Zagraniczne walory zawiodły TFI
Będące na początku tego roku hitami akcje z Rosji i Turcji na półrocze przyniosły straty
Nawet ponad 20-proc. stopy zwrotu dały w pierwszej połowie roku najlepsze fundusze inwestujące w akcje spółek z Japonii i USA. Ale to wyjątki. Pod kreską znalazły się wszystkie, które postawiły na rosyjskie i tureckie walory. Powodów do zadowolenia nie mają też osoby, które wybrały fundusze inwestujące na giełdach naszego regionu, Ameryki Łacińskiej czy Afryki. Ich jednostki uczestnictwa potaniały w minionym półroczu nawet o kilkanaście procent.
- Powodem hossy na tokijskiej giełdzie był japoński bank centralny, który rozpoczął pompowanie pieniędzy do gospodarki - wyjaśnia Marek Buczak, dyrektor ds. rynków zagranicznych w Quercus TFI. Również za oceanem polityka drukowania dolarów wsparła rynek. - Skorzystały na tym amerykańskie firmy, które zwiększały sprzedaż i na rynku krajowym, i na eksport - dodaje Buczak.
Dlaczego pierwsze półrocze wypadało tak niekorzystnie dla rynków rozwijających się? Powodów jest kilka. Jak mówi Magdalena Łapsa, zarządzająca w TFI PZU, na takie rynki patrzy się często przez pryzmat Chin. Gospodarka tego kraju, która kiedyś rosła o ponad 10 proc. rocznie, rozwija się teraz w tempie najwyżej 7 proc. rocznie. To odbija się także na rynkach wschodzących.
Jeszcze kilka miesięcy temu ulubieńcem inwestorów była Turcja. Powód? Między innymi perspektywa podwyższenia ratingu do poziomu inwestycyjnego. - Turcja była ponadto jednym z głównych beneficjentów polityki drukowania dolarów w Stanach Zjednoczonych - zauważa Łapsa. Teraz, jak wynika z deklaracji szefa Fedu, USA będą odchodzić od tej polityki. Na efekty w postaci pogorszenia się sytuacji na rynkach, które wcześniej najbardziej korzystały z dodrukowywania dolarów, nie trzeba było długo czekać. - Dotyczy to m.in. Turcji, choć tu do spadków przyczyniły się też wewnętrzne konflikty polityczne - dodaje zarządzająca w TFI PZU.
Spadki z przełomu maja i czerwca, związane z zamieszkami w kraju, zniwelowały wypracowane wcześniej zyski polskich funduszy inwestujących w Turcji. O pechu może mówić Union Investment, który najpóźniej uruchomił swój turecki produkt. Do końca maja uzyskał co prawda 10-proc. stopę zwrotu, ale późniejsze załamanie (indeks XU100 w ciągu kilku dni spadł o prawie 20 proc.) spowodowało, że znalazł się pod kreską bardziej niż konkurenci, którzy wystartowali wcześniej.
W styczniu prawie każdy z funduszy z Rosją w nazwie mógł się pochwalić 5-proc. stopą zwrotu. - Ten kraj co roku na przełomie grudnia i stycznia budzi w inwestorach nadzieję. Podobnie było i pół roku temu, gdy wielu z nich uznało, że nadeszło pięć minut tego kraju - wyjaśnia Magdalena Łapsa. Szybko się okazało, że choć rosyjskie spółki należą do najtańszych w regionie, to i tym razem nie ma co liczyć na radykalny wzrost ich wartości. - Problem polega na tym, że są to w większości firmy surowcowe pozostające pod kontrolą państwa, które dąży co prawda do pomnożenia zysków, ale niekoniecznie tak, aby skorzystali na tym ich mniejszościowi akcjonariusze - dodaje. Według niej spółek, które pozostają w prywatnych rękach, są dobrze zarządzane i wypełniają standardy ładu korporacyjnego, jest w Rosji naprawdę niewiele.
@RY1@i02/2013/128/i02.2013.128.00000150a.802.jpg@RY2@
Wyniki funduszy akcyjnych inwestujących na wybranych zagranicznych rynkach
Bartłomiej Mayer
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu