Szukajmy własnej drogi
Przez lata wierzyliśmy, że to, co dobre, musi przyjść z zewnątrz. Ale kopiując zachodnie rozwiązania, nigdy nie dogonimy bogatszych krajów
Z Mateuszem Walewskim rozmawia Rafał Woś
O, przyniósł pan ze sobą książkę.
Tak, właśnie piłem kawę z jej redaktorem Maciejem Kisilowskim, prawnikiem i ekonomistą pracującym na Central European University w Budapeszcie.
Rzecz nosi tytuł "Free Market in its Twenties". A więc "Wolny rynek po dwudziestce"...
To praca zbiorowa, napisana przez autorów pracujących w naszym regionie. Każdy z tekstów dotyczy innego obszaru - zarządzania przedsiębiorstwami, prawa czy polityki gospodarczej. Każdy z autorów koncentruje się na tym samym pytaniu: jak nasza część Europy ma uniknąć pułapki średniego rozwoju, która nie pozwoli nam na szybkie dogonienie krajów zachodnich.
No to niech pan mówi. Jak?
Jednym z przesłań jest to, że Europa Centralna nie może dłużej rozwijać się poprzez kopiowanie rozwiązań bogatego Zachodu. To było korzystne dla nas na początku okresu reform. A teraz? Kopiując ich rozwiązania, będziemy mogli rozwijać się tylko co najwyżej tak szybko jak oni. A więc nigdy ich nie dogonimy. Dlatego Europa Centralna musi znaleźć własną ścieżkę rozwoju ekonomicznego.
To nie jest proste.
Pewnie, że nie. Bo przecież tyle lat wierzyliśmy, że to, co dobre, musi przyjść z zewnątrz. To kopiowanie przyzwyczaiło też zagraniczne koncerny do pewnego podziału zadań w ramach samej firmy. Spółki ulokowane w naszej części Europy miały zapewniać efektywną produkcję, a nie innowacyjne rozwiązania. I kiedy w końcu menedżerowie z Polski czy Węgier zaczną myśleć samodzielnie, bez wątpienia dojdzie do sporów kompetencyjnych wewnątrz firm. Albo branż. Szukanie własnej drogi nie będzie łatwe też i z tego powodu, że innowatorzy z tej części Europy będą musieli zmierzyć się z oporem zachodnich koncernów obawiających się nowej konkurencji.
A czy szukanie nowej drogi nie powinno dotyczyć także polityki?
Oczywiście. U nas modelem działania decydenta czy prawodawcy jest zgodność z literą prawa oraz wytycznymi europejskimi. To bezpieczne. Po części wynika też z braku woli i umiejętności stosowania analizy regulacyjnej z prawdziwego zdarzenia. I jest tak, że w toku procesu uchwalania prawa na poziomie europejskim polscy urzędnicy rzadko starają się wpłynąć na pierwotną wersję tworzonego prawa, co najwyżej ograniczają się do blokowania rozwiązań skrajnie niekorzystnych. Ale praktycznie nie bierzemy udziału w tym, co najważniejsze: w dyskusjach, po co jakieś rozwiązanie jest planowane. Nie spieramy się o zasady, którym ono ma służyć. Zostawiamy to Niemcom i Francuzom.
Jest dziś w Europie Środkowo-Wschodniej taki kraj, który próbuje postawić na własne pomysły polityczne i gospodarcze.
To Węgry Victora Orbana.
Wie pan, jaką Węgry mają prasę...
Oczywiście. Postępowanie Węgier budzi niezadowolenie Komisji Europejskiej i środowisk opiniotwórczych w Europie, ale dla Budapesztu nic złego z tego nie wynika. Sami często oburzamy się na posunięcia rządu węgierskiego. Nie łamią jednak prawa, a rządząca partia ma duże wewnętrzne poparcie.
Pytanie, czy dobrze na tym wyjdą?
Nie wiem. Ale przynajmniej próbują iść swoją drogą. Nie musimy postępować tak samo, powinniśmy postępować zgodnie z naszym interesem. Zachowując się tylko bezpiecznie, nie mamy szans na kolejne przyspieszenie. Moim zdaniem jest się więc o co starać.
@RY1@i02/2014/197/i02.2014.197.00000280b.802.jpg@RY2@
WOJTEK GÓRSKI
Mateusz Walewski ekonomista PwC, wcześniej pracował w fundacji CASE, doradzał rządom krajów byłego ZSRR. Był członkiem zespołu doradców strategicznych premiera Donalda Tuska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu