Dziennik Gazeta Prawana logo

Południe Unii walczy o wiarygodność

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Rzym i Madryt nie mogą sobie pozwolić na lekceważenie wysokich rentowności

Rynki obawiają się, że po małych gospodarkach strefy euro kryzys dotknie Włochy i Hiszpanię. Rentowności obligacji tych krajów wzrosły gwałtownie, a inwestorzy tracą zaufanie do tamtejszych banków.

Koszty pożyczkowe wzrosły do blisko 7 proc. - rynki oceniają, że przy tym poziomie dynamika zadłużenia państwa staje się nie do utrzymania. Niekoniecznie. To, czy koszty zadłużenia mogą zostać w trwały sposób utrzymane, zależy od wielu czynników: rozmiarów zadłużenia, tempa wzrostu i inflacji, zdolności rządu do generowania nadwyżek i terminu zapadalności zadłużenia.

Zarówno w przypadku Hiszpanii, jak i Włoch te fundamenty nie powinny wpędzać rynków w panikę. Hiszpania ma niskie zadłużenie i szybko spadający deficyt. Włochy, choć ich zadłużenie jest drugie co do wielkości w strefie euro, ma nadwyżkę w obrotach bieżących, a ich zadłużenie ma długi termin zapadalności. Oba kraje w razie potrzeby mogą sobie pozwolić na płacenie rentowności wyższych niż siedem procent przez dłuższy czas.

Taki scenariusz jest możliwy, ale to nie oznacza, że pożądany. Rzym i Madryt nie mogą sobie pozwolić na zlekceważenie wysokich rentowności. Nie chodzi nawet o oszczędzanie pieniędzy na kosztach pożyczkowych. Wysokie rentowności utwierdzają rynki w przekonaniu, że oba kraje będą miały problemy ze spełnieniem zobowiązań. Siedmioprocentowa rentowność ma realne konsekwencje. Politycy w strefie euro niepotrzebnie wsparli finansowo Irlandię i Portugalię, kiedy ich rentowności przekroczyły ten magiczny próg.

Włochy i Hiszpania muszą podwoić wysiłki zmierzające do odzyskania równowagi. Odpowiedzialność za rozwianie obaw rynków spoczywa na tych dwóch krajach. Nawet jednak jeżeli zrobią wszystko, co potrzebne, może to nie wystarczyć. Jeżeli dealerzy uznają, że hiszpańskie i włoskie obligacje są zbyt ryzykowne, zaczną je sprzedawać.

Rzym i Madryt nie będą w stanie tego powstrzymać. Ale strefa euro jako całość tak. Jej liderzy uzgodnili w ubiegłym miesiącu, że europejski fundusz stabilizacyjny (EFSF) może skupować obligacje rządowe na rynku wtórnym. Diabeł tkwi w szczegółach, bo EFSF nie ma wystarczających środków, by poradzić sobie z tym problemem. Być może frontalny atak z południa nigdy nie nastąpi, ale lepiej być na niego przygotowanym.

Tłum. TK

© The Financial Times Limited 2011. All Rights Reserved

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.