EBC i Monti ochronili Włochy
Koniec spekulacyjnych ataków finansowych, strumień pieniędzy z europejskiego banku, a zwłaszcza reformy - liberalizacja gospodarki i rynku pracy - pozwalają Rzymowi odetchnąć
Ryzyko bankructwa Włoch maleje. A wraz z nim możliwość rozpadu strefy euro. Wczoraj rentowność 10-letnich włoskich obligacji spadła do 5,8 procent, co oznacza, że kraj jest teraz w stanie samodzielnie obsługiwać swoje opiewające na sumę 1,9 bln euro zadłużenie. Po części to zasługa reform, które od listopada wprowadza premier Mario Monti. Główny ciężar ratowania Włoch przed bankructwem wziął na siebie EBC.
Od kilku tygodni Europejski Bank Centralny udziela bankom komercyjnym trzyletnie preferencyjne kredyty o wartości blisko biliona euro. Część z nich banki włoskie wykorzystały na zakup krajowych obligacji, zaś zagraniczne banki przestały je wyprzedawać, bo nie muszą już obawiać się o utratę płynności. To przyczyniło się do spadku rentowności bonów włoskiego skarbu państwa - uważa Nick Stamenkovic z domu maklerskiego RIA Capital Markets.
W listopadzie, gdy władzę oddawał Silvio Berlusconi, rentowność włoskich obligacji osiągnęła 8 proc. Gdyby utrzymała się na takim poziomie, Rzym mógłby stracić płynność. Tymczasem rylko od lutego do kwietnia tego roku Włochy muszą znaleźć nabywców na obligacje warte 90 mld euro.
Jednak przeprowadzona w poniedziałek aukcja warta 8 mld euro przebiegła nadspodziewanie pomyślnie: rentowność 10-letnich bonów niewiele przekroczyła 6 proc., zaś wczoraj jeszcze spadła na rynku wtórnym.
W wywiadzie dla "Le Figaro" sam Monti przyznaje, że ten sukces w znacznym stopniu jest wynikiem zaprzestania przez rynki finansowe ataków spekulacyjnych na Włochy. Rzym był ich celem w drugiej połowie roku, gdy Berlusconi po porażce w wyborach regionalnych podał w wątpliwość politykę zaciskania pasa, gospodarka przestała rosnąć, a agencje ratingowe zapowiedziały obniżenie oceny zdolności kredytowej Włoch.
Jednak także reformy zainicjowane przez Montiego w znacznym stopniu przyczyniły się do przywrócenia zaufania inwestorów. Premier zabrał się przede wszystkim do największej bolączki kraju: marazmu gospodarczego.
- Z analizy OECD wynika, że gdyby Włochy były w takim samym stopniu otwarte na konkurencję, jak inne kraje Unii, to w ciągu kilku lat dochód narodowy kraju oraz wydajność pracy wzrosłyby o 10 procent. Monti postanowił pójść tym tropem - mówi DGP Marco Incerti z brukselskiego Centrum Europejskich Analiz Politycznych (CEPS).
Ogłoszony w ubiegłym tygodniu przez Montiego program liberalizacji gospodarki zakłada zniesienie przeszkód w swobodnym prowadzeniu działalności biznesowej. Zniesione zostaną minimalne stawki usług, np. w biurach notarialnych. Nie będzie górnej liczby aptek: w krótkim czasie ich liczba ma wzrosnąć o 5 tysięcy. Właściciele stacji benzynowych uzyskają swobodę wyboru dostawcy paliwa, a państwowy potentat ENI zostanie podzielony. Sklepy będą mogły być otwarte także w weekend i późno w nocy, zaś towarzystwa ubezpieczeniowe będą musiały przedstawić klientom przynajmniej trzy firmy gotowe naprawić szkody. Nie będzie także górnej granicy licencji przyznawanej taksówkarzom, a rząd w ciągu kilku miesięcy przedstawi szeroki program prywatyzacji państwowych zakładów przemysłowych. Na wprowadzeniu w życie wszystkich tych zmian przeciętna włoska rodzina oszczędzi 1,8 tys. euro rocznie, co powinno zdynamizować konsumpcję.
Jednocześnie szef rządu zapowiedział reformę rynku pracy. Wprowadzony zostanie jednolity kontrakt, a uprzywilejowane działy gospodarki stracą zabezpieczenia przed zwolnieniami. To powinno zachęcić pracodawców do zatrudnienia młodych pracowników, bo w razie dekoniunktury nie będą mieli trudności z zakończeniem z nimi współpracy.
@RY1@i02/2012/023/i02.2012.023.00000080b.802.jpg@RY2@
Rentowność 10-letnich obligacji Włoch (proc.)
Jędrzej Bielecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu