Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Kto widział ostatnio homo economicusa

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Rynki nie składają się z maleńkich i agresywnych graczy, którzy potrafią w jednej chwili zmienić strategię inwestycyjną. Dominują gracze ociężali, wielkie fundusze emerytalne albo ubezpieczeniowe. Często oportunistyczni i tchórzliwi

Z Janem Toporowskim rozmawia Rafał Woś

Czy po tych wszystkich wstrząsach, których światowa gospodarka doświadcza od kilku lat, ekonomiści wierzą jeszcze w to, że człowiek to racjonalny homo economicus?

Wielu wierzy. Wystarczy spojrzeć choćby na dorobek zeszłorocznego noblisty Eugenea Famy z Uniwersytetu Chicagowskiego, który jest autorem hipotezy efektywnego rynku. Według Famy rynek zaludniają takie właśnie racjonalne homo economicusy, a uczestników rynkowej gry ogranicza tylko dostęp do informacji. Im więcej ich zgromadzą, tym dokładniej będą w stanie przewidzieć, jaki dochód przyniesie inwestycja. Dlatego uczestnicy rynku cały czas dokonują zmian w portfelu, by dostosować go do najświeższych i wciąż napływających wiadomości.

Brzmi sensownie.

Ale ilu inwestorów w prawdziwym świecie tak właśnie postępuje? Pracowałem przez pewien czas w instytucjach finansowych i wiem, że tak czyni niewielu. Bo rynki nie składają się z maleńkich i agresywnych graczy, którzy potrafią w jednej chwili zmienić strategię inwestycyjną. Dominują gracze duzi i ociężali, tacy jak wielkie fundusze emerytalne albo ubezpieczeniowe. Często oportunistyczni i tchórzliwi. Oni nawet nie starają się reagować w sposób natychmiastowy na zmieniające się informacje. Bo to by ich bardzo wiele kosztowało. I to akurat jest bardzo rozsądne.

Dlaczego?

Po co przystosować portfel do najnowszych informacji, skoro wiadomo, że jutro będzie nowa porcja danych? I znów trzeba się będzie przystosować. Równie dobrze można zmieniać portfel powiedzmy co sześć miesięcy. I robić to powoli, bez ryzykowania nadmiernego rozhuśtania rynku. Tak postępuje większość graczy. I Fama nie uznałby ich pewnie za racjonalnych homo economicusów.

To może rację ma drugi zeszłoroczny noblista Robert Shiller z Yale, który głosi, że homo economicus nie jest racjonalny. Bo wpływ na jego działanie mają różne namiętności i psychologiczne pułapki. Opisał to w książce "Zwierzęce instynkty" wydanej w 2009 r. wspólnie z Georgeem Akerlofem.

Czytałem ostatnio na nowo kilka tekstów Shillera, m.in. jego pierwszą ważną książkę "Macro Markets: Creating Institutions for Managing Society''s largest Economic Risks" oraz tę najnowszą "Finance and the Good Society". I widzę, jak bardzo Shiller jest rozdarty. Z jednej strony widzi, jak bardzo chaotyczne i nieprzewidywalne jest życie ekonomiczne, a zwłaszcza rynki finansowe. Ale z drugiej on cały czas wierzy, że dobra edukacja ekonomiczna może sprawić, że jednostka może zabezpieczyć się przed tymi wszystkimi niepewnościami. Dzięki rozumowi okiełznać ten dziki żywioł.

A nie da się?

Na poziomie jednostki to niemożliwe. Jednostka w starciu z rynkiem zawsze jest mała oraz krucha. Załóżmy nawet, że uda się nam zabezpieczyć przeciwko krachowi na rynku, na którym ulokowane są nasze kluczowe zasoby, np. poprzez wykupienie odpowiedniego ubezpieczenia. Jest jednak bardzo prawdopodobne, że na ten sam krok zdecyduje się wielu innych uczestników rynku. I wtedy wypłacone im ubezpieczenia natychmiast doprowadzą do strat firm asekuracyjnych. Co z kolei będzie bardzo niebezpieczne dla rynków finansowych, które pociągną za sobą kolejne branże gospodarki. I bardzo prawdopodobne, że gdzieś po drodze dostaniemy rykoszetem i my, maluczcy.

A więc stoimy na straconej pozycji?

Niekoniecznie, choć trzeba porzucić myśl o tym, że pojedynczy uczestnik rynku będzie potrafił być tak sprytny, że zdoła uniknąć wszelkich zawirowań. Bo cykle koniunkturalne są nieubłagane. I tylko wielkim zbiorowym wysiłkiem - na poziomie gospodarek narodowych - można się przeciwstawić ich wyrokom. Ale do tego potrzeba nie wielu homo economicusów, tylko jednego mądrego rozsądkiem ich wszystkich.

@RY1@i02/2014/148/i02.2014.148.00000200a.802.jpg@RY2@

MAT. PRASOWE

Jan Toporowski profesor ekonomii i finansów Uniwersytetu Londyńskiego. Jego "Dlaczego gospodarka światowa potrzebuje krachu finansowego" została uhonorowana Economicusem 2013 - nagrodą dla najlepszej książki ekonomicznej opublikowanej na polskim rynku wydawniczym. Urodził się i wychował w Wielkiej Brytanii (jego rodzice osiedli na Wyspach w czasie II wojny światowej)

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.