Inwestorzy uwierzyli w fatalne prognozy
PRZECENA BANKÓW to efekt emocji, twierdzi Wojciech Kwaśniak
Taka sytuacja nie powinna się powtórzyć. Obecna przecena to bardziej efekt emocji, a nie decyzja inwestorów wynikająca z analizy czynników fundamentalnych. Po prostu przed kryzysem wierzyli oni tylko w pozytywne scenariusze, a teraz obawiają się, że spełnią się najgorsze prognozy.
Instytucje finansowe przez ten czas w znacznym stopniu uporządkowały swoją działalność. Część z nich skorzystała efektywnie z pomocny publicznej. Niektóre w sposób rynkowy zwiększyły swoje fundusze, a przez to poprawiła się ich stabilność. Dlatego teraz są lepiej przygotowane na ewentualne zawirowania. Zagrożeniem dla niektórych jest teraz stan finansów publicznych państw, których obligacje nabyły lub w których prowadzą swoją działalność.
To prawda. Komitet Bazylejski ds. Nadzoru Bankowego w 2010 r. wykonał badanie 263 banków z 23 państw świata. Podzielił je na dwie grupy, tj. o aktywach powyżej i poniżej 3 mld euro. Okazało się, że oszacowany niedobór kapitałów do projektowanych nowych standardów w grupie największych banków wyniesie ok. 600 mld euro, a w bankach mniejszych 25 mld euro. Jednocześnie ich zysk netto łącznie wyniósł za 2009 r. około 230 mld euro. Tymczasem wszystkim spółkom, które pozyskiwały kapitał na londyńskiej giełdzie w 2010 r., udało się zebrać jedynie około 30 mld euro. Dlatego tym bardziej cieszy, że polskie banki już dzisiaj wypełniają te przyszłe, planowane na 2019 r. nowe normy kapitałowe.
Sytuacja jest zróżnicowana, zwłaszcza że bierze się pod uwagę skonsolidowane wyniki dla całych grup, a nie poszczególnych spółek. Wiele będzie zależało od wielkości i jakości kapitałów oraz aktywów tych grup międzynarodowych, ale również od stabilności państw pochodzenia tych grup i rynków, na których działają. Wyniki ostatniego europejskiego stress testu pokazują, że i tutaj osiągnięto postęp. Możliwe jednak, że niektóre z nich zdecydują się na budowę nowych strategii biznesowych. Wtedy można się spodziewać, że znajdą się takie, które będą chciały wyjść z Polski, albo w ogóle sprzedać wszystkie swoje aktywa w Europie Środkowo-Wschodniej. Czasami może to być warunkiem akceptacji ich planów restrukturyzacji przez władze regulacyjne w związku z uzyskaną pomocą publiczną. Inne mogą przeprowadzać fuzje na poszczególnych rynkach, aby bardziej konsolidować swój biznes i zmniejszać własne koszty.
Grupy kapitałowe mogą być zmuszone do tego, żeby zmniejszać swoje skonsolidowane aktywa, bo przez to obniżą się ich wymogi kapitałowe. Ale nie sądzę, żeby to dotyczyło Polski, ponieważ w porównaniu z rozwiniętymi rynkami Europy Zachodniej, tutaj można wciąż dużo zarabiać zarówno z uwagi na wzrost gospodarczy, jak i na potencjał dalszego wzrostu rynku usług finansowych. W skrajnej sytuacji pojawia się nawet zagrożenie powstania bańki kredytowej. Grupy mogą bowiem przenosić swoje środki na inwestycje w bardziej dochodowe rynki, a do takich należy rynek polski. To zaś oznacza wzrost konkurencji i presję na dalszą obniżkę marż.
Tak. Szczególnie te banki, które mają znaczące portfele kredytów hipotecznych, będą musiały pozyskiwać stabilne źródła ich finansowania np. przez długoterminowe depozyty, emisję papierów dłużnych, w tym i rozwój rynku listów zastawnych. To oznacza nie tylko lepsze warunki lokat dla oszczędności, ale też konieczne zmiany w dotychczasowych modelach biznesowych wielu banków. Dlatego coraz częściej będą one przygotowywać produkty oszczędnościowe na okresy 3 - 5-letnie, a nawet dłuższe.
@RY1@i02/2011/140/i02.2011.140.000.0014.001.jpg@RY2@
Fot. Mizerski/REPORTER
Wojciech Kwaśniak, doradca prezesa NBP
Rozmawiała Magdalena A. Olczak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu