadłużenie władz regionalnych, które odpowiadają za połowę hiszpańskich długów, słaba kondycja banków, w szczególności tzw. kas regionalnych, a także mało elastyczny rynek pracy.

Będzie się z nimi jednak zmagał już nowy rząd. Według sondaży przed niedzielnymi przedterminowymi wyborami, centroprawicowa Partia Ludowa może liczyć na ok.45 proc. głosów i 188-189 miejsc w 350-osobowym parlamencie. Byłaby to największa przewaga, jaką którakolwiek z hispzańskich partii zdobyła od 1982 r.

Bartłomiej Niedziński

bartlomiej.niedzinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.