Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Twarda waluta wraca do białoruskich kantorów

1 lipca 2018

PRZEDWYBORCZE obietnice Aleksandra Łukaszenki doprowadziły do hiperinflacji

Białoruś szykuje się do urealnienia kursu rubla. Po dzisiejszej dodatkowej sesji na giełdzie walutowej twarda waluta ma wrócić do kantorów. Dolary i euro będą sprzedawane po kursie rynkowym, a nie zaniżonym oficjalnym.

Według banku centralnego (NBRB) jeden dolar jest wart 5347 rubli białoruskich. Taki kurs jest jednak fikcją. Kantory nie dysponują obcymi walutami, więc obrót odbywa się na czarnym rynku. Do zakupu waluty po zaniżonym kursie są uprawnione jedynie firmy importujące leki i rozliczające się w dolarach za nośniki energii. Po takim kursie część zysków muszą wymieniać na ruble eksporterzy.

Tymczasem według strony Prokopovi.ch, popularnego serwisu pośredniczącego w transakcjach walutowych między Białorusinami, nieoficjalny kurs białoruskiej waluty wynosił wczoraj 7960 rubli. Urynkowiony kurs będzie zapewne zbliżony do tej wartości, co potwierdzają także powiązani z władzami eksperci.

Dzisiejsza sesja ma na celu ustalenie rzeczywistej wartości rubla. - Chodzi o to, by zbliżyć do siebie oba kursy (oficjalny i rynkowy - red.) na poziomie, który wybierze rynek - mówiła szefowa NBRB Nadzieja Jermakowa, ustalając termin dodatkowej sesji na 14 września. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem (czyli rubel dramatycznie nie straci), za parę tygodni można się spodziewać urealnienia kursu, czyli kolejnej dewaluacji.

Jeśli kurs zostanie ustalony na poziomie 7960 rubli, jak sugerują dane z Prokopovi.ch, za średnią pensję 1,85 mln rubli będzie można kupić tylko 233 dol. Taka sama kwota pod koniec ubiegłego roku była warta 618 dol. Rubel stracił więc w tym roku już 63 proc. wartości, niwelując do zera wprowadzoną w ramach kiełbasy wyborczej Alaksandra Łukaszenki przedwyborczą podwyżkę pensji powyżej psychologicznego poziomu 500 dol.

Efekt inflacyjny drukowanych w pośpiechu rubli został jeszcze wzmocniony przez podwyżkę cen rosyjskich surowców energetycznych. Mińskowi nie udało się zdewaluować rubla niepostrzeżenie, więc wskutek krążących przez wiele tygodni plotek Białorusini masowo rzucili się na walutę i towary z importu, poszukując sposobu na uniknięcie utraty oszczędności.

Inflacja na Białorusi osiągnęła od dawna niespotykany w Europie poziom. Do 6 września ceny wzrosły o 58,8 proc. Część analityków obawia się, że rok może skończyć się trzycyfrowym poziomem inflacji. Dla porównania według danych MFW w ubiegłym roku najwyższą inflację (27,2 proc.) zanotowano w Wenezueli.

Najszybciej rosną ceny mięsa. Tylko w pierwszym tygodniu września wołowina i wieprzowina podrożała o 19 proc. Władze są zmuszone do stopniowego rozmontowywania państwa opiekuńczego; obniżane są dotacje do czynszów i transportu publicznego, które do tej pory przekraczały 70 proc. Tanie usługi komunalne stały do tej pory za relatywnie wysokim poparciem dla Łukaszenki. Teraz władze muszą się liczyć z eskalacją protestów.

Mińsk próbował opanować sytuację z zagranicznymi kredytami. W poniedziałek wicepremier Siarhiej Rumas poinformował o kolejnej pożyczce. Rosja przyznała 1 mld dol., które formalnie uzyska największy białoruski eksporter, państwowy Biełaruśkalij, jednak tajemnicą poliszynela jest fakt, że pieniądze pójdą na ustabilizowanie kursu rubla poprzez interwencję na rynku walutowym. W efekcie zadłużenie Białorusi zbliży się do 35 mld dol. (z poziomu 28 mld dol. na początku roku). Bardziej dramatycznie wygląda dług przeliczony na ruble po kursie czarnorynkowym. Przy takim założeniu kwota ta wzrosła w ciągu trzech kwartałów z 84 bln do 279 bln rubli.

Michał Potocki

michal.potocki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.