Mała stabilizacja na rynku pracy to dobry omen dla gospodarki
Firmy przestały zwalniać pracowników. Najgorsze mają już za sobą
W lipcu w przedsiębiorstwach zatrudniających ponad 9 pracowników etat miało blisko 5 mln 490 tys. osób - podał GUS. Było ich o 1,5 tys. więcej niż w czerwcu. To trzeci z kolei miesiąc wzrostu zatrudnienia w firmach.
- Być może przedsiębiorstwa najgorsze mają już za sobą - ocenia Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium. Podobnie ocenia sytuację dr Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku. - Podtrzymujemy naszą diagnozę, że rynek pracy osiągnął już dno i w najbliższych miesiącach roczna dynamika zatrudnienia będzie rosła - komentuje. Jego zdaniem poprawa sytuacji jest spójna z początkiem ożywienia gospodarczego. - W danych o zatrudnieniu nie ma przypadkowości, są one potwierdzeniem dobrych tendencji w gospodarce. Dlatego można patrzeć z większym optymizmem w przyszłość - podkreśla Pytlarczyk.
Z kolei Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK, zauważa, że zmiany na rynku pracy mają przede wszystkim charakter sezonowy. - Ale jeżeli będziemy mieli trochę szczęścia, to w grudniu zatrudnienie w przedsiębiorstwach może być większe niż przed rokiem - zaznacza Kaczor.
W tej sprawie nie ma jednak jednomyślności analityków. - Nie wydaje mi się, aby w tym roku, kiedy nie ma inwestycji, firmy zaczęły zwiększać zatrudnienie - przekonuje Maliszewski. - Mogą się one jednak pojawić na przełomie roku, ponieważ ich finansowanie jest tanie. Ponadto firmy mają sporo odłożonych przedsięwzięć. Zobaczymy ich realizację, jak tylko ruszy konsumpcja i gdy eksport przyspieszy - mówi Pytlarczyk.
Trzeba jednak pamiętać o tym, że obecnie przedsiębiorstwa nadal tworzą mało miejsc pracy. - W rezultacie sytuacja na rynku pracy jest wciąż trudniejsza niż w roku ubiegłym - podkreśla Maliszewski. Potwierdzają to dane GUS. Według nich zatrudnienie w przedsiębiorstwach było w lipcu o 0,7 proc. mniejsze niż przed rokiem.
GUS poinformował również, że przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w lipcu 3830 zł i było o 3,5 proc. wyższe niż przed rokiem. - Wobec tego wzrost pensji ponad trzykrotnie przekracza inflację - wskazuje Piotr Rogowiecki, dyrektor biura Polskiego Związku Funduszy Pożyczkowych. Siła nabywcza płac jest o 2,4 proc. większa niż przed rokiem. Według analityków BRE Banku za wzrostem wynagrodzeń stoi być może różnica w liczbie dni roboczych, niska baza do porównań z ubiegłego roku i wygaszanie spadku aktywności w budownictwie.
Rogowiecki twierdzi, że pracodawcy podnieśli płace, ponieważ w ten sposób starają się zwiększyć wydajność pracy. Nie robią tego przez wzrost zatrudnienia, bo skala niepewności co do rozwoju sytuacji w gospodarce jest wśród przedsiębiorców nadal duża. Eksperci zgadzają się w jednym - w tym roku będziemy mieli do czynienia z realnym wzrostem wynagrodzeń po ubiegłorocznym spadku o 0,2 proc. Różnią się jednak w prognozach wzrostu siły nabywczej płac. Według jednych może to być 1 proc., a według innych nawet 3 proc. W sumie więc podwyżki nie będą duże, gdyż presja pracowników na wzrost wynagrodzeń jest bardzo mała, co jest zrozumiałe przy wysokim bezrobociu.
@RY1@i02/2013/160/i02.2013.160.00000030b.802.jpg@RY2@
Wzrost, spadek liczby zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw*
Janusz K. Kowalski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu