Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Niekonwencjonalna polityka monetarna. Czyli właściwie co?

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Ostatnio narosło wokół niej sporo mitów. Powszechnie uważa się, że to tylko drukowanie pustego pieniądza. A to nieprawda

Z Andrzejem Sławińskim rozmawia Rafał Woś

Co to właściwie jest niekonwencjonalna polityka monetarna i gdzie można na ten temat poczytać, żeby zrozumieć, o co właściwie chodzi?

Jest jeszcze zbyt wcześnie, by pojawiły się na ten temat dobre książki. Może dlatego wokół niekonwencjonalnych metod prowadzenia polityki monetarnej narosło wiele nieporozumień. Co rusz słyszymy, że polega ona na drukowaniu pieniędzy przez banki centralne. W rzeczywistości tak nie jest. Kreacja pieniądza jest efektem akcji kredytowej banków komercyjnych, a ta od czasu kryzysu rośnie wolno albo wcale.

Dlaczego?

Banki komercyjne mogą udzielać kredytów w relacji do wielkości ich kapitałów. Jeżeli przychodzi kryzys i banki ponoszą straty, to tracą kapitał, a w konsekwencji muszą ograniczać akcję kredytową. Także sama recesja powoduje, że silnie maleje popyt na kredyt. W efekcie akcja kredytowa i podaż pieniądza nie rosną.

To co właściwie zależy od banków centralnych?

One mogą jedynie zwiększać podaż płynnych rezerw w bankach. Kupują np. od banków papiery wartościowe, zwiększając w zamian ilość ich płynnych rezerw, jakie mają na rachunkach w banku centralnym. Pozbywając się papierów, banki komercyjne uwalniają się od obaw, że ich straty wzrosną. Ma to zachęcać je do zwiększania akcji kredytowej.

Czyli sprowadza się to do wpompowania płynności w system bankowy?

Tak. Kryzys bankowy powoduje, że banki przestają sobie ufać i udzielać wzajemnie pożyczek płynnościowych, co może doprowadzić do ich bankructw. Trzeba wtedy zrobić coś niekonwencjonalnego, udzielając bankom szybko bardzo dużych pożyczek płynnościowych. Przed takim właśnie problemem stanęły siedem lat temu Fed, Bank Anglii i ECB, które zaczęły stosować właśnie politykę zwiększania płynnych rezerw banków, inaczej luzowania ilościowego (quantitative easing).

Czy to była ze strony bankierów centralnych improwizacja?

Jak najbardziej. Musieli szybko zrobić coś niekonwencjonalnego, bo wiedzieli, jak groźna jest sytuacja. Przecież krach z 1929 r., po którym wiele banków utraciło płynność i musiało ogłosić niewypłacalność, sprawił, że podaż pieniądza spadła w USA o jedną trzecią, a wraz z nią wielkość wydatków. Tamten szok był potem przedmiotem analizy ze strony najgłośniejszych amerykańskich ekonomistów: Anny Schwartz oraz Miltona Friedmana, którzy dowiedli, że to z tego powodu początkowa recesja przekształciła się w Wielki Kryzys, który trwał nieomal całe lata 30.

Schwartz i Friedman napisali wspólnie głośną "Historię pieniężną Stanów Zjednoczonych". Ale to było dość dawno, w latach 60.

W jakimś sensie spadkobiercą ich dorobku okazał się Ben Bernanke, jeden z najlepszych ekonomistów analizujących kryzys lat 30.

Który w 2006 r. został szefem Fed i już rok później dostał niesamowitą okazję przetestowania swoich historycznych analiz w praktyce.

Tak, ale koncepcję luzowania ilościowego wymyślił znacznie wcześniej. Było to w latach 90., gdy po załamaniu na rynku nieruchomości i tąpnięciu na giełdzie Japonia weszła w okres długotrwałej stagnacji i spadku akcji kredytowej. Długie lata po tym załamaniu Japończycy spłacali swoje długi, w związku z czym nawet zerowa stopa procentowa nie skłaniała ich do zaciągania nowych. Bernanke, wówczas uniwersytecki ekonomista, miał w 1999 r. głośnie wystąpienie w czasie dorocznego posiedzenia Amerykańskiego Towarzystwa Ekonomicznego, w którym zaproponował Japończykom wejście na zupełnie nowy grunt, czyli właśnie niekonwencjonalną politykę monetarną. Tokio się trochę wahało, lecz w marcu 2001 r. Bank Japonii zaczął stosować ilościowe łagodzenie polityki pieniężnej. Latem 2007 r. Fed, ECB i Bank Anglii musiały pójść w jego ślady.

A czy niekonwencjonalna polityka monetarna to jest zabawa tylko dla dużych graczy, takich jak USA czy Japonia? Czy w razie potrzeby mogą po nią sięgnąć również średniacy, jak Polska?

W tej chwili takiej potrzeby nie ma, bo w Polsce nie było kryzysu bankowego. Akcja kredytowa zwolniła w wyniku pogorszenia się u nas koniunktury na skutek globalnej recesji. Podaż pieniądza rosła wolniej, ale tylko dlatego, że mniej potrzebowała go gospodarka.

A w przyszłości?

W przyszłości gospodarka się rozkręci, a wraz z nią popyt na kredyt.

@RY1@i02/2014/133/i02.2014.133.00000210a.803.jpg@RY2@

WOJTEK GÓRSKI

Andrzej Sławiński szef Instytutu Ekonomicznego Narodowego Banku Polskiego, w latach 2004-2010 członek Rady Polityki Pieniężnej, wykłada w Szkole Głównej Handlowej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.