Bezrobocie nie do ruszenia
ARMIA LUDZI BEZ PRACY w Polsce szybko się nie zmniejszy. Wzrost PKB o 4,4 proc. jest zbyt mały, by to zmienić
Stagnacja na rynku pracy utrzyma się dłużej, niż zapowiadał rząd - wynika z ankiety przeprowadzonej przez "DGP" wśród ekonomistów. Średnia szacunków ekspertów na koniec grudnia to 11,3 proc. Najwięksi pesymiści spodziewają się nawet 12,5- -proc. wskaźnika. Rząd przewidywał 10,9-proc. bezrobocie na koniec roku.
Według uśrednionych wyliczeń ekspertów armia pozostających bez pracy będzie w grudniu liczyła ponad 1,8 miliona ludzi, zaledwie o 100 tysięcy mniej niż rok wcześniej. Co gorsza, to może być stan długotrwały. Rynkowi pracy nie pomoże letni spadek bezrobocia. Już jesienią zapomnimy o pracach sezonowych, w ich miejsce nie pojawią się nowe. Szkoły opuści pół miliona absolwentów. Wkroczą na rynek pracy i wielu z nich odbije się od ściany. Problemów nie rozwiąże też wzrost gospodarczy. Wczoraj GUS podał, że w pierwszym kwartale nasz PKB zwiększył się o 4,4 proc. To sporo, ale wyraźny spadek bezrobocia następuje w Polsce przy 5-proc. tempie wzrostu. W dodatku przyrost PKB lekko przyhamował. Ekonomiści nie są optymistami. - Możemy oczekiwać nieznacznego spowolnienia tempa wzrostu, co będzie hamowało powstawanie nowych miejsc pracy - mówi Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Bank Polska.
Rynek pracy nie ma też co liczyć na pieniądze od rządu. Fundusz Pracy na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu wyda w tym roku tylko 3,2 mld zł, czyli o 54 proc. mniej niż w 2010 r. W rezultacie, według wyliczeń prof. Elżbiety Kryńskiej z Uniwersytetu Łódzkiego, wśród bezrobotnych pozostanie około 290 tys. osób więcej.
Bezrobocie nie stopnieje też za sprawą migracji zarobkowych. Zainteresowanie pracą w Niemczech jest poniżej oczekiwań. Wydaje się, że osoby skłonne szukać pracy za granicą dawno już wyjechały. - Na razie nie odczuwamy wymiernych konsekwencji zniesienia barier - powiedział wczoraj Raimund Becker z zarządu niemieckiej Federalnej Agencji Pracy. - Szacujemy, że do Niemiec wyjedzie tylko 10 - 20 tysięcy osób miesięcznie - dodaje Kaja Retkiewicz, ekonomistka BPH.
Utrzymujące się wysokie bezrobocie może ograniczać wzrost płac. - Podwyżki będą, ale głównie w dużych firmach, gdzie są silne związki, które mogą je wymusić. Natomiast w małych pracownicy otrzymają co najwyżej premie i to pod stołem - twierdzi prof. Zenon Wiśniewski z UMK w Toruniu. W rezultacie może jednak osłabnąć inflacja, której poziom niepokoi Radę Polityki Pieniężnej. I to będzie jedyny plus stagnacji na rynku pracy.
Janusz K. Kowalski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu