Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Generał zakazał: Wysoko oprocentowane lokaty znikną

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Polskie banki muszą szukać kapitału nie tylko w kieszeniach klientów- mówi Wojciech Kwaśniak, wiceprzewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego

Wojna depozytowa oznacza wzrost ryzyka systemowego oraz kosztów finansowania dla banków. Takie działania destabilizują rynek depozytowy, bo klienci przenoszą swoje środki w znaczącej skali pomiędzy bankami, a to rodzi ryzyko problemów dla banków - także tych, które udziału w wojnie nie biorą. Krytycznie odnosimy się także do tego, aby instytucje oferujące kredyty z niskimi marżami kredytowymi finansowały je wysoko oprocentowanymi i niestabilnymi depozytami. To prosta droga do przyszłych problemów.

To znaczy, że nadzór jest skuteczny, a i banki w większym stopniu dostrzegają ryzyka systemowe. Nie można bezkarnie destabilizować rynku depozytowego, w sytuacji gdy od trzech lat nie funkcjonuje normalnie rynek międzybankowy. Będziemy starali się go stopniowo odbudować, bo banki muszą dawać przykład odpowiedzialnego zarządzania. Współpracując, dają najlepszy wyraz zaufania do siebie i całego systemu. To osłabia ryzyko wojen cenowych i zmniejsza ryzyko systemowe.

Oceny systemów zarządzania ryzykiem obowiązujących w bankach oparte są na różnego rodzaju limitach i kryteriach ich ustalania. KNF ma możliwość sprawdzenia i oceny, czy te limity ustalone są w oparciu o racjonalne kryteria, czy nie. Punktem odniesienia są własne oceny nadzoru poszczególnych banków. Wątpliwe byłoby to, że jakiś bank ocenia inny z punktu widzenia współpracy z nim według skrajnie ostrzejszych kryteriów niż używane przez KNF wobec niego oraz innych banków. Jesteśmy zdeterminowani, by przywrócić ten rynek do normalności. Jeśli i KNF, i NBP, i rząd, i same banki twierdzą, że nasz rynek finansowy jest wolny od kłopotów, które gnębią dzisiaj rynki zagraniczne, a nasz sektor bankowy jest nie tylko wysoko skapitalizowany, lecz także efektywny, to nie ma żadnych podstaw do tego, by banki nie dokonywały transakcji pomiędzy sobą.

Jeśli chodzi o kredyty walutowe, to banki musiały zrozumieć, że produkty niszowe mają być rzeczywiście niszowe. W przypadku kredytów w złotych zależy nam, by brali je klienci mający zdolność kredytową i pewien poziom udziału wkładu własnego. Chcemy zabezpieczyć banki przed powtórką sytuacji, z jaką mamy do czynienia teraz, gdy ok. 150 tys. kredytów na ok. 40 mld zł ma LTV powyżej 100 proc. Do tego część banków nie ma zagwarantowanej w umowach możliwości zabezpieczenia przez klienta takiego kredytu. Będą zmuszone same tworzyć rezerwy z kapitałów własnych.

W 2011 r. banki już zrobiły 2 mld zł odpisów na kredyty hipoteczne. Blisko 60 proc. portfela to kredyty walutowe. A waluty gwałtownie podrożały. Portfel w sposób naturalny zaczął się psuć i ten proces jest większy niż w kredytach złotowych.

Nie. Udział należności zagrożonych w portfelu walutowych kredytów hipotecznych nie powinien przekroczyć 3 proc., ale to efekt skali rozwoju akcji kredytowej w poprzednich okresach, a także osłabienia złotego, przez co zwiększył się portfel denominowany w walutach. Oznacza to, że poziom należności zagrożonych będzie nadal na niskim poziomie, niezagrażającym stabilności banków.

Musimy rozwinąć rynek instrumentów dłużnych. Bez tego sektor bankowy nie będzie się w stanie finansować. Proste źródła, np. z depozytów, już zostały wyczerpane. Zmieniły się rynki międzynarodowe i pozyskanie kapitału od spółek matek będzie coraz trudniejsze.

Banki komercyjne muszą zacząć emitować obligacje zabezpieczone, a wyspecjalizowane - np. hipoteczne - listy zastawne. Obligacje muszą być o różnych profilach ryzyka, w zależności od zabezpieczeń i ratingu. To będzie wpływało na popyt, a popyt na cenę. Konieczne jest, aby był to rynek papierów ratingowanych, różnych, notowanych na Catalyst i o odpowiedniej płynności.

Dlatego musimy stworzyć wysoki standard tego rynku. Tylko to zagwarantuje pozyskanie finansowania po racjonalnym koszcie.

Jeśli będą notowane na giełdzie, a taka jest nasza intencja, to będą je mogli nabywać klienci indywidualni. Mało tego, chcemy, by banki mające duże portfele w walutach finansowały je także przez emisje własnych papierów dłużnych nominowanych we frankach szwajcarskich i w euro. Nasza giełda jest do tego przygotowana i czeka na takie emisje. Dodatkową korzyścią z emisji będzie rozwój rynku kapitałowego i stworzenie inwestorom możliwości lokowania kapitału w nowe instrumenty.

Uważamy, że 12 proc. to poziom gwarantujący długookresową stabilność i rozwój banków w niestandardowych warunkach kryzysowych. Oprócz tego odnosimy się do międzynarodowych badań. Europejska Grupa Doradztwa Ekonomicznego (EEAG), ciało wspierające Europejską Radę ds. Ryzyka Systemowego, uważa, że optymalny poziom współczynnika to 13 proc. Nadzór szwedzki ogłosił, że tamtejsze banki od 2012 r. muszą utrzymywać współczynnik w przedziale 10 - 17 proc. Bank Anglii zaleca, by był on w przedziale 10 - 15 proc.

Tak. Współczynnik Tier 1, czyli kapitałów podstawowych pierwszej kategorii, nie może być niższy niż 9 proc. Dywidendy nie będą mogły także płacić banki, które otrzymały w ramach nadzorczej oceny BION ocenę gorszą niż 2,5 pkt. A tak jest w czterech bankach komercyjnych. Nie wypłacą jej też instytucje, w których udział kredytów walutowych dla osób prywatnych przekracza 50 proc. tego portfela. A tak jest w kilkunastu bankach.

Do tego jeśli bank matka ma niedobór kapitału Tier 1 w stosunku do poziomu 9 proc., spółka córka także nie może wypłacić dywidendy. A tak jest w przypadku wielu właścicieli polskich instytucji. I żeby bank wypłacił dywidendę, musi spełniać wszystkie te kryteria. Dodatkowo z uwagi na przepisy prawa dywidendy nie płacą banki objęte postępowaniem naprawczym.

To znaczy, że w myśl tych zasad w 2012 r. nie wypłaci akcjonariuszom dywidendy. Zatrzymany zysk wzmocni nie tylko polski bank zależny, ale w ujęciu skonsolidowanym również całą grupę UniCredit.

Tak, jest ograniczona liczba takich banków, m.in. bank PKO BP.

7 - 9 banków, jeśli mówimy o Tier 1, i dwa razy większa liczba, jeżeli mówimy o współczynniku na poziomie 12 proc. Większy problem jest z przekroczeniem 50-proc. progu kredytów walutowych od osób fizycznych w całości portfela dla osób prywatnych. Tak jest w kilkunastu bankach.

Pierwszy to właśnie pozostawianie zysków w spółkach, bo nic tak nie służy dzisiaj budowie zaufania jak odpowiednio wysoki gotówkowy kapitał. Dążymy także w perspektywie do zmiany modelu finansowania działalności w obszarze długoterminowych kredytów przez dostęp banków do długoterminowych pasywów. Nie tylko z lokat, bo to - podkreślam - rodzi ryzyko wojny depozytowej.

@RY1@i02/2012/001/i02.2012.001.00000050a.802.jpg@RY2@

Tomasz Pikula/PB/Forum

Kwaśniak: Trzeba budować rynek instrumentów dłużnych

Rozmawiały Beata Tomaszkiewicz i Magdalena A. Olczak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.