Zaskakująca interwencja
Pierwsza od 11 lat interwencja na rynku walutowym, jakiej pod koniec zeszłego roku dokonał czeski bank centralny (CNB), okazała się wielkim zaskoczeniem. Osłabienie korony, którego celem miało być zwiększenie inflacji i wynikające z tego ożywienie gospodarcze za naszą południową granicą, przez większość komentatorów zostało odebrane jako niemiła niespodzianka.
Bardzo krytycznie do decyzji CNB odniósł się m.in. Ludek Niedermayer, były wiceprezes czeskiego banku centralnego, a obecnie partner w tamtejszym oddziale firmy doradczej Deloitte. Według niego samo podwyższenie inflacji nie spowoduje wyraźnego i trwałego wzrostu konsumpcji wewnętrznej. - Dopóki ludzie nie będą mieli pracy i wyższych płac, będą swoje apetyty zakupowe trzymać w ryzach - uzasadnia na łamach dziennika "Mlada fronta DNES" Niedermayer.
Narodowy Bank Czech ma jednak najwyraźniej nadzieję na to, że ożywienie nastąpi głównie dzięki wzrostowi eksportu. Jednym z nielicznych zwolenników kroków podjętych przez CNB jest Jiri F. Grund, szef czeskiego stowarzyszenia eksporterów. - Firmy będą mogły swoje rosnące zyski przeznaczyć na badania i innowacje - deklaruje w rozmowie z dziennikiem "Hospodarske Noviny". Według niego interwencja przyniesie efekty w ciągu kilku miesięcy.
Zdaniem Niedermayera na skutek w postaci wzrostu eksportu przyjdzie Czechom poczekać znacznie dłużej. - Pozytywnego wpływu będzie można oczekiwać wtedy, gdy bank centralny będzie utrzymywał niski kurs korony przez ponad rok - deklaruje były wiceszef CNB. Na krótką metę skutek może być według niego odwrotny. - Wielcy eksporterzy mają umowy sformułowane z dużym wyprzedzeniem i gwałtowne zmiany kursów będą dla nich raczej oznaczać straty - przekonuje Niedermayer.
Wątpliwości wywołuje to, czy osłabienie korony pobudzi inflację. Niewielkiego wzrostu tego wskaźnika spodziewa się Lubosza Mokrasz z banku Czeska Sporitelna, którego słowa cytuje telewizja informacyjna CT24. O niewielkim wzroście cen mówi także Jan Buresz, główny ekonomista banku Posztovni Sporitelna. - Konsekwentna realizacja tej strategii może dać w przyszłym roku efekt w postaci wzrostu inflacji zaledwie o 1 pkt proc. Sięgnęłaby więc ona raptem 2 proc. - szacuje Buresz.
Ze sztucznym obniżaniem wartości korony nie zgadza się również były prezydent Czech Vaclav Klaus, który osobiście powoływał członków obecnego zarządu CNB. - Tego rodzaju interwencje na rynku walutowym uważam za szkodliwe i niebezpieczne - deklaruje eksprezydent Czech. Jego zdaniem obecna sytuacja gospodarcza i walutowa jest wystarczająco niejasna i dobrze by było, gdyby bank centralny dodatkowo nie potęgował tej niepewności.
Podobna jest opinia Milana Vaniczka z banku J&T. - Ta interwencja wcale nie była koniczna - powiedział bankowy analityk w rozmowie z "Hospodarskimi Novinami". - Choć na rynku pojawiały się głosy mówiące o tym, że bank centralny mógłby podjąć tego rodzaju kroki, to ich skala z całą pewnością była wielkim zaskoczeniem - dodał. W jego opinii kurs czeskiej waluty będzie się prawdopodobnie w najbliższych tygodniach wahał w okolicy 27 koron za euro. Tak zresztą było w minionym tygodniu po radykalnym spadku kursu korony o ok. 4,5 proc.
@RY1@i02/2013/218/i02.2013.218.00000060a.802.jpg@RY2@
Bartłomiej Mayer dziennikarz działu branże i firmy
Bartłomiej Mayer
dziennikarz działu branże i firmy
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu